środa, 27 czerwca 2012

Obserwując Cristiano, czyli Hiszpania - Portugalia NA ŻYWO

Oj, działo się w końcówce, działo się. Mecz ogólnie nudny. Pierwsza połowa - 2:1 w sytuacjach dla Hiszpanii. Druga - raczej dla Portugalii, z setką Cristiano. Dogrywka zdecydowanie dla Hiszpanii, która stworzyła 4 sytuacje bramkowe, w tym jedną stuprocentową. Karne to wojna nerwów. Spaniardzi dali radę, a Bruno Alves okazał się kozłem ofiarnym.

Co do samego Cristiano - miał szanse, nie wykorzystał ich. Lider musi w takich chwilach stawać na wysokości zadania. On dziś tego nie zrobił. Nie dał ciała na całej linii, ale zawodnik aspirujący do miana najlepszego na świecie MUSI w takich chwilach zdobywać gole. CR - zagrałeś naprawdę dobry turniej, pokazałeś, że i w reprezentacji potrafisz grać świetne mecze. Ale czegoś zabrakło. Znowu. Czy będzie inny raz? Może za dwa lata w Brazylii. Ale tam będzie czekał i Messi, głodny tytułu w reprezentacji. Szykują się wielkie mistrzostwa ;)

Cristiano - pozdrawiam Cię serdecznie, życzę wiele szczęścia i zdrowia. Do zobaczenia w Superpucharze Hiszpanii.



Łoł. Nie-by-wa-łe zakończenie. Jak ochłonę, to za momencik słówko o Cristiano.

FAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAABSSSSSSSSSSSSSS!!!!!!!!!!!!
ESPANA EN FINAL!!

Bruno Alves. PUDŁO! 3:2!

Ramos. NIEEEEE... Ufff. Ma koleś cojones. Oj ma. 3:2.

Nani. Pięknie w okno. 2:2.

Chłopak Shakiry. O rany. Ufff. 2:1.

Rzeźnik. Pewnie. 1:1.

Andres. 1:0!

Moutinho. I Casillas! 0:0

Jako pierwszy Xabi Alonso. Ała. 0:0

KARNE: Przyznam, że czuję, iż to Portugalia wygra tę wojnę nerwów. Wielka odpowiedzialność spoczywa na Cristiano. Tym razem jednak powinien dać radę. Nie można w nieskończoność nie strzelać ważnych karnych. 

120': Jednych czeka wielki dramat. Kto odpadnie? Hiszpania czy Portugalia? I jedni, i drudzy dali z siebie wszystko. Wydaje mi się, że obie zasłużyły na finał, żadna na porażkę (bo Hiszpania w dogrywce pokazała, dlaczego zdobyła ME i MŚ). Oj, boję się. 

118': Chyba będą karne. A w nich trudno znaleźć faworyta. To, co tak bardzo lubię w meczu dla mnie neutralnym, spotka mnie w meczu, w którym tak mocno moje serce bije dla Hiszpanii...

116': Hiszpanio! Czemu nie grałaś tak od początku? Czy to tylko kwestia pressingu rywali, którego teraz już brak?

115': Zabrakło największego atutu Pedro - szybkości...

113': Ronaldo w dogrywce więcej leży niż gra.

111': Ależ zrobił się mecz! Moim zdaniem Pepe jednak podawał do bramkarza. Był ruch nogi w stronę piłki. 

108': Te kontry Portugalii są niesamowicie groźne... 

106': Czy tylko ja mam wrażenie, że CR się gdzieś zapodział?

Przerwa międzydogrywkowa: Ajajajaj. Obie drużyny miały sytuacje stuprocentowe. Żadna z gwiazd nie dała rady trafić do siatki. Czy dojdzie do rzutów karnych?

103': Miałeś, chamie, vol. 2. Iniesta - to miał być gol...

99': Dwa razy Cristiano po profesorsku zatrzymany przez Pique vel. chłopaka Shakiry.

91': Emocje jeszcze będą. Tylko czy pozytywne czy negatywne?

Przerwa: Oj oj oj. Takich sytuacji się nie marnuje, Cristiano. To miała być brama. Mogłeś Casillasa zapytać o miejsce w siatce. A mnie rozczarowuje gra Hiszpanii. Nasycenie ich po prostu spowalnia.

90': Miałeś, chamie, złoty róg... Ostał ci się ino sznur. ;) 

87': Xavi out? Hm. Zobaczymy. Pedro całkiem nieźle zagrał z Francją.

