"Uwspółcześnić nabożeństwo!"
"Nowy śpiewnik"
"Mniej dogmatów, więcej Ducha Świętego"
"Chcemy więcej śpiewać w Kościele, nie tyle tradycyjnie, co nowocześnie (hip hop, metal itd.)"
Oto wybiórczy głos młodego pokolenia dotyczący nabożeństwa, liturgii z tez zapisanych podczas "Nocy z Lutrem" (żałuję, że nie udało mi się odczytać reszty).
A oto (w moim subiektywnym mniemaniu) kilka pietystycznych mitów odnośnie liturgii:
1. Liturgia to czysto rzymsko-katolicki wymysł, nie nasz luterański. Lepiej wypluć to słowo.
2. Liturgia przedłuża nabożeństwo, nie mówiąc już o Komunii... A, jeszcze to Wyznanie nicejsko-konstant... kontansty... konstantynopolopolo - co to za twór? Tak trudno je zapamiętać, kto je wymyślił? Pewnie katolicy. U nas się tego nie zmawia - i bardzo dobrze!
3. Liturgia jest niezrozumiała, sztuczna. Lepiej ją wywalić i śpiewać pieśni, najlepiej młodzieżowe albo "dzięgielowskie", bo przecież te XVIII-wieczne są archaiczne, powolne, w pogrzebowym tonie...
4. Są trudności ze świadomym przeżywaniem liturgii, to tylko automatyczne odklepywanie pewnych naddanych treści.
5. Strasznie to staroświeckie, XVI-wieczne, dobre dla staruszków.
6. Trzeba strasznie długo stać...
7. Czemu ten ksiądz czyta modlitwę? Dlaczego nie może modlić się swoimi słowami?
8. Po co te wszystkie gesty, czemu ksiądz ma taki dziwny strój? Lepiej wyglądałby w garniturze.
Spróbuję się z tymi wszystkimi mitami rozprawić.
ad.1. Bzdura. Zacząć trzeba od zdefiniowania słowa "liturgia". Zacznę tym razem od potocznego rozumienia. Liturgia to dla (tak mi się wydaje, jak coś to proszę mnie poprawiać) większości wiernych moment w nabożeństwie trwający od Introitu (czyli śpiewania naprzemiennie psalmu) do Wyznania Wiary (Credo). To potoczne rozumienie jest jednak dosyć ograniczone. W pierwotnym, nowotestamentowym rozumieniu leiturgein oznaczało działalność apostolską, nie tylko w ramach nabożeństwa, była to po prostu święta służba. Dodatkowo, można rozróżniać między służbą Boga ludziom (TAK! - w liturgii to Bóg służy ludziom) i służbie Bogu (lud oddaje cześć Bogu i uwielbia Go) Tłumacząc to już nieco bardziej współcześnie - liturgia to całość nabożeństwa, pewien logiczny porządek, wiadomo co następuje po czym. Liturgia to zarówno śpiewanie introitu, odczytanie tekstów biblijnych, kazanie, modlitwa powszechna, Komunia Święta, udzielenie błogosławieństwa - wszystko to, co składa się na porządek nabożeństwa. Więc jeżeli ktoś pisze "Stop z liturgią!" - ewidentnie widać, że nie zdaje sobie pojęcia z tego, czym liturgia jest. Bo wtedy musielibyśmy wywalić nabożeństwa i jednocześnie zabronić Panu Bogu działać ;) Liturgia nie jest wymysłem rzymskim, jego początki sięgają czasów apostolskich, czyli wspólnych dla całego chrześcijaństwa.
