Mały student pierwszy raz bloguje z domu, gdyż spędza w nim długi, świąteczny weekend.
Dziś noc z Lutrem. Bardzo się na nią cieszę, ale jak pomyślę o zimnym kościele, w którym przyjdzie nam tę imprezę spędzić... Może być ciekawie ;) Dodatkowo szaleje tu halny, który ma taką siłę, że ciężko jest w miarę prosto przejść chociażby kawałek drogi.
Pomimo powoli zbliżającej się nostalgicznej atmosfery Pamiątki Umarłych perspektywa spędzenia dnia dzisiejszego, jutrzejszego oraz wtorku w domu działa na mnie bardzo, ale to bardzo optymistycznie :) W związku z 1. listopada pojawi się jutro notka związana z tymże dniem.
niedziela, 31 października 2010
wtorek, 26 października 2010
bez zajęć
Pierwszy raz w tym roku studenckim zdarzyło mi się, że podczas całego dnia nie miałem żadnych zajęć. No ok, we wtorek mam tylko 2 wykłady, ale to i tak ciekawe, że dzisiaj odpadły oba. Tak więc dzień wykorzystałem na streszczanie 2 księgi Mojżeszowej, powtórkę hebrajskiego, wizytę u Edi, drzemkę. Ot taki normalny dzień.
W piątek do domu. Wreszcie... Cieszy się ktoś, że wracam?
W piątek do domu. Wreszcie... Cieszy się ktoś, że wracam?
niedziela, 24 października 2010
dzień Pański
Dzień pełen wrażeń. Niedzielne nabożeństwa spędziłem w dwóch różnych miejscach. Rano wybraliśmy się na Puławską, by zobaczyć, jak wygląda nabożeństwo w Społeczności Chrześcijańskiej. Jestem przyzwyczajony do formy nabożeństw z naszych ewangelickich kościołów, więc brak typowej liturgii wstępnej, komunijnej był dla mnie pewnym zaskoczeniem. Blok uwielbienia był za to dużym zachęceniem ;)
Wieczorem natomiast uczestniczyłem w nabożeństwie młodzieżowym w Trójcy. Pomimo tego, że sprzęt miał momenty zawahania, pomimo pogłosu, przez który ciężko nam się śpiewało, pomimo małych zawahań przy niektórych słowach, pomimo skromnej frekwencji (choć bałem się, że będzie gorzej), pomimo małego poślizgu czasowego, pomimo prób szatana, by nas zniechęcić, był to wartościowy czas. I po raz kolejny przekonuję się, że wspólnota podczas Wieczerzy jest czymś bardzo ważnym i wyjątkowym. Liczę, że następnym razem będzie okazja, by poprowadzić śpiew pewniej, z większą radością (bo tym razem trochę zeżarł nas stres...). Staram się z nadzieją i optymizmem patrzeć w przyszłość.
Tak wiele perspektyw. Tak wiele myśli. Tak wiele różnych motywów. Ale ten sam Bóg. Ta sama wielka Jego łaska i miłość. Ci sami kochani bliscy. Tego się trzymam. Wierzę, że rozpoczęty dziś nowy tydzień przyniesie kolejne Jego dotknięcia oraz bliską obecność.
Wieczorem natomiast uczestniczyłem w nabożeństwie młodzieżowym w Trójcy. Pomimo tego, że sprzęt miał momenty zawahania, pomimo pogłosu, przez który ciężko nam się śpiewało, pomimo małych zawahań przy niektórych słowach, pomimo skromnej frekwencji (choć bałem się, że będzie gorzej), pomimo małego poślizgu czasowego, pomimo prób szatana, by nas zniechęcić, był to wartościowy czas. I po raz kolejny przekonuję się, że wspólnota podczas Wieczerzy jest czymś bardzo ważnym i wyjątkowym. Liczę, że następnym razem będzie okazja, by poprowadzić śpiew pewniej, z większą radością (bo tym razem trochę zeżarł nas stres...). Staram się z nadzieją i optymizmem patrzeć w przyszłość.
Tak wiele perspektyw. Tak wiele myśli. Tak wiele różnych motywów. Ale ten sam Bóg. Ta sama wielka Jego łaska i miłość. Ci sami kochani bliscy. Tego się trzymam. Wierzę, że rozpoczęty dziś nowy tydzień przyniesie kolejne Jego dotknięcia oraz bliską obecność.
piątek, 22 października 2010
Hello hurricane
Hello hurricane, you're not enough
Hello hurricane, you can't silence my love
I've got doors and windows boarded up
All your dead end fury is not enough
You can't silence my love, my love
Dzisiejszy instytut był bardzo pozytywny i zachęcający. Zobaczymy, co będzie jutro, ale liczę, że będzie równie fajnie. Pisanie tekstów w 25 i 7 minut sprawia jakąś frajdę ;) Szukanie swoich mocnych stron również. No i społeczności akademikowe o 22 też wiele dają. (a dopiero to rozkręcamy...)
