Dziś po godzinie 12 zakończyły się Wczasy Świąteczno-Noworoczne 2011/2012. Tym samym czas na kilka słów opisujących te chwile.
Doświadczenie - nigdy nie spędziłem jeszcze tyle czasu pod rząd z seniorami. Wiele się nauczyłem, wiele przeżyłem, wielu opowieści się nasłuchałem. I chyba rzeczywiście potrafię słuchać tego, co mówią inni.
Modlitwa - nie jest dla mnie problemem modlić się na głos. Wręcz przywykłem do tego, że często mi się to zdarza. Ale nie przeżyłem jeszcze czegoś takiego, żeby 3 razy dziennie przez ponad tydzień modlić się na głos do Boga w swoim imieniu oraz w imieniu 56 seniorów. Nie lubię sformułowania "on/ona/ktoś się ładnie pomodlił" - no bo jak można się brzydko bądź źle pomodlić? Każdy modli się tak, jak umie. Jeżeli modlitwa jest szczera - wtedy jest "ładna" (ale i tak nie bardzo mi ten przymiotnik pasuje). Przynajmniej ja tak uważam. Dlatego podziękowania seniorów za piękne modlitwy są dla mnie czymś... nieoczekiwanym. Bo ja po prostu rozmawiałem z Bogiem, dziękowałem Mu wraz z seniorami za posiłki, za nowy dzień. Dla mnie to coś normalnego. Dla nich nie. Ale nie mówię, że to źle. To daje do myślenia.
Uśmiech - podobno mało się uśmiecham. To podobno jest tak trochę na wyrost - bo wiem, że uśmiech raczej nieczęsto gości na mojej twarzy. Ale wielu moich podopiecznych zapamiętało mój uśmiech. A ja zapamiętam ich radosne twarze podczas naszych rozmów, posiłków, kiedy żartowaliśmy, kiedy słuchali tego, co mówiłem. Czyli... jednak umiem się uśmiechać. I to na dłużej! ;)
Bolesne losy - serce mi się krajało, gdy słuchałem opowieści na temat nieudanych małżeństw, tragicznej śmierci, długotrwałej choroby, błędnych wyborów dzieci, problemów w relacjach z sąsiadami, szykanowanie ze strony innych chrześcijan, nie-ewangelików. Każdy z wczasowiczów przyjeżdżał do Jawornika z bagażem ciężkich przeżyć, życiowych doświadczeń. Nie było osoby, która mogłaby powiedzieć, że jej życie było udane, pozbawione większych przykrości. Jeżeli mogłem komuś ulżyć samym wysłuchaniem, próbą zrozumienia tego, co dana osoba przeżyła - cieszę się. Mam nadzieję, że Pan Bóg będzie ich prowadził i wzmacniał, by pomimo trudnych doświadczeń mogli żyć dalej i szukać w Nim siły.
Kaszel - przy moim stole nie było posiłku, by ktoś się nie krztusił i kaszlał. Jednego dnia byłem jedyną osobą, która w trakcie obiadu nie zakrztusiła się. I prawdę mówiąc, czasem przyjemność z jedzenia była średnia...
Poranne przeklinanie późnej pory położenia się spać - miałem problem, żeby rano wstawać i być pełnym energii. To dlatego, że wieczorami kładłem się późno spać. Cóż, nauczka na przyszłość.
Zapach - w niektórych pokojach pięknie pachniało perfumami. Do niektórych nie dało się wejść, bo odrzucało na wejściu. Przypominał mi się obóz, w trakcie którego musieliśmy wchodzić do pokojów i otwierać okna, bo inaczej groziła śmierć przez uduszenie się. Po raz kolejny przekonałem się, że higiena i dbanie o nią to pojęcie względne.
Cierpliwość - cecha, której bardzo potrzebowałem i nadal będę potrzebował. Myślę, że nie było źle, ale w wielu wypadkach mogłem zachować się lepiej, wyrozumialej. Nie należę do ludzi cierpliwych, łatwo mnie zdenerwować. Na szczęście udało mi się trzymać nerwy na wodzy, choć nie zawsze było łatwo. I czasem seniorzy to zauważali. Trochę było mi wtedy wstyd.
Pokora - kolejna cecha, na której bardzo mi zależy. Nie jest łatwo pozostać skromnym i pokornym, kiedy słyszy się, że wspaniale się coś zrobiło, poprowadziło, powiedziało. Seniorzy mają skłonność do wyolbrzymiania pewnych rzeczy, skupiania się tylko na zaletach. Od tonowania nastrojów są rodzice. Którym jestem w sumie za to wdzięczny.
Niepowtarzalność - warto było. Bałem się, stresowałem. Ale Pan Bóg dopomógł. Było to niezwykłe doświadczenie, które mam nadzieję zaprocentuje w przyszłości. Były to wyjątkowy czas, którego do tej pory nie miałem okazji w pełni przeżyć. Myślę, że wiele się nauczyłem.
Czuję się mocno zachęcony, by uznawać to za swoją deklarację :)