ad.2. Niby jest to pewnego rodzaju argument praktyczny. Co ciekawe, często takie zdanie wypowiadają pietyści, którzy liturgię zastąpili by blokiem uwielbieniowym - który zazwyczaj trwa dłużej niż sama liturgia... ;) ze statystycznego punktu widzenia potocznie rozumiana liturgia trwa w zależności od tempa gry organisty i długości tekstów biblijnych 10-15 minut. Kolejna rzecz - Wieczerza Pańska. Owszem, z oczywistych powodów swoje trwa. Ale oprócz kazania jest centralnym punktem nabożeństwa, momentem doświadczania wyjątkowej Bożej obecności (której nawet najpiękniejsze pieśni uwielbienia nie mogą oddać) oraz wspólnoty z innymi ludźmi i fajnie byłoby, gdyby była co niedzielę. Różnie z tym bywa. Ale do tego odniosę się w osobnym poście (bo Komunia potrafiła bardzo dzielić pietystów i nie-pietystów). Ostatnia rzecz - Nicejsko-
ad.3. Problem niezrozumienia liturgii bierze się z tego, iż ogólnie chyba nie tłumaczy się, dlaczego śpiewamy Psalm, dlaczego śpiewamy Gloria Patri, Kyrie, Gloria in excelsis... czy zastanawialiście się kiedyś nad zwrotem "Pan niech będzie z wami" i odpowiedzią "I z duchem Twoim"? Ostatnio omawialiśmy ten motyw na zajęciach i coś do mnie dotarło. Ten zwrot (który czasem jest pomijany) jest bardzo, bardzo wyjątkowy. Dlaczego? Ksiądz, wypowiadając te słowa, mówi słowa, które wyrażają bardzo wiele, jest to zwrot obfitujący w miłość, pokój i serdeczność - niech Bóg będzie z wami, niech w was działa - wypowiada to do osób, które być może go denerwują, z którymi się pokłócił, którym powinien przebaczyć - do to nich mówi coś bardzo cennego - życzę Ci, żeby Bóg Cię wspierał, pomagał, żebyś mógł na Nim polegać. A zbór odpowiada, by i z księdzem był Bóg. Prosi, by prowadził zwiastowanie Słowa, by błogosławił Jego służbę. Być może podświadomie zbór prosi wtedy, by ich ksiądz okazał im więcej wyrozumiałości, by był lepszym człowiekiem. A wiecie, jakie wybrzmienie, jaką moc może mieć ta wypowiedź kiedy jest wymawiana świadomie? :) Co do pieśni - nie mam nic do młodzieżowych i dzięgielowskich - są wśród nich śliczne, inspirujące pieśni, bardzo często staję na scenie i je śpiewam. Ale nie zapominajmy też o tych starszych, które niejednokrotnie niosą ze sobą gigantyczny ładunek w słowach. Kiedy je śpiewam, mam przed oczami żarliwość moich dziadków, ich wiarę w te archaiczne, obco dziś brzmiące słowa. I często odkrywam ich przesłanie na nowo.
ad.4. I co, to wina liturgii że jest odklepywana? A może to twoja wina, człowiecze? Może to ty ją odklepujesz, może to ty się nie skupiasz na tym, co mówisz? Może tobie obojętne jest to, że oddaje się chwałę Bogu, że prosi się Go o zmiłowanie? Może to ja nie chcę zrozumieć, dlaczego śpiewamy o tym, że Słowo Boże jest lampą dla moich stóp?
ad.5. A czy wkładanie bloku pieśni, potem kazania, potem ewentualnie Komunii czy to nie jest przejaw też pewnego porządku, liturgii? To nie jest tylko domena XVI-wieku. Przecież nabożeństwo musi mieć porządek, tak jak porządek mają różne publiczne rzeczy. Nawet w zborach zielonoświątkowych (o których mówi się, że mają pewną wolność w przebiegu nabożeństwa) jest śpiew, potem jakieś świadectwo, potem zwiastowanie, potem znowu śpiew, potem modlitwy. Uwaga uwaga - TO TEŻ JEST LITURGIA ;) (podobnie szkółka niedzielna/nabożeństwo dla dzieci też ma swoją liturgię - np. śpiew, szkółka, prace plastyczne)
ad.6. Ale jak się stoi w tramwaju, autobusie lub podczas półgodzinnego uwielbienia to jest ok ;) To, że stoi się w kościele podczas potocznie rozumianej liturgii, podczas czytania tekstów z Biblii, podczas modlitw i przyjmowania błogosławieństwa - to wyraz szacunku wobec Boga. Mówimy, że liczy się postawa serca - jasne. Ona jest najważniejsza. Ale czy nasze czyny nie są również czasem jej odbiciem?