Jednakowoż tęsknię. Ale wiem też, że za tydzień mam do kogo wracać i z kim spędzać czas. Dlatego mogę powoli cieszyć się na kolejny, naprawdę długi weekend, jednocześnie korzystając jeszcze z obecnego weekendu. Cause, dear hurricane, you're not enough. You can't silence my love. Sorry, Winnetou ;)
Hello hurricane, you can't silence my love
I've got doors and windows boarded up
All your dead end fury is not enough
You can't silence my love, my love
Dzisiejszy instytut był bardzo pozytywny i zachęcający. Zobaczymy, co będzie jutro, ale liczę, że będzie równie fajnie. Pisanie tekstów w 25 i 7 minut sprawia jakąś frajdę ;) Szukanie swoich mocnych stron również. No i społeczności akademikowe o 22 też wiele dają. (a dopiero to rozkręcamy...)
Jednakowoż tęsknię. Ale wiem też, że za tydzień mam do kogo wracać i z kim spędzać czas. Dlatego mogę powoli cieszyć się na kolejny, naprawdę długi weekend, jednocześnie korzystając jeszcze z obecnego weekendu. Cause, dear hurricane, you're not enough. You can't silence my love. Sorry, Winnetou ;)
czwartek, 21 października 2010
budujące
Dzisiejszy dzień okazał się bardzo budujący. Trudno znaleźć mi jakiś element, który wpłynął na mnie negatywnie. Czyżby była to odpowiedź na moje modlitwy? Na moje wątpliwości? Aż chciałoby się powiedzieć, że tak. Ale... poczekam z opiniami. Szukam tu Bożej woli, a w tej działce nie ma się co śpieszyć...
W sumie zaczyna się weekend (jutrzejsza łacina nie burzy tej koncepcji). Pierwszy weekend z Instytutem Pastoralnym. Zobaczymy, jak będzie. Potem próba, w niedzielę nabożeństwo młodzieżowe. No cóż. Chyba nie będzie czasu, by się nudzić. Dziś już chyba pora spać.
P.S. Następny weekend szykuje się naprawdę dłuuuugi ;)
W sumie zaczyna się weekend (jutrzejsza łacina nie burzy tej koncepcji). Pierwszy weekend z Instytutem Pastoralnym. Zobaczymy, jak będzie. Potem próba, w niedzielę nabożeństwo młodzieżowe. No cóż. Chyba nie będzie czasu, by się nudzić. Dziś już chyba pora spać.
P.S. Następny weekend szykuje się naprawdę dłuuuugi ;)
środa, 20 października 2010
oczekiwania
Moje chyba były jednak inne. Może naiwne? Może zbyt idealistyczne? Ciężko powiedzieć. Pusty grób. Tylko. I nie było nic więcej? A jeżeli tak, to czemu czasem trzeba to pomijać? Czemu tworzy się wrażenie, że inni wiedzą lepiej?
Czemu teolog ewangelicki ma przede wszystkim czytać/x3, a dopiero potem modlić się/x3? (kolejność jest tu decydująca) Czemu to, w co wierzyłem wydaje się teraz takie proste i naiwne, a ja uważam, że o niczym nie mam pojęcia? Czemu mam wrażenie, że moja wiara tak łatwo się chwieje?
Tak wiele pytań. I póki co, nie umiem znaleźć odpowiedzi.
Czemu teolog ewangelicki ma przede wszystkim czytać/x3, a dopiero potem modlić się/x3? (kolejność jest tu decydująca) Czemu to, w co wierzyłem wydaje się teraz takie proste i naiwne, a ja uważam, że o niczym nie mam pojęcia? Czemu mam wrażenie, że moja wiara tak łatwo się chwieje?
Tak wiele pytań. I póki co, nie umiem znaleźć odpowiedzi.
poniedziałek, 18 października 2010
zamykające się powieki
Kończy się pierwszy dzień po weekendowej przerwie. Pierwszy dzień po powrocie z domu. Ciężko było mi tu wrócić. Ale dzięki spacerowi, zakupom oraz poprzez możliwość spędzenia czasu z chłopakami znowu się tu zacząłem aklimatyzować. Warszawa jest naprawdę fajnym miastem.
