Dobiega końca ostatni wieczór (a w zasadzie noc) na pierwszym roku w Warszawie. Gdybym chciał opisać tu wszystkie moje wrażenia, wspomnienia (które z moim jeszcze obecnym współlokatorem dzisiaj sobie przypominaliśmy), to mogłoby braknąć miejsca, a wy, czytelnicy, moglibyście zasnąć już po 1/3 tych wspomnień.
Dlatego ostatnia notka pisana z Warszawy poświęcona będzie wdzięczności Bogu. Za Jego niesamowite cuda w trakcie letniej sesji - to, że mój hiperoptymistyczny plan zdania wszystkiego w pierwszych terminach został zrealizowany, jest tylko i wyłącznie Jego zasługą. Moja prośba o Jego cud, którą powtarzałem przed każdym egzaminem/zaliczeniem nabrała niesamowitego znaczenia dzięki kolejnym sukcesom.
Te udane potyczki z przedmiotami uczelnianymi dedykuję Bogu, moim najbliższym, którzy pamiętali o mnie w modlitwach oraz moim kumplom z roku, o których będę pamiętał w modlitwach (oni jeszcze z sesją się zmagają) i trzymał za nich kciuki. Wierzę, że im również się powiedzie :)
W związku z zakończeniem sesji był Wedel, "Save me from myself" na cały regulator, ostatni wypad na miasto plus pakowanie - najwyższa pora opuścić stolicę, by wrócić na moment (bo coś czuję, że te 3 miesiące to będzie mgnienie oka...) do małej ojczyzny. A potem...
Znowu będzie mały student w wielkim mieście.
Dziękuję za wasze wszystkie odwiedziny (3449 odwiedzin traktuję jako coś niesamowitego), komentarze, chwile poświęcone na moje wypociny. Postaram się przez wakacje również coś poblogować, tym razem z małej doliny ;)
3majcie się z Panem Bogiem. Doświadczajcie Jego cudów. Przekonujcie się na własnej skórze, jak jest On niesamowity i wspaniały.
piątek, 17 czerwca 2011
czwartek, 9 czerwca 2011
cud
Doświadczyłem dzisiaj jednego wielkiego cudu. Brakowało mi wiary, że zaliczę grecki w pierwszym terminie. Szedłem trochę jak na skazanie. Dlaczego? Związane było to z wielkim stresem, sporą ilością materiału i świadomością, że wielu rzeczy nie jestem pewien. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać.
Przyznam, że w moich modlitwach błagalnie prosiłem o cud, gdyż w momentach zwątpienia tylko tego umiałem się uchwycić. I Pan Bóg po raz już n-ty w moim życiu zadziałał w niesamowity sposób. Bezpiecznie przeprowadził mnie przez to zaliczenie i chyba największy stres,Goliat (w moim odczuciu) sesji jest już za mną.
Dzisiejszy dzień był niesamowity, pełen Bożego błogosławieństwa i łaski. Przede mną jeszcze kilka poważnych wyzwań w tej sesji, ale po dzisiejszym motywie... głupio nie wierzyć, że Bóg po raz kolejny mnie wesprze ;) "On Bogiem cudów jest!"
Piosenka na dziś: http://www.youtube.com/watch?v=MZKu3v038lE
Przyznam, że w moich modlitwach błagalnie prosiłem o cud, gdyż w momentach zwątpienia tylko tego umiałem się uchwycić. I Pan Bóg po raz już n-ty w moim życiu zadziałał w niesamowity sposób. Bezpiecznie przeprowadził mnie przez to zaliczenie i chyba największy stres,
Dzisiejszy dzień był niesamowity, pełen Bożego błogosławieństwa i łaski. Przede mną jeszcze kilka poważnych wyzwań w tej sesji, ale po dzisiejszym motywie... głupio nie wierzyć, że Bóg po raz kolejny mnie wesprze ;) "On Bogiem cudów jest!"
Piosenka na dziś: http://www.youtube.com/watch?v=MZKu3v038lE
piątek, 3 czerwca 2011
nie wiem, jaki nadać tytuł
Po dłuższej przerwie postanowiłem coś tu naskrobać. Mam wrażenie, że ostatnie wydarzenia raczej odwodziły od tego, by pisać na blogu. Nie wiem zupełnie, dlaczego jest tak, jak jest. Dlaczego tak wiele szokujących wydarzeń dzieje się właśnie teraz? Całkowicie tego nie rozumiem.
W obliczu tego wszystkiego nawet bardzo radosne wydarzenia są jakby trochę przytłumione. Wielkie zwycięstwo Barcelony nad Manchesterem 3:1 po wspaniałym meczu "Dumy Katalonii" w finale Champions League bardzo mnie ucieszyło, ale poniedziałkowy pogrzeb w Nowej Rudzie skonfrontował mnie z wieloma pytaniami. Na które nie znam odpowiedzi i czuję się zagubiony.
Wczoraj udało mi się zaliczyć z bardzo dobrym wynikiem Wstęp do Starego Testamentu, z czego jestem naprawdę strasznie zadowolony. Jednak wobec pogorszenia się stanu zdrowia mojego kolegi nawet ten fakt się trochę rozmył.
A tu jeszcze największe kobyły tej sesji dopiero przede mną. Ech. Cóż. Musi być dobrze. Przynajmniej taką mam nadzieję i proszę o to Boga.
W obliczu tego wszystkiego nawet bardzo radosne wydarzenia są jakby trochę przytłumione. Wielkie zwycięstwo Barcelony nad Manchesterem 3:1 po wspaniałym meczu "Dumy Katalonii" w finale Champions League bardzo mnie ucieszyło, ale poniedziałkowy pogrzeb w Nowej Rudzie skonfrontował mnie z wieloma pytaniami. Na które nie znam odpowiedzi i czuję się zagubiony.
Wczoraj udało mi się zaliczyć z bardzo dobrym wynikiem Wstęp do Starego Testamentu, z czego jestem naprawdę strasznie zadowolony. Jednak wobec pogorszenia się stanu zdrowia mojego kolegi nawet ten fakt się trochę rozmył.
A tu jeszcze największe kobyły tej sesji dopiero przede mną. Ech. Cóż. Musi być dobrze. Przynajmniej taką mam nadzieję i proszę o to Boga.
Subskrybuj:
Posty (Atom)