Mały student przestał być studentem. 25 czerwca zakończył swoją akademicką edukację. Pytanie "co dalej?" nie dotyczy tylko mojej przyszłości zawodowej, ale również dotyczy tego bloga.
Jak nietrudno zauważyć, im dalej w las, tym mniej drzew. Mały student na początku blogowej przygody był niezwykle płodny (stawiał na ilość, a nie na jakość). W miarę upływu czasu tendencja się odwracała (choć nad jakością można by dyskutować...). W 2015 roku powstał tylko jeden wpis. Czy to kwestia braku czasu, motywacji? Trudno powiedzieć.
Etap studencki się skończył, rozpoczyna się okres małego praktykanta.
Może pojawi się cykl wpisów małego praktykanta w kilku miastach. Sytuacji wartych opisania nie brakuje, myśli w głowie kłębi się mnóstwo. Zobaczymy.
Mały student w wielkim mieście
środa, 9 września 2015
sobota, 10 stycznia 2015
niespodzianki
Życie ma to do siebie, że przynosi niespodzianki. Są okresy, kiedy nie ma ich wcale, a czasem jest ich co niemiara. Często jest się wobec nich zupełnie bezsilnym - pojawiają się znikąd, nieproszone. Blokują miejsce tym, na które tak mocno się wyczekuje...
Niespodzianką bywają nowe, nieprzewidziane wyzwania. Niespodzianką bywają zachowania ludzi. Niespodzianką wreszcie bywają reakcje samego siebie. To niezwykle ciekawe, jak zdarza mi się siebie zaskoczyć.
Niektórzy nazwą to szczęściem, nieszczęściem, przypadkiem, zrządzeniem losu. Ktoś jeszcze przypisze to wszechmogącemu Bogu, ingerującemu w ludzką historię.
Co do mnie - pewny jestem tylko tego, że obecne niespodzianki mnie stresują. Wydają się za duże. Przytłaczające. Momentami obezwładniające i powodujące, iż chce pozostać się na stałe w ciepłym łóżku. Bo trzeba porzucić poczucie bezpieczeństwa, swoją znaną przystań, port będący schronieniem. To trudne. A ja nie lubię zmian.
Czy to jednak nie jest sygnał z innego, potężniejszego niż wszystko, źródła? Nie wierzę w przypadek, nie wierzę w "szczęście" samo w sobie. Wierzę (choć momentami słabo, z gigantyczną dozą niedowiarstwa) w Kogoś, kto stoi ponad wszystkimi ludzkimi kategoriami zbiegów okoliczności, zdarzeń losowych.
Wierzę w Tego, który wkracza w ludzką rzeczywistość, by ją odnowić i przemienić. Wierzę w Tego, który zmienił się dla człowieka i przyjął Jego kruche ciało. Wierzę w Tego, który wszystko czyni nowym - łącznie z sensem ludzkiego życia. Wierzę w Tego, który wierzy we mnie w momencie, gdy ja podważam swoje możliwości i uważam, że ze mną źle.
To potrafi zbić z tropu.
Podobnie od 2000 lat zbija z tropu historia niezwykłego Dziecka. Wywołuje reakcje - aprobaty, zdziwienia, sarkastycznego chichotu, krytycyzmu, obojętności. Przekaz niemniej jednak (dla mnie) jest niezwykle jasny: On wkracza, by uleczyć, wskazać właściwy kierunek. Wkracza by się dać. Wkracza, by przynieść nadzieję. Tak. Nadzieję.
Bo człowiek w swej małości, kruchości potrzebuje wzmocnienia i poczucia, że może być silniejszy, że może pozbyć się swej słabości. Potrzebował tej nadziei 2000 lat temu, potrzebuje jej i dziś. Być może szczególnie w obliczu tragicznych informacji spływających z całego świata.
On przychodzi i dziś po to, by nadawać sens. Sens miała nie tylko 3-letnia wędrówka grupki zakręconych rybaków, zelotów (na dzisiejsze - partyzantów, terrorystów...), skorumpowanych urzędników po różnych mniej lub bardziej ciekawych miejscach Palestyny. Sens miało nie tylko na pozór absurdalne stawanie w przeróżnych miejscach i mówienie "Czy słyszeliście o Nim?", związane również z ponoszeniem ofiary najwyższej.
Sens może mieć również i nasza wędrówka, tak obfita w niespodzianki. Może nawet te niespodzianki mają sens?
Sam zadaję sobie to pytanie. Sam się z tym borykam. Ale być może aby odkryć sens, doświadczyć ciepła nadziei rozgrzewającej serce trzeba się czasem porządnie zdziwić? Może trzeba uświadomić sobie, iż źródło sensu pochodzi od Kogoś innego, że oparciem w nadziei staje się On - gotowy wziąć na siebie te niespodzianki, całe ich skutki uboczne?
Bo On przecież chce, byśmy obfitowali. On o nas nie zapomina. Jest z nami wtedy, gdy niespodzianki nas cieszą. I też wtedy, gdy przynoszą ból, stres i niepewność. Tak przynajmniej staram się wierzyć.
Dobrego roku. Pełnego nadziei. Pełnego sensownych niespodzianek. Pełnego w Jego odnawiające wkraczanie w naszą rzeczywistość. Roku w Jego, Jezusa, bliskości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)