Te święta są wyjątkowe. Z paru powodów. Nie będę wymieniał wszystkich, podam jeden. W tym roku jestem opiekunem grupy ok. 60 osób starszych i samotnych podczas Wczasów Świąteczno-Noworocznych.
I postanowiłem z tej okazji coś tu od czasu do czasu, w miarę możliwości, napisać. Chciałbym stworzyć tu galerię paru postaci, z którymi będę rozmawiał w trakcie wczasów (dla niektórych jest to jedyna okazja w roku, by być wysłuchanym). Nie będę ich przedstawiał z imienia. Czasem będzie to jedno zdanie, czasem cały duży akapit. Opiszę to, co mnie poruszyło. Spróbuję ogarnąć to, co mnie zachęciło, co dało mi do myślenia, coś, co mnie zmieniło. Podzielę się tym, czym mogę się podzielić, resztę zachowam dla siebie. Wiem, że ten czas będzie mi potrzebny. Wiem, że Bóg posłuży się tymi drogimi seniorami, by niejedno mi uświadomić. Już zaczął to robić ;)
Większość dzisiejszego wieczoru spędziłem na rozmowie z panem z Górnego Śląska, który opowiadał o tym, jak często przyjeżdżał do Jawornika, jak to miejsce go urzekło. Nie tylko w zimie, również w lecie. Ceni sobie ciszę, spokój, takie odizolowanie od świata. Sporo podróżował po Polsce, po różnych parafiach naszego kościoła, sam był aktywnym członkiem swojej parafii, z bólem serca patrzył na wandali niszczących jego rodzimy kościół, w którym został ochrzczony, konfirmowany, w którym zawarł związek małżeński. To, co mnie poruszyło, to jego głębokie przeświadczenie o tym, że Biblia jest prawdziwym skarbem dla ludzi, ewangelików, dotknęło mnie to, że jako dziecko wędrował z babcią 18 kilometrów do kościoła. Piechotą. Znam ludzi, którzy nie chcą dziś takiej odległości pokonać samochodem i wolą zostać w domu. Tak, wiem, to były inne czasy, inne wychowanie, inna mentalność. Ale myślę, że moje pokolenie - pokolenie Facebooka, GG, YouTuba mogłoby się wiele od szacownego pana i jego pokolenia nauczyć. (Zresztą - moja rodzina też miała podobne przygody - mój tata chodził po pas w śniegu ze swoją mamą z Lesznej do Goleszowa na jutrznię. I nie było zmiłuj. Dziś nie dałby rady mnie zbudzić na jutrznię. A ja miałbym do pokonania tylko 10 metrów. I trochę mi wstyd.)
Jedna pani bardzo przypomina mi moją znajomą. I nic do rzeczy nie ma tu fakt, że są z jednej parafii. Po prostu tak mi się wydaje. I to jest miłe, bo to dobra znajoma :)
Jest też pan, który dużo żartuje, jest bardzo zabawny, ale jednocześnie dzieli się bolesnymi doświadczeniami. I zastanawiam się, czy te żarty nie są jakąś formą odreagowania tej niełatwej rzeczywistości.
To tyle na dzisiaj. Za niedługo pojawi się tu część druga. Tymczasem kładę się spać dziękując Bogu za dzisiejszy dzień. I proszę Go o kolejne. By je błogosławił.