piątek, 29 kwietnia 2011

wyjątkowo

Jest wyjątkowo. Już dawno nie miałem tak dobrego humoru. Złożyło się na to sporo zdarzeń, choć oczywiście, do kogoś musiało należeć ostatnie słowo ;)

Chwytam więc tą chwilę i się nią podelektuję. Bo warto :)

Na dobranoc "Come what may" :)

niedziela, 24 kwietnia 2011

wdzięczność

Była taka piosenka SCC "Moment made for worshipping". Dzisiaj trochę ją przerobię - moment made for us to be grateful for (akurat pal licho poprawność gramatyczną ;)).

Jestem wdzięczny. Za kupę rzeczy. Ale przede wszystkim za to, że wrócił spokój. I optymizm.

Dodatkowo - takich świąt jeszcze nie przeżyłem (bądź przeżywam - w końcu jeszcze przed nami Poniedziałek Wielkanocny). Były niepowtarzalne, oryginalne, pewne sytuacje były zupełnie niespodziewane. Ale traktuję to jako coś in plus. Na pewno zapamiętam je na długo.

Dziękuję, Ojcze. Za wszystko i wszystkich.

czwartek, 21 kwietnia 2011

myśli zebrane z ostatnich dni

Józek i jego maciory.
Powtarzanie tego samego 3 lub 2 razy dziennie.
Zimno, a potem ciepło.
Zmęczenie po przyjeździe do domu.
Głupawka przy okazji powrotu z Białej (thx Zielu, Dorota&Dorota).
Przeświadczenie o tym, że Kain i Abel byli bliźniakami.
Dziury na drodze do Czarnego (masakra jakaś...).
Prince Polo, ciasta, Horalky.
Konspekty i obawy, że programu jest mniej niż na 1,5h.
Bezproblemowa współpraca z Tymczanem (wielkie dzięki! :))
Nadzieja, że dzieciaki (tfu, przepraszam!), MŁODZIEŻ wartościowo spędziły czas i coś zapamiętały.
Wiara, że Bóg poruszał ich serca.

Ciepło.
A nawet gorąco.
Dominacja taktyczna Realu nad Barcą.
Automatyczna skrzynia biegów nowego, świetnego auta mojej siostrzyczki.
Poczucie braku, jakiejś pustki i braku jasności (a może nawet kłamstwa?).
Potrzeba bliskości.
Perspektywa dwóch dni spędzonych w Bielsku, pełnych śpiewu.

I w tym wszystkim życzenia znajomych, żeby prawdziwie przeżyć święta, zatrzymać się choć na chwilę. Ale jak? Nie za dużo tego wszystkiego?

Jutro Wielki Piątek. Największe święto ewangelików. Znowu będziemy czytać o tym, jak Jezus umarł. Że go zdradzono, fałszywie oskarżono, biczowano, wyśmiewano. Że zawisł na krzyżu. Za mnie. Za ciebie. Za wszystkich.

A potem przyjdzie Wielka Sobota, Wielkanoc, Poniedziałek Wielkanocny, a od wtorku wszystko wróci do rutynowego porządku. Chwilowa zaduma w dzień Piątku Wielkiego ustąpi pędowi tego świata, troskom, problemom, zabieganiu. I za sukces uznamy to, że "no przecież zatrzymaliśmy się na chwilę, skupiliśmy się na cierpieniu Chrystusa, Jego miłości".

Boję się, że po raz kolejny tak będzie. Przynajmniej w moim przypadku. I czasem zadaję sobie obrazoburcze pytanie - jaki jest w ogóle sens obchodzenia świąt, Wielkiego Piątku, skoro i tak cała ta otoczka, zaduma, po kilku dniach zwyczajnie wyparuje bądź zostanie wyparta przez naszą codzienność? Przez jeden dzień (lub 4 - jeżeli potrwa to od Wielkiego Czwartku do Poniedziałku Wielkanocnego) podumamy tyle, ile przez resztę roku. Przez jeden dzień będziemy blisko Boga, by potem znowu móc się od niego oddalać.