Podczas podróży do Warszawy mogłem obserwować parę, która jechała na lotnisko, by stamtąd polecieć na Mauritius (całą drogę gadali po francusku ćwicząc język), o mało co nie zgubiłem parasola, kupiłem pewnemu Afroamerykaninowi bilet na metro (ale nie zdążyłem powiedzieć, że musi iść na drugą stronę metra, bo pojedzie w złym kierunku:P), nie zdążyłem na logikę, ledwo doniosłem swoją torbę wypełnioną w połowie zapasami jedzenia... ale było ciekawie. Naprawdę;)
Nie zmienia to faktu, że jest tęskno. W piątek było mi tęskno za Warszawą. A dzisiaj jest mi tęskno za domem.
Podczas podróży do Warszawy mogłem obserwować parę, która jechała na lotnisko, by stamtąd polecieć na Mauritius (całą drogę gadali po francusku ćwicząc język), o mało co nie zgubiłem parasola, kupiłem pewnemu Afroamerykaninowi bilet na metro (ale nie zdążyłem powiedzieć, że musi iść na drugą stronę metra, bo pojedzie w złym kierunku:P), nie zdążyłem na logikę, ledwo doniosłem swoją torbę wypełnioną w połowie zapasami jedzenia... ale było ciekawie. Naprawdę;)
Nie zmienia to faktu, że jest tęskno. W piątek było mi tęskno za Warszawą. A dzisiaj jest mi tęskno za domem.
czwartek, 14 października 2010
wstępy. Do niebyle czego.
Dzisiejszy dzień był interesujący. Pierwszy, w którym miałem wszystkie zajęcia ;) Po niemieckim wstęp do Nowego Testamentu, który był bardzo krzepiący. Chyba po raz pierwszy wykładowca powiedział nam o prawdziwym wymiarze teologii. Nie o nauce, nie o wiedzy, ale o żywym Bogu, którego się poznaje w miarę poznawania Słowa oraz jego egzegezy. Posłuchać z rana takiego wykładu - w zasadzie bezcenne. Naprawdę wartościowe.
Normalnym jest, że teologowie poznają tzw. języki biblijne. Wczoraj był hebrajski, a dzisiaj greka. Cóż. Nie podchodzę może do niej tak entuzjastycznie jak do hebrajskiego, ale może się do niej przekonam. Przynajmniej będę miał co robić w pociągu, jak będę wracał - poćwiczę sobie pisownię tychże języków;)
Wstęp do Starego Testamentu to w ogóle inna bajka. Będą jaja. Materiał jest strasznie obszerny. Ale wychodzę z założenia, że w końcu dotyczy to Biblii, więc wiedza na jej temat będzie bardzo przydatna i ciekawa. Z pewnością będzie może momentami ciężko, ale jestem walecznie i odważnie do tego nastawiony (na razie;)). Gdy uda mi się przenieść spojrzenie naszego wykładowcy z NT i do wiedzy dołożę chęć odkrywania Boga, rozumienia w pełni Jego słowa, przekazu - może mi to wiele dać. Będę mógł odkryć Go jeszcze lepiej. Albo, jak dzisiaj usłyszeliśmy - to On będzie mnie, nas, lepiej poznawał. Oby :)
Normalnym jest, że teologowie poznają tzw. języki biblijne. Wczoraj był hebrajski, a dzisiaj greka. Cóż. Nie podchodzę może do niej tak entuzjastycznie jak do hebrajskiego, ale może się do niej przekonam. Przynajmniej będę miał co robić w pociągu, jak będę wracał - poćwiczę sobie pisownię tychże języków;)
Wstęp do Starego Testamentu to w ogóle inna bajka. Będą jaja. Materiał jest strasznie obszerny. Ale wychodzę z założenia, że w końcu dotyczy to Biblii, więc wiedza na jej temat będzie bardzo przydatna i ciekawa. Z pewnością będzie może momentami ciężko, ale jestem walecznie i odważnie do tego nastawiony (na razie;)). Gdy uda mi się przenieść spojrzenie naszego wykładowcy z NT i do wiedzy dołożę chęć odkrywania Boga, rozumienia w pełni Jego słowa, przekazu - może mi to wiele dać. Będę mógł odkryć Go jeszcze lepiej. Albo, jak dzisiaj usłyszeliśmy - to On będzie mnie, nas, lepiej poznawał. Oby :)
angielska i niemiecka języki trudna język
Jestem po pierwszych zajęciach z niemieckiego. I w związku z tym, jaki poziom spotkałem, postanowiłem to tu opisać. Jestem w grupie średnio zaawansowanej (bardziej zaawansowana ma zajęcia w poniedziałek o 11, a ja mam wtedy logikę), ale w opinii naszej wykładowczyni grupy bardzo się nie różnią, ta lepsza robi tylko trudniejszy podręcznik, ale jest podobna do mojej. Cóż. Dzisiaj, gdy do niej podszedłem po zajęciach, powiedziała, że zbyt wiele się nie nauczę, że chodzi o to, bym się nie cofnął w rozwoju. No ale ok, o ile brak podstawowej znajomości niemieckiego jeszcze jestem w stanie zrozumieć (w końcu nie każdy miał ten niemiecki w szkole... ale zdarzają się ludzie, którzy zdawali maturę z niemca i twierdzą, że nic nie umieją. I w praktyce mają rację.), to angielski...
