poniedziałek, 14 listopada 2011

powrót do początku (Projectu)

Ostatnio znowu zdarza mi się dużo myśleć. Biorąc pod uwagę, jak wiele rzeczy zmienia się w moim życiu, jak czasem wydarzenia nabierają niesamowitego tempa, jak sytuacje się komplikują, bywają nieprzewidywalne... już dawno moja perspektywa się nie zmieniała na tak wiele spraw. Czasem mam wrażenie, że to nawet niekorzystnie na mnie wpływa. Choć z drugiej strony...

Jesienna pogoda sprzyja nostalgii, rozważaniom. I dzisiaj w sumie przypadkowo wróciłem do początku. Jakiego początku? Do "Projectu" Michaela W. Smitha. Natrafiłem w necie na jedną piosenkę, która tak mną poruszyła, że aż musiałem sprawdzić, z jakiego okresu i z jakiej płyty MWS'a ona pochodzi. No i okazało się, że to ze starego, dobrego Projectu - czyli pierwszej jego płyty z roku Pańskiego 1983. Kiedy to było? ;) Moje rodzeństwo miało odpowiednio 5 i 3 lata. Czyli... (no jakiś czas temu :P)

Przypomniałem sobie pierwsze chwile fascynacji MWS'em (które w sumie zawdzięczam mojemu bratu, gorliwemu fanowi Michaela), słuchanie Projectu na starej wieży, skoczne kawałki pokroju "You need a Savior", "Be strong and courageous" no i oczywiście nieśmiertelne, legendarne wręcz "Friends" (jeszcze w zupełnie prymitywnej, prościutkiej wersji, która z upływem lat była upiększana, poszerzana...). Kurczę, to były czasy. Aż chciałoby się rzecz "kiejsi to było lepiej" :P Czy rzeczywiście?

Beztroska, dzieciństwo, zabawa, radość, więcej uśmiechu, mniej bycia niejadkiem. Podobno byłem bardzo uśmiechniętym dzieckiem, dużo jadłem (i nie wybrzydzałem), umiałem się bawić z innymi dziećmi, nie miałem oporów żeby wszystkim kolegom opowiadać o Panu Jezusie. A teraz? Mój wyraz twarzy (podobno) często wskazuje na to, że chciałbym kogoś zabić, więc uznaje się mnie ogólnie za odulonego, bardzo wybrzydzam, ciężko mi dogodzić pod względem kulinarnym (a w dodatku wg moich babci jestem strasznie chudy), mam problem, żeby bawić się z dziećmi (i za cholerę nie umiem dojść do tego, dlaczego), mam momenty, kiedy w moim życiu mam problem aby dostrzec powód do radości, bardzo dużo się stresuję i martwię. Nawet na zabawę nie mam już tak ochoty. A bezpośrednie mówienie o Bogu w niesprzyjającym środowisku mnie krępuje.

Co się stało z tym uroczym Piotrusiem? Uroczym, ślicznym, roześmianym dzieckiem, dumą rodziców i dziadków? Wydoroślał? (rejczel nie, wręcz usłyszałem ostatnio że przechodzę wciąż okres buntu) Spoważniał? (tu może prędzej, bo nie mam przekonania do robienia jakichkolwiek szalonych rzeczy, które teoretycznie pasują 20-latkowi) Zamknął się w sobie? (oj tak, to na pewno. Nawiązywanie znajomości przychodzi mi z trudem, kosztuje mnie dużo stresu. Moje grono dobrych znajomych czy przyjaciół również jest wąskie)

Tak naprawdę sam nie jestem w stanie stwierdzić, kim do końca jestem i w jaką stronę poszedłem. Wiem, że bardzo się zmieniłem. Albo to sytuacja i okoliczności, których doświadczyłem, bardzo na mnie wpłynęły. Ale wiem też, że gdzieś w głębi siebie mam tego uroczego, słodkiego Piotrusia, który czasem ma straszną ochotę, żeby się ujawnić. Pokazać jasną stronę oblicza tego starszego, niby dojrzalszego, ale niekoniecznie lepszego Piotra.

Podświadomie czuję, że czas trochę powrócić do przeszłości. Poszukać w sobie uśmiechu, radości, zabawy. To wszystko gdzieś tam jest. Kilka bodźców mnie do tego skłania. Są motywy, które niesamowicie inspirują do bycia innym, przyjemniejszym, bardziej otwartym i ujmującym. I czasem nie umiem się im oprzeć. I widzę, że warto. ;) Może jednak nie wszystko stracone? Może jednak jest jeszcze dla mnie szansa?


Elf skradł moje serce. A czy wasze? W roku 1995 (wtedy postała płyta "Elf") miałem 4 lata. I byłem uroczym chłopcem :P Piękny kawałek. Tak, jak piękne było wtedy moje życie.

A teraz? Jakie jest? A może trzeba zadać sobie ważniejsze pytanie - jakie ono będzie? Chciałbym, by było piękne i wspaniałe jak moje dzieciństwo, do którego wracam wspomnieniami z nieukrywanym wzruszeniem. Może będzie mi to dane.

A od tej piosenki się wszystko zaczęło. "Too many times". Ciary mnie przechodzą. Ale spokojnie, nie utożsamiam się w pełni ze słowami i nie chcę umierać. Zdecydowanie nie ;)