Może to i generalizacja. Może i głupie gadanie, zupełnie niezgodne z prawdą. Ale co ten Wielki Piątek zmienia w naszym życiu? Co zmienia czarna barwa liturgiczna, improperia, brak bijących dzwonów (a w niektórych kościołach brak grających organ), nasz odświętny, czarny ubiór, długo trwająca komunia (no bo przecież to Wielki Piątek i trzeba przystąpić)?

Bardzo chciałbym przeżyć jutro coś mistycznego. Być może ze względu na moją emocjonalność i naiwność. Ale jeżeli potem przez cały rok znowu miałbym rutynowo podchodzić do mojej relacji z Bogiem - to chyba już wolałbym nic szczególnego jutro nie poczuć ani przeżyć.

Pomyślę jutro o moim stosunku do Jezusa. Bo wiem, co dla mnie zrobił, znam ewangeliczne przekazy. Pomyślę o mojej odpowiedzi na Jego krew, wyciągnięte ramiona. Bo (banalnie to brzmi, wiem) umarł w końcu za mnie. Za moje błędy - to takie oczywiste. Czy aby na pewno?



I'll never know how much it cost
To see my sin upon that cross

sobota, 16 kwietnia 2011

Cienka linia

Dziś po raz kolejny przekonałem się, że między szczęściem a rozpaczą jest bardzo cienka granica. Chwała Bogu, jest dobrze. Ale...

Emocji co niemiara. A tu jeszcze druga połowa GD.

P.S. Ceńmy sobie bliskość z najbliższymi.

niedziela, 10 kwietnia 2011

to spojrzenie

Wpis będzie zawierał trochę polityki.

Boję się tego, co zobaczyłem. Nie wiem, ile tysięcy, ale kilkanaście na pewno. W życiu na własne oczy nie widziałem tylu flag, tylu haseł, napisów, naklejek. No i zniczy + kwiatów. Boję się treści na tych plakatach. Boję się tej niemal fanatycznej wiary, że to wszystko jest prawdą. Boję się tego cynizmu, tego braku szacunku dla władz naszego państwa.

I boję się tego spojrzenia. Spojrzenia człowieka, po którym nie widać smutku, żałoby, refleksji, bólu. Za to jest duma, zadowolenie, pewność, odwaga, wiara w zwycięstwo (poparta znakiem V). Biła z tego spojrzenia siła. Do walki, dalszego dzielenia Polaków, ostrej, bezpardonowej polityki wrogości i nienawiści. A w tle "Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami". Boję się zestawienia tak skrajnych motywów.

Boję się, że za zbyt głośne wyrażanie opinii nie zgadzających się z ową większością można było mieć kłopoty. Boję się, że do tego wszystkiego, do tej wrogości wobec innych, do tych jakże mocnych haseł dopina się Pana Boga. Zamiast pojednania - wrogość, zamiast zgody - nienawiść i głębszy podział. I w tym wszystkim modlitwa "Ojcze nasz" z frazą "i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" plus "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie". Boję się.

Jego spojrzenia przez długi czas nie zapomnę.

piątek, 8 kwietnia 2011

squash

Kwadrat, pomalowane ściany, jedna piłka, dwie rakiety. Godzina czasu, kupa zabawy i zmęczenie. A na koniec sauna. Warto, oj warto ;)

Będzie okazja, to znowu się przejdę. Proste odbijanie piłki o ścianę daje sporo frajdy i satysfakcji. Lubię takie proste rzeczy.

I szkoda, że nie wszystko jest takie proste. Czasem żałuję, że nie wszędzie pojawia się wykrzyknik, a znaki zapytania wzbudzają wewnętrzne wątpliwości...

niedziela, 3 kwietnia 2011

pewność?

W ostatnim czasie brak mi jakiejkolwiek pewności. W wielu poczynaniach. Trudno mi podejmować decyzje, dokonywać słusznych wyborów, jakoś zaznaczyć swoją obecność.

Nie wiem, co za tym stoi. Bywały momenty, kiedy nie umiałem przejąć inicjatywy, ale zazwyczaj było to krótkotrwałe. Tym razem jest inaczej. Jakoś tak trudniej.

Przydałaby się jakaś Jego interwencja.