Nie mam tej wątpliwej przyjemności, żeby uczęszczać na najpopularniejszy język na świecie. Jako że w liceum realizowałem poziom B2+, postanowiłem zrezygnować z poziomu B1, o A2 już nie wspominając. Wydawać by się mogło, że angielski powinien być studentom bardzo dobrze znany. (skoro w naszej jawornickiej podstawówce miałem angielski już od 3 klasy podstawówki, to co dopiero w wielkim świecie) Cóż. Wygląda na to, że jednak system edukacji nie funkcjonuje najlepiej lub studenci nie przykładali wagi do nauki języków. Na czym opieram swoją opinię? Moi koledzy z roku pokazywali mi zadania, jakie mieli zrobić na swoich zajęciach. I tak grupa A2 - uzupełnianie form "I am, you are, he/she/it is". Szczena mi opadła. Natomiast grupa B1, poziom intermediate - czyli jak sama nazwa wskazuje średnio zaawansowany wygląda tak, że wykładowczyni czyta na głos tekst, a potem tłumaczy go słowo w słowo. Może się to jeszcze rozkręci, ale mimo wszystko trochę mnie to zszokowało.
Myślę, że to tłumaczy, dlaczego zrezygnowałem z nauki angielskiego. Kontakt z językiem tak czy siak będę miał. Niemiecki przyda mi się w późniejszej edukacji teologicznej. A to, że będę musiał więcej rzeczy robić samemu (ewentualnie prosić o pomoc bratową), to już zupełnie inna historia...
Nie mam tej wątpliwej przyjemności, żeby uczęszczać na najpopularniejszy język na świecie. Jako że w liceum realizowałem poziom B2+, postanowiłem zrezygnować z poziomu B1, o A2 już nie wspominając. Wydawać by się mogło, że angielski powinien być studentom bardzo dobrze znany. (skoro w naszej jawornickiej podstawówce miałem angielski już od 3 klasy podstawówki, to co dopiero w wielkim świecie) Cóż. Wygląda na to, że jednak system edukacji nie funkcjonuje najlepiej lub studenci nie przykładali wagi do nauki języków. Na czym opieram swoją opinię? Moi koledzy z roku pokazywali mi zadania, jakie mieli zrobić na swoich zajęciach. I tak grupa A2 - uzupełnianie form "I am, you are, he/she/it is". Szczena mi opadła. Natomiast grupa B1, poziom intermediate - czyli jak sama nazwa wskazuje średnio zaawansowany wygląda tak, że wykładowczyni czyta na głos tekst, a potem tłumaczy go słowo w słowo. Może się to jeszcze rozkręci, ale mimo wszystko trochę mnie to zszokowało.
Myślę, że to tłumaczy, dlaczego zrezygnowałem z nauki angielskiego. Kontakt z językiem tak czy siak będę miał. Niemiecki przyda mi się w późniejszej edukacji teologicznej. A to, że będę musiał więcej rzeczy robić samemu (ewentualnie prosić o pomoc bratową), to już zupełnie inna historia...
środa, 13 października 2010
Modlitwa
וַאֲנִי עָנִי וְאֶבְיוֹן אֲדֹנָי יַחֲשָׁב־לִי
עֶזְרָתִי וּמְפַלְטִי אַתָּה אֱלֹהַי אַל־תְּאַחַר׃
P.S. To w związku z pierwszymi zajęciami z hebrajskiego.
עֶזְרָתִי וּמְפַלְטִי אַתָּה אֱלֹהַי אַל־תְּאַחַר׃
P.S. To w związku z pierwszymi zajęciami z hebrajskiego.
wtorek, 12 października 2010
mętlik w głowie
Cały mój wpis w momencie dodawania się skasował. Więc krótko: wielu rzeczy wciąż się uczę. Wiele rzeczy wciąż mnie przerasta, szokuje, frustruje, zniechęca. Ale z tymi Goliatami muszę walczyć. I z Bożą pomocą uda mi się ich pokonać.
