środa, 15 lutego 2012
siostrzane szkraby (i żeby nie było - szwagrowe też! :))
Uwielbiam to zdjęcie. Myślę, że fajnie oddaje to, jakie są te dzieciaki - Kubuś i Nika, mój siostrzeniec (a przy okazji chrześniak, który już za niedługo będzie miał 3 latka) i siostrzenica (7-miesięczna).
Kubuś był pierwszym szkrabem, który pojawił się w rodzinie Sztwiertniów/Iskrzyckich. Pierwszy raz w życiu miałem zostać wujkiem. Znając moją awersję do dzieci trochę bałem się, jak to będzie. A jak się okazało, że mam być ojcem chrzestnym Kuki (a co za tym idzie - pomagać jego rodzicom w chrześcijańskim wychowaniu - podchodzę do tego bardzo poważnie) - to już w ogóle byłem w ciężkim szoku. W sumie, chyba wszyscy w naszej rodzinie byli ciekawi tego, jak wszystko się potoczy. W końcu jak pojawia się dziecko, to życie rodzinne przewraca się do góry nogami.
Bałem się go wziąć na ręce, bo myślałem, że mogę zrobić mu krzywdę, upuścić go czy coś. Jednak zdarzyło mi się go parę razy ponosić ;) W sumie to na nim uczyłem się powolutku, jak to jest być wujkiem, jak to jest przebywać w otoczeniu małych szkrabów. I mimo że wciąż mam z tym problem, to jednak Kubuś stopniowo przełamywał moje opory w kontaktach z dzieciaczkami. Jego najczęstszym hasłem jak mnie widział było "pobawimy się?" (choć akurat to pytanie zadawał każdemu, kogo widział w pobliżu) - zadawał je nawet wtedy, kiedy byliśmy już w trakcie zabawy ;) Miał taki zabawkowy autobus, w którym znajdował się namalowany blondynek w okularach - Kuka uznał, że to wujek Pepe (czyli ja), który jedzie do Warszawy.
Kubuś może śmiało zostać uznany za intelektualistę (myślę, że pod tym względem podał się na swoich wujków :P) - uwielbia czytać książeczki (szczególnie te, które ja pamiętam ze swojego dzieciństwa), należy raczej do ostrożnych dzieci ("Śnieg jest niebezpieczny", nie biega jak szalony tylko raczej zachowuje bezpieczny dystans od wszelkich przedmiotów i miejsc które mogłyby spowodować wypadek), często potrafi godzinami bawić się samemu, układając klocki na dywanie w swoim pokoju i czuje się wtedy najszczęśliwszy (bo nikt mu przecież wtedy nie wyrywa zabawek ;)), zaskakująco trafnie rozkminia układy rodzinne - nie miał problemu, żeby wpaść na to, że jego babcia to mama jego taty. I teraz popisuje się odmianą różnych konfiguracji rodzinnych. No bystrzak z niego i tyle. Nie podejmuję się oceny, po kim to odziedziczył, bo potencjalnych kandydatów jest zbyt wielu i nie chcę nikogo urazić ;P Wiadomo natomiast, że jest bardzo podobny do swojego taty i rodziny Iskrzyckich :)
Tyle o moim chrześniaku.
Pewnego pięknego, jakże istotnego dla naszej historii, dnia - 15 lipca 2011 roku na świecie pojawiła się Dominika, moja siostrzenica.
W sumie zrobiła nam (mojemu bratu i mnie) piękny prezent na 601. rocznicę bitwy pod Grunwaldem ;) (no i nie ma problemu z zapamiętaniem daty urodzin :P) W momencie pisania tych słów mija 7. miesiąc od jej przyjścia na świat i wyrósł jej pierwszy ząbek.
Co można napisać o tak malutkim szkrabie? W sumie ktoś mógłby powiedzieć: ona śpi, je, płacze i tyle. Hm. Raczej się nie zgodzę. Tzn - owszem, Nika śpi (czasem lepiej, czasem gorzej), Nika je (też różnie, szczególnie uwielbia ślinić swoje rączki), Nika płacze (no bo które małe dzieciątko nie płacze), ALE również śmieje się (w sumie to moje pierwsze skojarzenie - Nika się strasznie szczerzy :)), znakomicie opanowała już technikę obracania się z pleców na brzuch, jest bardzo żywa. Sporo też się ślini, ale to już taki drobny, statystyczny szczegół. Wizualnie (tak uważam i zdania nie zmienię) jest podobna do swojej mamy ;)
Ale jak pomyślę o tym, co najbardziej zapada mi w pamięć, to przychodzi mi do głowy jedna rzecz. Jej spojrzenie. Potrafi być niesamowicie wpatrzona (szczególnie w swojego brata, ale we mnie też :P) w kogoś, kto ją nosi, kto na nią patrzy, kto jest blisko. Nie ukrywam, że bardzo cieszyłbym się, gdyby w przyszłości była również wpatrzona w Pana Jezusa.
Bardzo lubię ją nosić. Jest spokojna, nie wyrywa się z moich rąk (co uważam za spore osiągnięcie! :P), nie jest zbyt ciężka (:P), lubię stanąć z nią przed lustrem i obserwować, jak się we mnie wtedy wpatruje. Fajnie się wtedy czuję. :)
Zakończę wpis filozoficznie: co z nich wyrośnie? Kim te szkraby zostaną w przyszłości? Jak to się wszystko potoczy? Hm. We'll see. Oby Pan Bóg im obficie błogosławił :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



