Dzisiejszy dzień był interesujący. Pierwszy, w którym miałem wszystkie zajęcia ;) Po niemieckim wstęp do Nowego Testamentu, który był bardzo krzepiący. Chyba po raz pierwszy wykładowca powiedział nam o prawdziwym wymiarze teologii. Nie o nauce, nie o wiedzy, ale o żywym Bogu, którego się poznaje w miarę poznawania Słowa oraz jego egzegezy. Posłuchać z rana takiego wykładu - w zasadzie bezcenne. Naprawdę wartościowe.
Normalnym jest, że teologowie poznają tzw. języki biblijne. Wczoraj był hebrajski, a dzisiaj greka. Cóż. Nie podchodzę może do niej tak entuzjastycznie jak do hebrajskiego, ale może się do niej przekonam. Przynajmniej będę miał co robić w pociągu, jak będę wracał - poćwiczę sobie pisownię tychże języków;)
Wstęp do Starego Testamentu to w ogóle inna bajka. Będą jaja. Materiał jest strasznie obszerny. Ale wychodzę z założenia, że w końcu dotyczy to Biblii, więc wiedza na jej temat będzie bardzo przydatna i ciekawa. Z pewnością będzie może momentami ciężko, ale jestem walecznie i odważnie do tego nastawiony (na razie;)). Gdy uda mi się przenieść spojrzenie naszego wykładowcy z NT i do wiedzy dołożę chęć odkrywania Boga, rozumienia w pełni Jego słowa, przekazu - może mi to wiele dać. Będę mógł odkryć Go jeszcze lepiej. Albo, jak dzisiaj usłyszeliśmy - to On będzie mnie, nas, lepiej poznawał. Oby :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz