Byłem dzisiaj na spacerze po Warszawie. Najdłuższym spacerze jak do tej pory. Ponad 2 godziny łaziłem tam, gdzie jeszcze nie byłem. Więc w największym skrócie:
palma na Świętokrzyskiej, Plac Trzech Krzyży, Ministerstwo Gospodarki, pomnik Witosa, Kancelaria Prezydenta, Sejm, ambasada Niemiec, Łazienki (ale i tak muszę tam pójść, żeby pochodzić tylko po nich) - pomnik Sienkiewicza, pomnik Chopina; Belweder, Kancelaria Premiera, ambasada Szwajcarii, ambasada USA (chyba najbrzydsza ze wszystkich, jakie dzisiaj widziałem), Ministerstwo Pracy. Przy okazji dowiedziałem się, że Smyk życzy wszystkim Wesołych Świąt. No tak, już po święcie zmarłych, więc można reklamować Święta Bożego Narodzenia;)
Pomimo zimna, pomimo deszczu, pomimo niewygodnych butów było warto. Po miesiącu mogę powiedzieć, że zakochałem się w Warszawie. A magicznie poczułem się na Brackiej. Nie wiem, dlaczego. Po prostu poczułem tam ciepło, na chwilę przystanąłem i rozmarzyłem się. Mam wiele fajnych miejsc w Warszawie, ale to chyba stało się moim ulubionym. Nie jest tam ślicznie, ale atmosfera jest naprawdę wyjątkowa.
Warto było poświęcić to niedzielne popołudnie na ten spacer.