niedziela, 22 kwietnia 2012

zawodność

W ostatnim czasie wiele rzeczy, na których polegałem, z którymi byłem bardzo związany, zawiodło mnie. Okazało się, że mogę się boleśnie przejechać na tym, w czym pokładam zaufanie. Choć w sumie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - mogłem wyciągnąć parę owocnych wniosków.

Ludzie zawodzą.
Rzeczy martwe zawodzą jeszcze częściej.
Nawet Barcelona daje ciała i zawodzi.
Moje ciało, na którym mogłem zawsze polegać, ostatnio zaczęło wydawać sygnały ostrzegawcze.
Nie mówiąc już o umyśle i pamięci.

Czy to oznacza, że mam przestać ufać ludziom, polegać na własnych siłach i umyśle? Nie. Wciąż daleki jestem od salomonowego stwierdzenia, iż wszystko jest marnością. Ale jak już to przyznałem - upadek z wysokiego konia boli wyjątkowo mocno. A czuję, iż niektóre działki mojego życia zaczynają sięgać coraz to wyżej. I boję się spaść.

Czy to oznacza, że mam się poddać i zaniechać wszystkiego, co robię, co prowadzi mnie (staram się w to wierzyć) do jakiegoś tam nadrzędnego celu? Myślę, że nie. Może po prostu czas wreszcie przyznać (wbrew ambicji, dumie i przesadnej pewności siebie), że jestem zwyczajnie słaby. Mały. Może czas na uświadomienie sobie, że nie przepchnę pewnych ścian w moim życiu sam. Bo prędzej padnę niż osiągnę sukces.

Może to moment, by paść. I zostać przez Niego podniesionym. Następnie zostać przez Niego pokrzepionym i "iść w mocy" tego pokrzepienia dalej. Bo jak wiemy, pełnia mocy Bożej okazuje się w naszej słabości.


Z pozytywów: przez weekend uczestniczyłem w kursie wychowawców wypoczynku. I muszę stwierdzić, że już dawno nie brałem udziału w tak wartościowym przeszkoleniu. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam naszego prowadzącego, pana Mirosława Flisa. Robi on naprawdę świetną robotę. Do tego jest ciepłym i sympatycznym człowiekiem, któremu zależy na tym, by wychowawcami zostawali ludzie odpowiedzialni, zorganizowani i świadomi tego, czego się podejmują. Wiem, że bardzo na tym kursie skorzystałem, wiele sobie uświadomiłem.
A co fajniejsze i pozytywniejsze - oprócz tego spędziłem czas z naprawdę fajnymi ludźmi. Niektórych znałem i mogłem odnowić kontakt, innych poznałem i mogłem poszerzyć grono swoich znajomych. A że było śmiesznie, ciekawie, nie nudziliśmy się - uśmiech gościł nawet często na mojej twarzy.

"Yhm, yhm" - i tyle w tym temacie :P

Tak więc - zachęcam! - bierzcie udział w kursach dla wychowawców wypoczynku ;)