wtorek, 30 listopada 2010

śnieg dodaje uroku.

Oj tak. Dodaje. Szczególnie wąskim uliczkom Starego Miasta. Fantastyczny klimat. W takich chwilach żałuję, że nie mam fotograficznego zacięcia. Tyle wyjątkowych fotek mógłbym dzisiaj nacykać... Można śniegu nie lubić, można narzekać, że jest go w Warszawie za dużo, ale można się nim również zachwycać. Współczuję tylko tym, którzy 2,5km odcinek pokonywali dzisiaj przez 6 godzin...

Wracając do wczorajszego wieczoru: nigdy jeszcze nie oglądałem meczu w polskim pubie. Kiedyś tam ze skoczowianami i Szymonem oglądaliśmy w Wittenberdze mecz Barcy z Chelsea. Ale to nie było to. Tym razem był to wyjątkowy wieczór. Ten ryk po każdym golu, ręce podniesione do góry... Przy okazji poznałem Kamila, który umilił nam wieczór swoimi ciekawymi anegdotkami na tematy piłkarskie i damsko-męskie. (blokers? Może. Kark. Rozumiecie? Na tym polegały jego "ciekawe" anegdoty). Na szczęście był kibicem Barcelony, więc chyba nic mi nie groziło;) W każdym razie - piękny wieczór. Głównie dzięki Barcelonie. Manita rzadko się zdarza. Nie sądziłem, że stanie się to akurat w tym meczu. Ale przez to, że było to tak nieoczekiwane, sprawiło mnóstwo radości.