Kilka reminiscencji z dzisiejszego dnia.
Miałem straszne problemy, żeby zabrać się za referat ze ST (konkretnie - księgi Amosa i Ozeasza). Długo walczyłem ze sobą. Nie było łatwo, ale z Bożą pomocą dałem radę. I przyznam, że to, co odkryłem w trakcie pisania, przeglądania różnych materiałów, opinii na temat tychże dwu proroków, niesamowicie mnie dotknęło. Szczególnie to, co dotyczy Ozeasza.
W sumie nie tyle nawet Ozeasza, co Boga. Studiując "Teologię Starego Testamentu" G. von Rada doszedłem do prostego, wydawałoby się oczywistego, wniosku (o którym jednak chyba czasem zapominamy) - Jahwe bardziej nas kocha niż się na nas gniewa. Stąd też wzięło się dane w Jezusie zbawienie. On wie, jakie popełniamy błędy, zna nasze najbardziej wstydliwe grzechy. Ale też niesamowicie nas kocha. Polecam wam księgę Ozeasza. W szczególności odnośniki, które są w tytule.
Podczas społeczności, kiedy modliliśmy się z chłopakami, poczułem Jego dotyk. Mówcie, co chcecie, ja w to wierzę. Poczułem dotyk Jego miłości. Która przewyższa wszelki Jego gniew. Wszelką naszą beznadziejność.
"Jestem pośrodku ciebie" - tego wam życzę. Na każdy dzień. Każdą chwilę.
Jeszcze jedna myśl - oglądałem dzisiaj Shreka 4. Tak często nie doceniamy tego, co dla nas ważne. Nie doceniamy tych, których kochamy. Którzy są dla nas najważniejsi.
I tak czuję, że słowa ks. Twardowskiego "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" właśnie dzisiaj mają podwójną rację bytu. Piszę to również myśląc o sobie.
P.S. Bóg nie jest w stanie przestać nas kochać. Czasem mam wrażenie, że Go trochę nie rozumiem i rozumiem zarazem. Bo wiem, jak często jestem niesamowicie beznadziejny i zupełnie nie zasługuję na Jego miłość. Ale rozumiem, bo też kocham.
"I zaręczę cię z sobą na zasadzie wierności, i poznasz Pana. (...)
i powiem do Nie-ludu: Ty jesteś moim ludem, a on powie: Boże mój". :)
PS2. Niemożliwe stało się możliwe. Z dzisiejszego hebrajskiego wyszedłem nawet trochę zachęcony! ;)
środa, 23 lutego 2011
poniedziałek, 21 lutego 2011
Jeszcze będzie żółto
Na wiele pytań nie znamy odpowiedzi. To ze względu na to, że nasze poznanie jest jedynie cząstkowe. Wiele rzeczy nas boli, smuci, nie umiemy sobie z tym wszystkim poradzić. Mamy wątpliwości, naszą złość i żal często kierujemy w stronę Boga. Czy to dobre?
Hm. To chyba naturalne.
Uważam, że w ten sposób jakoś nam lżej. Wylewamy swoje serce przed Panem i ból powoli zaczyna ustępować. Jego miejsce zajmuje Boże pocieszenie.
Wierzę, że pewnego dnia znowu będzie żółto. Jeżeli nie tu, na ziemi, to na pewno już w niebie. Tam wszystko będzie żółte. Ciekawe, czy Coldplay będzie tam śpiewał "Yellow"? ;) Tam nie będzie bólu, cierpienia, smutku, śmierci, grzechu, niesprawiedliwości, zazdrości, lęku. Będzie On i my.
Jeszcze będzie żółto.
Hm. To chyba naturalne.
Uważam, że w ten sposób jakoś nam lżej. Wylewamy swoje serce przed Panem i ból powoli zaczyna ustępować. Jego miejsce zajmuje Boże pocieszenie.
Wierzę, że pewnego dnia znowu będzie żółto. Jeżeli nie tu, na ziemi, to na pewno już w niebie. Tam wszystko będzie żółte. Ciekawe, czy Coldplay będzie tam śpiewał "Yellow"? ;) Tam nie będzie bólu, cierpienia, smutku, śmierci, grzechu, niesprawiedliwości, zazdrości, lęku. Będzie On i my.
Jeszcze będzie żółto.
środa, 16 lutego 2011
czarna środa
Macie czasem wrażenie, że gdy już wstajecie z łóżka, czujecie, że z tym dniem jest coś nie tak? Nie chodzi mi tutaj o wstawanie lewą nogą itd, ale ja dzisiaj coś takiego przeżyłem. Po prostu czułem, że tego dnia wiele rzeczy mi nie wyjdzie, że szykuje się raczej pesymizm niż optymizm, smutek niż radość itd.