Miało być dłużej, ale boję się, że znowu mi to wszystko zniknie. Więc na dzisiaj tyle. Jutro może będzie trochę dłużej.
P.S. Brakowało mi śpiewu. Dlatego śpiew na spotkaniu studenckim był bardzo krzepiący. Reszta... no cóż. Ale oddawanie chwały Bogu wiele mi dało;)
Miało być dłużej, ale boję się, że znowu mi to wszystko zniknie. Więc na dzisiaj tyle. Jutro może będzie trochę dłużej.
P.S. Brakowało mi śpiewu. Dlatego śpiew na spotkaniu studenckim był bardzo krzepiący. Reszta... no cóż. Ale oddawanie chwały Bogu wiele mi dało;)
refleksyjnie przy spaghetti
Właśnie zjadłem spaghetti przygotowane głównie przez Bartka, ale i ja miałem swój udział w jego tworzeniu ;) Smakowało, oj tak. Za 45 minut pierwsze dzisiejsze zajęcia - podstawy pedagogiki i dydaktyki ogólnej. Zobaczymy. Potem jeszcze historia Kościoła powszechnego. Wtorek to w zasadzie najluźniejszy dzień na uczelni w całym tygodniu.
Przy okazji chyba wybiorę się na spotkanie studenckie. Społeczność jest czymś bardzo ważnym, póki co orientuję się w tym, co w Warszawie jest możliwe i z czegoś na pewno będę korzystał.
Wciąż uczę się tu oddychać. Powoli zbliżam się do dwóch tygodni spędzonych w centrum Warszawy i myślę, jak wiele rzeczy zmieniło się w moim życiu. Jak wiele rzeczy odkryłem, jak wiele spraw zostało przeze mnie docenionych, ale i jak wiele sfer związanych z przyszłością wciąż skrywa mgła. Stawiam również wiele pytań. Szukam we wszystkim Jego woli. Mimo, że wiele rzeczy czasem przekracza moje pojęcie i zrozumienie - staram się otwierać na Jego działanie. On musi wzrastać, ja stawać się mniejszym.
P.S. Bardzo cieszy mnie perspektywa powrotu do domu na weekend.
Przy okazji chyba wybiorę się na spotkanie studenckie. Społeczność jest czymś bardzo ważnym, póki co orientuję się w tym, co w Warszawie jest możliwe i z czegoś na pewno będę korzystał.
Wciąż uczę się tu oddychać. Powoli zbliżam się do dwóch tygodni spędzonych w centrum Warszawy i myślę, jak wiele rzeczy zmieniło się w moim życiu. Jak wiele rzeczy odkryłem, jak wiele spraw zostało przeze mnie docenionych, ale i jak wiele sfer związanych z przyszłością wciąż skrywa mgła. Stawiam również wiele pytań. Szukam we wszystkim Jego woli. Mimo, że wiele rzeczy czasem przekracza moje pojęcie i zrozumienie - staram się otwierać na Jego działanie. On musi wzrastać, ja stawać się mniejszym.
P.S. Bardzo cieszy mnie perspektywa powrotu do domu na weekend.
sobota, 9 października 2010
weekendowo
Gdy człowiek budzi się o 11, to ma poczucie, że jest to dobry dzień. Oraz dzień wyjątkowy ;) Po śniadaniu postanowiłem odkurzyć, Bartek zajął się łazienką i przez to nasz pokój wygląda już nieco lepiej. Dodatkowo dowiedziałem się, jak dostać się na Dworzec Centralny, zrobiłem małe zakupy w Złotych Tarasach.
Odwiedziłem również moją kuzynkę, gdyż dzisiaj obchodziła swoje urodziny. Mogłem spędzić bardzo miłe chwile w gronie rodziny i znajomych. "Sąsiedzi rządzą!" (i powoli zaczynam przekonywać się do małych dzieci...). Plus widok z mostu na Wiśle na nocną Warszawę - priceless :)
Jutro do kościoła, więc wypadałoby się położyć. Jest tu naprawdę fajnie. Lepiej, niż myślałem.
Odwiedziłem również moją kuzynkę, gdyż dzisiaj obchodziła swoje urodziny. Mogłem spędzić bardzo miłe chwile w gronie rodziny i znajomych. "Sąsiedzi rządzą!" (i powoli zaczynam przekonywać się do małych dzieci...). Plus widok z mostu na Wiśle na nocną Warszawę - priceless :)
Jutro do kościoła, więc wypadałoby się położyć. Jest tu naprawdę fajnie. Lepiej, niż myślałem.
piątek, 8 października 2010
Nowy Świat
Warszawa jest ładna. Warszawa późnym popołudniem i wieczorem jest śliczna. Naprawdę. Byłem dzisiaj na Nowym Świecie. I nie dziwię się, że o tej ulicy powstawały nawet wiersze. Jest tam pewien szczególny klimat. Z pewnością zajrzę tam jeszcze nie raz.
