Krytycy rzucą się teraz na Smudę, zawodników. Hejterzy Euro będą się śmiać i mówić "i co wam po tym Euro, skoro nasi i tak dali ciała?". W kraju zapanuje gorycz, żałoba, rozpacz (a może nie będzie tak źle?)
Jest mi przykro. Powiem więcej - tak jak byłem dumny z walecznej postawy naszych graczy w pierwszych dwóch meczach, tak teraz jestem zażenowany. Powiedzmy sobie wprost - w drugiej połowie na boisku biegali przypadkowi ludzie ubrani w koszulki naszej reprezentacji. 4 niewykorzystane sytuacje w pierwszych 20 minutach się zemściły. Aż chce się płakać.
Wyszło jak zawsze, Polacy nie umieją grać na wielkich imprezach. Miało być pięknie, było daremnie. Czy to kwestia psychiki, zmęczenia - nie wiem. Chyba to nieistotne. Po prostu przestałem wierzyć, że reprezentacja Polski w piłce nożnej może kiedykolwiek coś osiągnąć. Bo skoro nie umie wyjść z najsłabszej grupy na Euro, grając u siebie, przy wsparciu kibiców, to kiedy ma jej się to udać? W drugiej połowie nie było widać walki. Przez dobre 20 minut dotykali piłkę tylko po to, by ją stracić. To było żałosne, żenujące, porażająco bolesne i kontrastujące z tym, co widzieliśmy z Grecją i Rosją.
Nie pytam "dlaczego?". Nie chcę znać odpowiedzi. Chciałbym jeszcze raz wrócić do 17. minuty meczu z Grecją, do tego szczęścia po bramce Lewandowskiego. Do chwili, kiedy wierzyłem, że to Euro będzie przełomowe. Kiedy było pięknie. A teraz? Zostały tylko wspomnienia, które już nic nie zmienią.
Zamiast ślubu, pięknych chwil, miłość twojego życia powiedziała, że cię nie kocha, nic do ciebie nie czuje i woli innego. A ty zostałeś sam jak kołek na ślubnym kobiercu - myślę, że słowa mojego znajomego dobrze oddają to, co dziś przeżyliśmy i jak ja się teraz czuję. Na pocieszenie - jutro jest nowy dzień. Euro trwa dalej, Hiszpania będzie walczyć o końcowy tryumf. Pojawi się wiele motywów, które będą zachęcały do tego, by jednak się uśmiechnąć.
To przecież nie jest koniec świata. Prawda, Tatuś? ;)