Z góry uprzedzam - ten wpis będzie związany ze sporą ilością... eee... braku rozwagi w moim przypadku. Wybaczcie mi to.
Wybrałem się wieczorem do sklepu po drobne zakupy, które były mi bardzo konieczne (skończył mi się sok i potrzebowałem czegoś do picia). Dochodząc do sklepu, zaczepiło mnie dwóch osobników, prawdopodobnie bezdomnych. Od razu zrobiło mi się ciepło, bo nie lubię takich sytuacji. Ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie prosili o pieniądze na chleb ani alkohol, ale prosili mnie o kupno... 10 jajek. Pokazali mi chleb, na który im jeszcze starczyło, a że chcieli zrobić sobie jajecznicę, to potrzebowali jajek. "Nie chcemy zdechnąć" - powiedzieli. Stwierdziłem, że w sumie mogę im kupić.
Z duszą na ramieniu wychodziłem ze sklepu z tymi jajkami. W sumie mogła być to tylko jakaś podpucha, mogli zawołać kumpli i mnie gdzieś zaciągnąć (ewentualnie okraść lub pobić). Na szczęście stali wciąż we dwójkę. Gdy wręczyłem im jajka, ich reakcja zupełnie mnie zaskoczyła. Już dawno nie widziałem w oczach zupełnie obcych mi ludzi takiej radości i wdzięczności. Dowiedziałem się, że jestem "wielkim łaskawcą", że należy mi się szacunek, że jestem wielkim człowiekiem. Jeden z nich uścisnął mi rękę i ją pocałował (sic!). A ja po prostu kupiłem im jajka. Podczas powrotu do akademika myślałem o tej sytuacji.
Podobno strasznie na blogu filozofuję. Nie mogę więc zawieść czytelników i odrobina refleksji (:P): dawanie daje naprawdę wiele radości. Z pozoru sytuacja wyglądała na niebezpieczną, a przeobraziła się w niespodziewane i radosne zakończenie. Może właśnie dzięki tym jajkom ci dwaj panowie mają co jeść w najbliższym czasie. I na ich twarzach pojawił się długo niewidziany uśmiech. Bardzo cieszyłem się, że cała sytuacja potoczyła się bezpiecznie i że mogłem im pomóc.
Warto było pójść do sklepu po coś do picia ;)