MUNDIAL! Cztery lata czekania, wspominania tego, co działo się na boiskach Republiki Południowej Afryki i nareszcie, ponownie przez miesiąc będzie można futbolowo ześwirować ;)
W tym roku mam wobec niego wielkie oczekiwania. Jest wiele mocnych drużyn, ciężko wskazać faworytów. Poziom może być wyrównany, nie podejmuję się póki co typowania tego, kto wyjdzie z grup.
Boję się tylko jednego - że będzie to mundial defensywy. Kontr. Nudnych meczy, które będą się rozstrzygały jednym jedynym błędem. Ofensywnie usposobione drużyny polegną z kretesem, na boisku pozostaną tylko ci, którzy zminimalizują straty. I o ile ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć, że to dokładnie zrobiła Hiszpania 4 lata temu (z czym się mimo wszystko nie zgodzę, bo mistrzowie świata tworzyli sytuacje, utrzymywali piłkę, można było podziwiać ich kunszt, a to że odnosili zwycięstwa 1-0 = no cóż, czasem skuteczność nie idzie w parze z ładną grą), to boję się, że Brazylia 2014 będzie kojarzyć się z żelaznymi zasiekami obronnymi.
Oczywiście, o gustach się nie dyskutuje. Ktoś może lubić szybkie kontry, a potem murowanie bramki, ktoś inny huraganowy atak "huzia na Józia". Niemniej jednak w europejskiej piłce w tym sezonie dominowała żelazna dyscyplina taktyczna, maksymalne ograniczenie strat, gra na "stracić o jedną bramkę mniej niż przeciwnicy" - i jest prawdopodobnym, iż mundial również będzie tak wyglądał.
Krótko o drużynach, którym będę szczerze kibicował (jako że nasi zacni kopacze nie dokopali się do Brazylii, trzeba sięgnąć po tych, którzy potrafili przebrnąć eliminacje...):
Tegomundialowym (a taki neologizm stworzyłem, ot co!) moim faworytem i drużyną, za którą będę ściskał kciuki najmocniej, jest Argentyna. Dlaczego Albicelestes? Cóż. Ze względu na Messiego. Do pełni szczęścia, bycia piłkarzem kompletnym brakuje mu jeszcze jednego wielkiego trofeum. W zasadzie - chyba tego największego, o którym marzą wszyscy piłkarze. Brakuje mu mistrzostwa świata. Podziwiam tego knypkowatego piłkarza, współczuję mu zespołu Aspergera, boję się o jego coraz częstsze wymioty na boisku, przykro mi, gdy widzę, że jest jakiś nieobecny, zgaszony, przytłoczony. Może czekał na mundial? Może właśnie w Brazylii jego gwiazda zabłyśnie pełnym blaskiem? Tego życzę mu z całego serca. Oby po raz kolejny, największy do tej pory, zamknął usta wszystkim krytykom.
Drudzy w kolejności są Hiszpanie. Dlaczego? Bo mają w składzie 7 piłkarzy Barcy. Bo ciągle są w stanie pięknie grać. Bo tiki-taka jeszcze nie zginęła, kiedy gra się ją tak jak należy - wysokim pressingiem, na dużej intensywności, grą na jeden kontakt, dużo ruchu bez piłki. A oni jak nikt są w stanie prawdziwą tiki-takę wprowadzić w życie. No i gdyby wygrali 4 wielkie imprezy pod rząd... klękajcie narody. Nawet legendarna Brazylia z Pelem nie miałaby takiej siły przebicia i takiej mitycznej otoczki wokół siebie. Staliby się po prostu nieśmiertelni w futbolowym wymiarze.
Ostatni na podium są gospodarze, Brazylijczycy. Dlaczego? Ze względu na dawny sentyment, ze względu na potrzepanego, maksymalnie nieogarniętego Neymara. Chłopaczek dźwiga na swoich barkach ciężar oczekiwań całego narodu. To taki Adaś Małysz, tylko że chłopina dźwigał ciężar narodu nieco mniejszego, nie tak zakochanego w skokach. Neymar taszczy na plecach oczekiwania tych, którzy futbol mają we krwi. Plus całą masę biednych, bezrobotnych, strajkujących, sfrustrowanych rodaków. On może przynieść im nadzieję na lepsze jutro. Wraz z żelazną defensywą prowadzoną przez Thiago Silvę. Futbol może naprawdę zmienić świat, choćby na chwilkę. Ale w momencie tryumfu Brazylii cały kraj na moment się zjednoczy, na moment zapomni o swoich problemach. I może dzięki 23 facetom tak bezmyślnie biegającym za jakimś białym świńskim pęcherzem uzyska energię do społecznej zmiany. Może to tylko myślenie życzeniowe i utopijne, ale czy nie niosłoby ze sobą potężnego ładunku nadziei i optymizmu?
Bo jak głosi pewna maksyma, życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach. Gdy pada gol, właśnie wtedy często tego oddechu brakuje. Przenosząc to na hermeneutyczny język Paula Tillicha, pokusiłbym się o stwierdzenie, iż gol staje się wyczekiwanym kairosem, punktem zwrotnym w dziejach egzystencji (ludzkości), który prowadzi ku esencji (temu, co transcendentne, Samo-byciu). Oczywiście przejaskrawiam.
Ale sam jestem nieopisanie ogarnięty futbolowym szaleństwem. To moja pasja, coś, co mnie niebywale nakręca. Coś, co traktuję również jako Boży dar - zdolność odczuwania tak wielkich emocji. Cieszę się, że wielu piłkarzy dzieli się swą wiarą, wyznaje ją publicznie dając przykład innym. Cieszę się, że również tu odnajduję pierwiastek łączący futbol z moim podstawowym tematem zainteresowań i życia.
Oby Mundial 2014 obfitował w emocje, oby było pięknie, żywiołowo, wzruszająco, momentami zaskakująco - i oby Puchar Świata został wzniesiony przez Lionela Messiego/Ikera Casillasa/Thiago Silvę.