Moje chyba były jednak inne. Może naiwne? Może zbyt idealistyczne? Ciężko powiedzieć. Pusty grób. Tylko. I nie było nic więcej? A jeżeli tak, to czemu czasem trzeba to pomijać? Czemu tworzy się wrażenie, że inni wiedzą lepiej?
Czemu teolog ewangelicki ma przede wszystkim czytać/x3, a dopiero potem modlić się/x3? (kolejność jest tu decydująca) Czemu to, w co wierzyłem wydaje się teraz takie proste i naiwne, a ja uważam, że o niczym nie mam pojęcia? Czemu mam wrażenie, że moja wiara tak łatwo się chwieje?
Tak wiele pytań. I póki co, nie umiem znaleźć odpowiedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz