wtorek, 30 sierpnia 2011

co by było gdyby...

można było wsiąść do samochodu i odjechać uliczką do dowolnej epoki w historii?

A co gdyby można było w niej zostać, z piękną kobietą u boku i realizować swoje romantyczne marzenia i pragnienia?

Rozmarzyłem się w trakcie "O północy w Paryżu". Podobnie jak główny bohater, szczególną uwagą obdarzam dwudziestolecie międzywojenne (choć mnie ciągnie do innej europejskiej stolicy). I wieczorny klimat wielkich miast. I czasem chciałbym się przenieść. I może... tam zostać? I w ogóle...

Zastanawiam się właśnie nad puentą tego filmu. Że zdarza nam się dążyć, tęsknić i obdarzać sentymentem przeszłość. Tak bardzo, że teraźniejszość przemyka nam pomiędzy palcami. M.in. dla tej refleksji chciałem nieco dłużej posiedzieć w kinowym fotelu. Nie było mi to dane, ale na pewno wrócę jeszcze do tego filmu i podumam jeszcze nad tym zagadnieniem.

Co z naszą teraźniejszością? Też przelatuje między naszymi palcami, też tęsknimy za tym, co było? (ostatnio często wracam do dzieciństwa, podstawówki. I towarzyszy mi myśl, że były to piękne czasy :P no ale czy teraz też nie jest pięknie? Czemu nie cenię tego, czego doświadczam teraz?)

P.S. No i co z Marion Cotillard, która postanowiła zostać w Belle Epoque? Była szczęśliwa, udało jej się zrealizować swój sen?

Woody Allen jest wybitny.