Fajnie było powspominać stare czasy z Carolą, pogadać o jej studiach, o tym, że ja póki co się obijam ;) Odkryliśmy też kilka fajnych knajp, do których trzeba będzie zajrzeć w przyszłości. Ogólnie - weekend rozpoczęty bardzo udanie.
Dziś zakończył się cykl wykładów doktora Woltera. Pomimo moich najszczerszych chęci, miałem problem, żeby się skupić na tych głębokich teologicznych treściach. Chyba potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby wkręcić się w pełni w te klimaty. Zakupy w Tesco również były udane, w głównej mierze dzięki Bogusiowi :)
Obraz dnia dopełnia troska starszych studentów o to, by nasze panele w pokoju zostały umyte. Niestety, tym razem metoda Posejdona nie do końca wypaliła...
Dziś zakończę dzień jakimś filmem. I liczę na to, że jutrzejszy dzień będzie równie udany.
Fajnie było powspominać stare czasy z Carolą, pogadać o jej studiach, o tym, że ja póki co się obijam ;) Odkryliśmy też kilka fajnych knajp, do których trzeba będzie zajrzeć w przyszłości. Ogólnie - weekend rozpoczęty bardzo udanie.
Dziś zakończył się cykl wykładów doktora Woltera. Pomimo moich najszczerszych chęci, miałem problem, żeby się skupić na tych głębokich teologicznych treściach. Chyba potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby wkręcić się w pełni w te klimaty. Zakupy w Tesco również były udane, w głównej mierze dzięki Bogusiowi :)
Obraz dnia dopełnia troska starszych studentów o to, by nasze panele w pokoju zostały umyte. Niestety, tym razem metoda Posejdona nie do końca wypaliła...
Dziś zakończę dzień jakimś filmem. I liczę na to, że jutrzejszy dzień będzie równie udany.
czwartek, 7 października 2010
pranie
Zapomniałem o czymś bardzo ważnym. Dziś po raz pierwszy zrobiłem pranie. Wiem, wiem, jak to brzmi. I zgadzam się w pełni. Ale kiedyś trzeba było się tego nauczyć;) I to kolejny dowód na powolne, acz idące do przodu usamodzielnianie się.
Thx Bartek :)
Thx Bartek :)
uroczyście i spacerowo
Ciekawy dzień. Dzisiaj była immatrykulacja. Dla niewtajemniczonych - uroczyste ślubowanie studenckie + odebranie indeksu z rąk rektora. Ks. prorektor wręczając mi indeks pyta: "pan Sztwiertnia, tak? W sumie to bez pytania rozpoznałem". ;). Hm. No to chyba rzeczywiście jestem podobny do mojego taty;) Ogólnie, uroczystość bardzo przyjemna, było dużo osób kolorowo ubranych, sporo biskupów, księży, rektorów, profesorów. Samo przywitanie zacnych osobistości trwało chyba z 10 minut. Ale przez to wszystko musiałem się w garnitur przebierać, a w sali synodalnej było bardzo gorąco... przeżyłem;)
Z dzisiejszą uroczystością wiąże się jeszcze jeden zabawny epizod. Otóż po zakończeniu staliśmy z chłopakami przed Chatem i czekaliśmy na Tabalugę (nasz kolega z roku). Gdy tam staliśmy, przechodził koło nas prymas senior. Ukłoniłem się, powiedziałem dzień dobry, a on "na papieroska, tak?". Ja: "nie". "Nie? To dobrze". I odszedł. Cóż. Niezły motyw;)
Dzisiejszy wyjątkowy dzień uczciliśmy również pod względem jedzenia - obiad w Pizza Hut, a kolacja w Burger Kingu. Mogłem również przy okazji pozwiedzać trochę Warszawę. Oraz Arkadię;) Pogoda naprawdę zachęca do długich spacerów. Gdyby tylko było trochę cieplej i ten cholerny zimny wiatr tak nie wiał... (ale wytrzymaliśmy z Jurkiem ten chłód)
Ogólnie, aklimatyzacja przebiega bardzo owocnie. Tylko jak będzie dalej? Weekend już zaplanowany. Ale potem nowy tydzień, zajęcia... póki co, wszystko jeszcze jest tu mgliste. Zdaję się na Boga. On to poprowadzi :)
P.S. Dzisiejszy wpis sponsoruje Pizza Hut, Burger King i Rondo Żaba. Muzykę zapewnia Switchfoot. "Dare you to move". Polecam! (dzięki Maja! ;))
I jeszcze jedno - zaczynam fascynować się Warszawą.