Miałem problem, żeby zwlec się na zajęcia. Na psychologii nie umiałem się skupić, na hebrajskim kolejna porcja kosmosu, ryż okazał się niedogotowany, wyszło na jaw, że z mojej Corsy wycieka olej i czeka mnie wymiana części, na wstępie do NT było może śmiesznie, ale bez rewelacji. Kolacja smakowała jakoś dziwnie, Barca rozegrała swój najgorszy mecz w sezonie, a atmosfera walentynek, zakochania gdzieś pochowała się do książek. A. No i dochodzi kompletny brak motywacji do siedzenia nad rzeczami na przyszły tydzień, poczucie otępienia i zwątpienia.
Z drugiej strony, liczę, że taka złośliwa kumulacja już się nie powtórzy. Ale kto to tam wie... Czas chyba na Litanię.
To nie był ten dzień, oj nie...
Miałem problem, żeby zwlec się na zajęcia. Na psychologii nie umiałem się skupić, na hebrajskim kolejna porcja kosmosu, ryż okazał się niedogotowany, wyszło na jaw, że z mojej Corsy wycieka olej i czeka mnie wymiana części, na wstępie do NT było może śmiesznie, ale bez rewelacji. Kolacja smakowała jakoś dziwnie, Barca rozegrała swój najgorszy mecz w sezonie, a atmosfera walentynek, zakochania gdzieś pochowała się do książek. A. No i dochodzi kompletny brak motywacji do siedzenia nad rzeczami na przyszły tydzień, poczucie otępienia i zwątpienia.
Z drugiej strony, liczę, że taka złośliwa kumulacja już się nie powtórzy. Ale kto to tam wie... Czas chyba na Litanię.
To nie był ten dzień, oj nie...
wtorek, 15 lutego 2011
heteryk
Credo in unum Deum,
Patrem omnipotentem,
factorem caeli et terrae,
visibilium omnium et invisibilium.
Et in unum Dominum Iesum Christum,
Filium Dei unigenitum,
et ex Patre natum ante omnia saecula.
Deum de Deo,
Lumen de Lumine,
Deum verum de Deo vero,
genitum non factum,
consubstantialem Patri:
per quem omnia facta sunt;
qui propter nos homines et propter nostram salutem
descendit de caelis,
et incarnatus est de Spiritu Sancto
ex Maria Virgine,
et homo factus est,
crucifixus etiam pro nobis sub Pontio Pilato,
passus et sepultus est,
et resurrexit tertia die, secundum Scripturas,
et ascendit in caelum,
sedet ad dexteram Patris,
et iterum venturus est cum gloria,
iudicare vivos et mortuos:
cuius regni non erit finis.
Et in Spiritum Sanctum,
Dominum et vivificantem,
qui ex Patre Filioque procedit.
Qui cum Patre et Filio simul adoratur et conglorificatur:
qui locutus est per prophetas.
Et unam, sanctam, catholicam et apostolicam Ecclesiam.
Confiteor unum baptisma in remissionem peccatorum.
Et expecto resurrectionem mortuorum,
et vitam venturi saeculi.
Amen.
Dziś "Jak zostać królem". Podobno rewelacyjny film. Oby ;)
Patrem omnipotentem,
factorem caeli et terrae,
visibilium omnium et invisibilium.
Et in unum Dominum Iesum Christum,
Filium Dei unigenitum,
et ex Patre natum ante omnia saecula.
Deum de Deo,
Lumen de Lumine,
Deum verum de Deo vero,
genitum non factum,
consubstantialem Patri:
per quem omnia facta sunt;
qui propter nos homines et propter nostram salutem
descendit de caelis,
et incarnatus est de Spiritu Sancto
ex Maria Virgine,
et homo factus est,
crucifixus etiam pro nobis sub Pontio Pilato,
passus et sepultus est,
et resurrexit tertia die, secundum Scripturas,
et ascendit in caelum,
sedet ad dexteram Patris,
et iterum venturus est cum gloria,
iudicare vivos et mortuos:
cuius regni non erit finis.
Et in Spiritum Sanctum,
Dominum et vivificantem,
qui ex Patre Filioque procedit.
Qui cum Patre et Filio simul adoratur et conglorificatur:
qui locutus est per prophetas.
Et unam, sanctam, catholicam et apostolicam Ecclesiam.
Confiteor unum baptisma in remissionem peccatorum.
Et expecto resurrectionem mortuorum,
et vitam venturi saeculi.
Amen.
Dziś "Jak zostać królem". Podobno rewelacyjny film. Oby ;)
czwartek, 10 lutego 2011
uśmiech
Wpis dedykowany młodzieżówce z Wisły
Tytułowy uśmiech ostatnio nawet częściej gości na mojej twarzy.
