poniedziałek, 11 listopada 2013

kaczorek-ekolog = COP19 cz.1

Szybkie pierwsze spostrzeżenia z COP19 na Stadionie Narodowym.

Pierwsze wrażenie COP19 – to jest tak ogromne! Gdzie pójść najpierw? Gdzie potem? Tyle ludzi różnych narodowości, ras, religii, politycy, delegaci spoza rządów. Około 15-20 tysięcy ludzi. Imponujące. I gdzieś w środku – ja, mały student teologii Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Sprawiedliwość klimatyczna, emisja węgla, obniżenie jego zawartości, próba wpływania na negocjacje, zmiana klimatu, katastrofa na Filipinach – te słowa są odmieniane na wszystkie możliwe sposoby przez delegatów...

Szczyt ma znaleźć odpowiedź, rozwiązanie na zmiany klimatyczne. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy rzeczywiście wszyscy mają na uwadze klimat, ludzi cierpiących w związku z emisją gazów cieplarnianych? Może patrzymy tylko na własny interes – tylko by uniknąć wyższych podatków i opłat za emisję węgla, tylko by przyzwyczaić się do zmian klimatu – bo to przecież w końcu nieunikniony proces, może by uzyskać nieco więcej kasy podczas negocjacji… Dlaczego cała uwaga Polaków skupia się na Marszu Niepodległości a nie na zagadnieniu: „co Polska, co Polacy mogą zrobić by ograniczyć np. emisję tych szkodliwych gazów?”

A może to wszystko nasza wina? Może środowisko nas nie obchodzi? Może pomysły oszczędzania wody, recyklingu, nie wyrzucania plastiku do pieca nas nie interesują? Może inni powinni to robić? Może tylko ekolodzy powinni się tak zachowywać? Czemu chrześcijanie mają się zajmować ekologią? Czemu klimat powinien ich interesować?

Może takie pytania są stawiane w polskim luterańskim Kościele. Dyskusja dotycząca środowiska nie jest domeną synodu. Skupiamy się przecież na innych, bardzo ważnych zresztą, tematach. Ale czy środowisko nie jest istotne? Czy temat odpowiedzialnego zachowania wobec ziemi nie występuje w Biblii? Siedząc w sali plenarnej i obserwując ludzi zastanawiam się – co ja, mały student z Polski, mogę zrobić dla środowiska? Powinienem zostać wegetarianinem? Może powinienem brać krótsze prysznice?

Ale może powinienem również mniej konsumować? Czy potrzebuję wszystkiego, czego używam i nawet jeżeli – czy rzeczywiście powinienem tego używać w tak dużych ilościach? Ile jedzenia zdarza mi się marnować? To tylko moje refleksje. Mogą wydać się śmieszne. Ale ja naprawdę chciałbym zobaczyć że coś zmienia się w polskiej mentalności. Naprawdę chciałbym być pewien, że moje dzieci i wnuki będą w stanie żyć na tej planecie – że coś dla nich zostawimy. Jest pewne stare powiedzenie: nie odziedziczyliśmy Ziemi od naszych dziadków i rodziców. Pożyczyliśmy ją od naszych dzieci i wnuków. Będziemy w stanie oddać ją im w przyszłości?

Postaram się znaleźć na to odpowiedź. Bądźcie na bieżąco.