Z dzisiejszą uroczystością wiąże się jeszcze jeden zabawny epizod. Otóż po zakończeniu staliśmy z chłopakami przed Chatem i czekaliśmy na Tabalugę (nasz kolega z roku). Gdy tam staliśmy, przechodził koło nas prymas senior. Ukłoniłem się, powiedziałem dzień dobry, a on "na papieroska, tak?". Ja: "nie". "Nie? To dobrze". I odszedł. Cóż. Niezły motyw;)
Dzisiejszy wyjątkowy dzień uczciliśmy również pod względem jedzenia - obiad w Pizza Hut, a kolacja w Burger Kingu. Mogłem również przy okazji pozwiedzać trochę Warszawę. Oraz Arkadię;) Pogoda naprawdę zachęca do długich spacerów. Gdyby tylko było trochę cieplej i ten cholerny zimny wiatr tak nie wiał... (ale wytrzymaliśmy z Jurkiem ten chłód)
Ogólnie, aklimatyzacja przebiega bardzo owocnie. Tylko jak będzie dalej? Weekend już zaplanowany. Ale potem nowy tydzień, zajęcia... póki co, wszystko jeszcze jest tu mgliste. Zdaję się na Boga. On to poprowadzi :)
P.S. Dzisiejszy wpis sponsoruje Pizza Hut, Burger King i Rondo Żaba. Muzykę zapewnia Switchfoot. "Dare you to move". Polecam! (dzięki Maja! ;))
I jeszcze jedno - zaczynam fascynować się Warszawą.
poniedziałek, 4 października 2010
posilony i pokrzepiony
Podczas dzisiejszej komunii usłyszałem od księdza słowa, które mnie bardzo dotknęły: "Zła się nie ulękniesz". Postanowiłem się tego uchwycić na okres studiów.
Ogólnie, nabożeństwo było bardzo wartościowym czasem (przy okazji mogłem przeczytać tekst z V Mż 6;4-9).
No i wielu ciekawych rzeczy dowiedziałem się podczas logiki. Podczas spotkania mieszkańców akademika również.
Jutro szykuje się ciekawy dzień - tzw. spadochroniarz. Dla niewtajemniczonych - wykłady doktora Woltera z Bonn. Egzegeza i teologia Nowego Testamentu z naciskiem na ap. Pawła. Może być ciekawie;) Ale póki co, pora na łóżko, lekturę Biblii, modlitwę i sen. "Zła się nie ulękniesz". Amen.
P.S. Specjalne podziękowania dla Bartka za ugotowanie pysznej kolacji (jajecznica, grzyby, ogóreczek) :)
Ogólnie, nabożeństwo było bardzo wartościowym czasem (przy okazji mogłem przeczytać tekst z V Mż 6;4-9).
No i wielu ciekawych rzeczy dowiedziałem się podczas logiki. Podczas spotkania mieszkańców akademika również.
Jutro szykuje się ciekawy dzień - tzw. spadochroniarz. Dla niewtajemniczonych - wykłady doktora Woltera z Bonn. Egzegeza i teologia Nowego Testamentu z naciskiem na ap. Pawła. Może być ciekawie;) Ale póki co, pora na łóżko, lekturę Biblii, modlitwę i sen. "Zła się nie ulękniesz". Amen.
P.S. Specjalne podziękowania dla Bartka za ugotowanie pysznej kolacji (jajecznica, grzyby, ogóreczek) :)
na świeżo
Jestem już po pierwszych zajęciach. Za 50 minut kolejne. Póki co, spotkanie organizacyjne dotyczące języków natchnęło mnie pozytywnie. Otóż okazało się, że są na studiach osoby, które są jeszcze mniej przygotowane do studiów niż ja! Nawet ja wiem, że na studiach jest coś takiego jak plan studiów (mimo, że na Chacie jest niesamowicie nieczytelny...) i student powinien się z nim zapoznać. (osobiście uważam, że skoro umiem z niego skorzystać - to pierwszy dowód, że uczenie się samodzielności idzie mi coraz lepiej;)) Ale jak widać, niektórzy ludzie z innych kierunków mają i z tym problem. Przez 10 minut kobieta odpowiadała na ich pytania dotyczące godzin zajęć. A wystarczyło tylko przeczytać plan...
Bardzo mnie ten motyw zachęcił.