ad.7. To jeden z głównych zarzutów pietystów wobec księży (czasem nazywanych nawet "nienawróconymi" - hm, to może być jedno z tych kryteriów - czy modli się swoimi słowami). Od pewnego czasu mam również świadomość stania po drugiej stronie, tam, gdzie stoi ksiądz. Jako student teologii odprawiam nabożeństwa. I przyznam się uczciwie, że czytam modlitwy, które albo sam piszę albo korzystam z tych napisanych na daną niedzielę. Dlaczego? (ktoś podniesie krzyk - jakim prawem czytasz to, co powinno płynąć z twojego serca!?) Dlatego że publiczna modlitwa to stres. Dlatego że czasem z tego wszystkiego uciekają myśli i można strzelić niezłe herezje lub zaciąć się w trakcie rozmowy z Bogiem. Osobiście uważam, że publiczna modlitwa, owszem, powinna płynąć z serca, ale powinna też mieć jakieś ładne ramy, początek, ładne zakończenie, ma wyrażać też szacunek w stronę Boga. Wydaje mi się, że skoro modlę się publicznie, to musi to mieć jakieś ręce i nogi, nie mogę pozwolić sobie na full spontan i powtarzanie w każdym zdaniu słowa "Panie", "Jezu", "Ojcze" - no bo wtedy cała kwestia
ad.8. Każdy gest ma swoją symbolikę - uklęknięcie, przeżegnanie się, podniesienie rąk, znak krzyża - to nie są tylko puste gesty. Każda z tych rzeczy coś wyraża, przenosi ze sobą pewne znaczenie. Na tej samej zasadzie działa np. nakładanie rąk. A co do stroju księdza - cóż. Zdaję sobie sprawę, że różnie można się na to zapatrywać. Wiem, że niektórzy ze względów zdrowotnych nie mogą nosić togi/togi i komży/alby/
Podsumowując mój SUBIEKTYWNY punkt widzenia - liturgii nie można powiedzieć stop, bo nie można doprowadzić do tego, że w niedzielny poranek jesteśmy świadkami chaosu w trakcie nabożeństwa. Byłoby to też swego rodzaju mówienie Panu Bogu "nie chcemy żebyś działał i tak samo my nie chcemy ci służyć". Nie wiem, czy jest sens tworzenie nowego śpiewnika, skoro obecny ma dopiero 10 lat i jest w nim naprawdę masa pieśni i masa materiału, z którego można korzystać. Co do uwspółcześnienia nabożeństwa - istnieje np. liturgia młodzieżowa, który służy temu, by nabożeństwo było nieco bardziej współczesne. Dodatkowo, nie wszystkie elementy pochodzą z pierwotnego chrześcijaństwa i z czasów Reformacji. Kościół wciąż się reformuje, ten proces trwa bez ustanku.
P.S. Myśl, która niedawno mi się nasunęła, przyszła całkiem spontanicznie do głowy (ale nie krzyżujcie mnie za nią :P) - naszą luterańską liturgię przyrównam do FC Barcelony. Dlaczego? Ma swoich zwolenników, ma swoich przeciwników, niektórzy są w nią zapatrzeni, niektórzy jej nie rozumieją, niektórzy ją hejtują. Ale prawdą jest, że liturgia jest pewnego rodzaju wzorem, jakąś normą (o Barcelonie mówi się, że stała się wzorem dla innych zespołów, stała się punktem odniesienia we współczesnym futbolu). Cechy zewnętrzne niosą ze sobą pewne symbole (wystrój kościoła/stadionu i ich architektura jest przypisywana do pewnego typu, strój księdza/piłkarzy jest określony, można zaobserwować pewne zasady, porządek w liturgii/zasady gry w piłkę itd.), a i te sprawy wywołują określone uczucia (pogłębiają religijność, duchowość/fani bywają zachwyceni grą swoich pupili - albo też w drugą stronę - wywołują niepokój, zdekoncentrowanie/styl Barcelony przez niektórych jest uważany za nudny, mało ciekawy, wciąż taki sam). Cóż, nie bez przyczyny mówi się, że mecz piłkarski to też swego rodzaju liturgia, nabożeństwo dla "wiernych" - fanów futbolu. A często stadiony przyrównuje się do kościołów jako do świątyń... ;)