wtorek, 30 sierpnia 2011

co by było gdyby...

można było wsiąść do samochodu i odjechać uliczką do dowolnej epoki w historii?

A co gdyby można było w niej zostać, z piękną kobietą u boku i realizować swoje romantyczne marzenia i pragnienia?

Rozmarzyłem się w trakcie "O północy w Paryżu". Podobnie jak główny bohater, szczególną uwagą obdarzam dwudziestolecie międzywojenne (choć mnie ciągnie do innej europejskiej stolicy). I wieczorny klimat wielkich miast. I czasem chciałbym się przenieść. I może... tam zostać? I w ogóle...

Zastanawiam się właśnie nad puentą tego filmu. Że zdarza nam się dążyć, tęsknić i obdarzać sentymentem przeszłość. Tak bardzo, że teraźniejszość przemyka nam pomiędzy palcami. M.in. dla tej refleksji chciałem nieco dłużej posiedzieć w kinowym fotelu. Nie było mi to dane, ale na pewno wrócę jeszcze do tego filmu i podumam jeszcze nad tym zagadnieniem.

Co z naszą teraźniejszością? Też przelatuje między naszymi palcami, też tęsknimy za tym, co było? (ostatnio często wracam do dzieciństwa, podstawówki. I towarzyszy mi myśl, że były to piękne czasy :P no ale czy teraz też nie jest pięknie? Czemu nie cenię tego, czego doświadczam teraz?)

P.S. No i co z Marion Cotillard, która postanowiła zostać w Belle Epoque? Była szczęśliwa, udało jej się zrealizować swój sen?

Woody Allen jest wybitny.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Postępujcie jako dzieci światłości...

a tu świeczki nie zapalone... :P

Dawno mnie tu nie było. Ale to z powodu ogromu zajęć. Kierownik obozu, półprzewodnik po Krakowie, student teologii odprawiający nabożeństwo w Tabicie, wreszcie kierowca pomagający przewieźć koło pań z Jawornika do Bielska ;)

Dużo by pisać. Więc w skrócie - obóz rewelacyjny. Niesamowicie busy time, spora odpowiedzialność na głowie, ale również świetna praktyka, która w przyszłości powinna mi się przydać. No i mam nadzieję, że jeszcze uda mi się kiedyś pokierować tym obozem... ;)

Kraków - cóż, Warszawy nie przebił, ale się z nim przeprosiłem i obiecałem, że nie będę już wygłaszał mocno szkalujących opinii na jego temat ;) starówka jak zwykle urocza.

Tabita - 15/70/2 - co łączy te liczby? Ktoś ma pomysł? ;) Niestety, obóz plus nabożeństwo pogorszyło stan mojego gardła. Tak, że mam problem z mówieniem. Aha, no i przypomniałem sobie, że trzeba zapalić świeczki na ołtarzu. (taki detal, taka oczywistość, a umyka człowiekowi...) Dobrze, że jedna pani miała zapałki, bo za Chiny nie umiałem odpalić zapalniczki (no cóż, nie mam żadnej praktyki w jej obsługiwaniu, a jednoczesne przytrzymanie kciukiem dwóch knefli bez odpowiedniego treningu to dla mnie kłoda nie do przeskoczenia :P).

Bielsko - było ciekawie. Pierwszy raz byłem na spotkaniu koła pań. (trzeba się przyzwyczajać - być może w przyszłości będę je prowadził) Z kwestii kulinarnych - kołocz z jabłkami i kiełbasa były wyśmienite ;)

Teraz wreszcie można trochę odsapnąć. I na spokojnie przetrawić wszystko, co stało się w trakcie tych dwóch tygodni...