Niestety, jeżeli chodzi o języki, może być problem. Angielski na poziomie intermediate miałem już chyba pod koniec gimnazjum, więc postanowiłem wybrać niemiecki. Nasz kościół ma liczne kontakty z Niemcami, więc ogólnie rzecz biorąc, ten oto język może się przydać. I tu spotkało mnie małe rozczarowanie. Ze względu na logikę, którą mam o 11, nie mogę chodzić na grupę bardziej zaawansowaną, więc muszę chodzić z grupą mniej zaawansowaną. (na pocieszenie powiem, że wg wykładowczyni obie grupy są słabe, ta bardziej zaawansowana robi tylko trudniejszy podręcznik) Tak więc przede mną mało zaawansowany niemiecki na studiach. Cóż. Ale myślę, że Bóg ma w tym jakiś plan :)
Na razie tyle. Kończę, bo wg Bartka jestem egocentrykiem - zbyt dużo piszę o sobie. W takim razie być może kolejna notka będzie na temat logiki i innych fascynujących zajęć, które już za 20 minut...
P.S. Śniadanie złożone z chleba tostowego i pasztetu było naprawdę dobre :)
Bardzo mnie ten motyw zachęcił.
Niestety, jeżeli chodzi o języki, może być problem. Angielski na poziomie intermediate miałem już chyba pod koniec gimnazjum, więc postanowiłem wybrać niemiecki. Nasz kościół ma liczne kontakty z Niemcami, więc ogólnie rzecz biorąc, ten oto język może się przydać. I tu spotkało mnie małe rozczarowanie. Ze względu na logikę, którą mam o 11, nie mogę chodzić na grupę bardziej zaawansowaną, więc muszę chodzić z grupą mniej zaawansowaną. (na pocieszenie powiem, że wg wykładowczyni obie grupy są słabe, ta bardziej zaawansowana robi tylko trudniejszy podręcznik) Tak więc przede mną mało zaawansowany niemiecki na studiach. Cóż. Ale myślę, że Bóg ma w tym jakiś plan :)
Na razie tyle. Kończę, bo wg Bartka jestem egocentrykiem - zbyt dużo piszę o sobie. W takim razie być może kolejna notka będzie na temat logiki i innych fascynujących zajęć, które już za 20 minut...
P.S. Śniadanie złożone z chleba tostowego i pasztetu było naprawdę dobre :)
niedziela, 3 października 2010
coś nowego
Postanowiłem założyć bloga. Bloga małego studenta w wielkim mieście. Czemu? Hm. Zainspirowała mnie do tego moja koleżanka z zespołu, która również postanowiła opisywać swoje studenckie przygody.
Nigdy jeszcze bloga nie prowadziłem, więc może warto coś nowego utworzyć? Czemu nie.
Siedzę obecnie w akademiku w stolicy naszego pięknego kraju. Obawiałem się swojego wyjazdu, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Teraz wygląda na to, że jest całkiem nieźle. Jutro pierwsze zajęcia. Zobaczymy. Może być ciekawie...
Póki co, tyle. Ale jeszcze się rozkręcę. Na koniec elementy dnia dzisiejszego, które utkwiły mi w pamięci:
- świeże chlebki rozdawane przez dzieci w kościele na Puławskiej
- pyszny obiad, podczas którego chyba trochę przekonałem się do ryb... (dzięki Tymek!)
- wartościowy czas rozmów z Edi i Tymkiem
- zaproszenie na obiad wystosowane przez Edi ;)
- wspólne śpiewanie liturgii z Bartkiem ;)
- ciekawe tematy podczas dyskusji z Armanim, Bogusiem i Darkiem
Po raz kolejny przekonałem się, jak wielki jest Bóg.
Nigdy jeszcze bloga nie prowadziłem, więc może warto coś nowego utworzyć? Czemu nie.
Siedzę obecnie w akademiku w stolicy naszego pięknego kraju. Obawiałem się swojego wyjazdu, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Teraz wygląda na to, że jest całkiem nieźle. Jutro pierwsze zajęcia. Zobaczymy. Może być ciekawie...
Póki co, tyle. Ale jeszcze się rozkręcę. Na koniec elementy dnia dzisiejszego, które utkwiły mi w pamięci:
- świeże chlebki rozdawane przez dzieci w kościele na Puławskiej
- pyszny obiad, podczas którego chyba trochę przekonałem się do ryb... (dzięki Tymek!)
- wartościowy czas rozmów z Edi i Tymkiem
- zaproszenie na obiad wystosowane przez Edi ;)
- wspólne śpiewanie liturgii z Bartkiem ;)
- ciekawe tematy podczas dyskusji z Armanim, Bogusiem i Darkiem
Po raz kolejny przekonałem się, jak wielki jest Bóg.
Subskrybuj:
Posty (Atom)