Ale w sumie nie o tym chcę napisać. Wybrałem się dzisiaj na siatkę do Wisły. I już dawno gra nie sprawiała mi tyle radości i satysfakcji, co dzisiaj. Co tam, że poziom nie był za wysoki, co tam, że za bardzo mi nie szło. Ważne było to, że mogłem pobiegać, poskakać, powystawiać, zmęczyć się i odnowić znajomości, które kiedyś, dawno temu, zostały nawiązane z tamtejszą młodzieżówką. Przyjemnie było się do tych ludzi uśmiechać (nawet po nieudanej wystawie bądź zepsutym ataku - i mówić, że nic się nie stało), pośmiać się, po prostu pobyć. Przełamałem parę barier nieśmiałości, dowartościowałem się. Było warto. Jeżeli będzie okazja, z przyjemnością ponownie wpadnę, żeby z nimi pograć.
Fajno. :)
P.S. Heineken.
Tytułowy uśmiech ostatnio nawet częściej gości na mojej twarzy.
Ale w sumie nie o tym chcę napisać. Wybrałem się dzisiaj na siatkę do Wisły. I już dawno gra nie sprawiała mi tyle radości i satysfakcji, co dzisiaj. Co tam, że poziom nie był za wysoki, co tam, że za bardzo mi nie szło. Ważne było to, że mogłem pobiegać, poskakać, powystawiać, zmęczyć się i odnowić znajomości, które kiedyś, dawno temu, zostały nawiązane z tamtejszą młodzieżówką. Przyjemnie było się do tych ludzi uśmiechać (nawet po nieudanej wystawie bądź zepsutym ataku - i mówić, że nic się nie stało), pośmiać się, po prostu pobyć. Przełamałem parę barier nieśmiałości, dowartościowałem się. Było warto. Jeżeli będzie okazja, z przyjemnością ponownie wpadnę, żeby z nimi pograć.
Fajno. :)
P.S. Heineken.
poniedziałek, 7 lutego 2011
zaufanie
Czasem trudno jest zaufać. Pozbyć się złośliwości, docinków, cynizmu i wyrzutów. I być spokojnym.
Ja tak chyba nie umiem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu widzę przed sobą przeszkodę, której nie umiem pokonać. Nie wiem, jak się za nią zabrać. I nie wiem, co dalej.
"W ciszy i zaufaniu będzie wasza moc". Tak? W takim razie bardzo potrzebuję tej ciszy i zaufania. O mocy już nie wspominając...
Ja tak chyba nie umiem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu widzę przed sobą przeszkodę, której nie umiem pokonać. Nie wiem, jak się za nią zabrać. I nie wiem, co dalej.
"W ciszy i zaufaniu będzie wasza moc". Tak? W takim razie bardzo potrzebuję tej ciszy i zaufania. O mocy już nie wspominając...
środa, 2 lutego 2011
brak przekonania
Nie lubię, kiedy dopada mnie zniechęcenie i zwątpienie. Bo w takich chwilach czuję się wybitnie bezsilny. Brak przekonania to chyba mój największy demotywator. Jest bardzo skuteczny i czasem przenosi się na inne osoby. I wtedy pojawia się problem.
Do dziś nie opracowałem metody, jak sobie z nim poradzić. Czasem po prostu muszę to przeżyć, przespać, spojrzeć z innej perspektywy. Czasem muszę komuś coś wygarnąć, pofrustrować siebie i innych, drażnić swoim dyletanctwem i brakiem jakiejkolwiek energii. Zwykle potem sytuacja jakoś się prostuje.
Szkoda tylko, że ten brak przekonania pojawia się wtedy, kiedy to przekonanie jest najbardziej potrzebne... Kiedy trzeba wziąć na swoje barki odpowiedzialność i pociągnąć resztę za sobą. A ja nie mam motywacji i tego feelingu w sobie.
I jeszcze ten cholerny ból zęba...
Pomocy.
Do dziś nie opracowałem metody, jak sobie z nim poradzić. Czasem po prostu muszę to przeżyć, przespać, spojrzeć z innej perspektywy. Czasem muszę komuś coś wygarnąć, pofrustrować siebie i innych, drażnić swoim dyletanctwem i brakiem jakiejkolwiek energii. Zwykle potem sytuacja jakoś się prostuje.
Szkoda tylko, że ten brak przekonania pojawia się wtedy, kiedy to przekonanie jest najbardziej potrzebne... Kiedy trzeba wziąć na swoje barki odpowiedzialność i pociągnąć resztę za sobą. A ja nie mam motywacji i tego feelingu w sobie.
I jeszcze ten cholerny ból zęba...
Pomocy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)