83': Jak to mówią Czesi - Wedla!

82': Muszę przyznać, że porównanie o portugalskiej truciźnie wyszło red. Iwańskiemu.

Kolejna szansa dla Cristiano. Będzie gorąco x2.

78': Myślę, że zadecyduje jedna bramka.

75': Mam coraz silniejsze wrażenie, że Hiszpanom wyraźnie się nie chce. Jakby już im nie zależało na kolejnym tytule. 

72': Czy to był faul? Hm. Być może. Wielka szansa dla Cristiano. Piłka po jego stronie.

Uff. Niewiele.

66': Jeżeli któraś z drużyn strzeli gola, czeka nas nawałnica tych, którzy tego gola stracą. Naczy - na pewno nawałnica Portugalii. Czy Hiszpanii? Ciężko stwierdzić.

A Cristiano próbuje asystować. Póki co, jego koledzy walą po trybunach.

61': A Rzeźnik otrzymuje pierwszą żółtą kartkę na turnieju.

(zdjęcie: mtnfootball.com)
60': Próba wymuszenia karnego? Tak. Ewidentna. 

57': O, jest. Ale bez szału.

54': Ktoś widział CR na boisku?

49': Do Bruno Alvesa lepiej nie podchodzić bez parasola ;)

46': Czy to będzie mecz Cristiano? Zobaczymy. 

Z wiadomości niepiłkarskich: Jerzy Janowicz pokonał na Wimbledonie Ernesta Gulbisa i jest w III rundzie!

Przerwa: Mistrz jest słaby. Pressing Portugalii bardzo skuteczny, czapki z głów. Ale nie popadajmy w zachwyt. Poza pressingiem nic wielkiego u żeglarzy nie widać. Ronaldo widoczny raz. Mniej niż Silva, Iniesta. 

Przerwa: zachwyt nad Portugalią. TĄ Portugalią, która rozgrywa turniej życia. W której gra Cristiano, który rozgrywa turniej życia. Krytyka Hiszpanii. TEJ Hiszpanii, która gra beznadziejnie, nudno i w ogóle do kitu. Hm. Kolejne kompleksy? Komentatorzy narzekają, że Hiszpanie nie utrzymują się przy piłce. No to w końcu jak: mają grać nudno czy nie? ZDECYDUJCIE SIĘ!

45': Pan kapitan powinien uspokoić swoich kolegów, bo robią się coraz bardziej nerwowi.

40': Faulowany taktycznie przez Ramosa, który zarobił żółtą kartkę.

37': Redaktorze Iwański, pressing Portugalii też się nie przekłada na bramki. Dlaczego więc krytykuje Pan tylko Hiszpanów za to, że ich gra nic im nie przynosi?

33': Z poświęceniem walczy o piłkę, ale wybija ją na aut.

31': No, pierwsza dobra okazja Cristiano. Strzał minimalnie obok bramki Casillasa. Niewiele, naprawdę niewiele zabrakło.

30': To teraz wywieranie presji na arbitrze, które jest takie nie fair nazywa się "zaangażowaniem całego zespołu". Dobrze wiedzieć.

26': Owacja po podaniu piętą. Chciałem zauważyć że Hiszpanie są w stanie wykonać takie podanie będąc wściekle atakowani przez portugalskich obrońców. I zrobili już to trzykrotnie w tym meczu.

24': Field Goal wykorzystany, 3 pkt. Piękny strzał Panu Bogu w okno.

22': Ronaldo źle przyjął piłkę. Ale tego już red. Iwański nie zauważył.

17': Faulowany tuż przed polem karnym. Będzie rzut wolny. Strzał?

Niewypał. Prosto w mur. Chwilę później poczarował, pokręcił nogą i oddał do Coentrao. "Wyśmienicie" - Iwański. Jak widać, można się tym zachwycać. Mnie póki co nie zachwyca.

15': Długa piłka do niego, ale za mocna. Kciuk w górę, pomysł dobry, wykonanie gorsze.

13': Rajd. Wykorzystał szybkość, zacentrował, ale za głęboko. Ale żeby od razu piać z zachwytu? Zrobił to, co umie. Rozpędził się i dograł w pole karne. Nic więcej.

11': Jest przy piłce. Podał koledze stojącemu najbliżej. 

8': Chodzi po boisku. A Hiszpania mogła prowadzić... 

5': Niewidoczny. A sędzia gwiżdże faule w sytuacjach bardzo wątpliwych. 

1': Jego włosy dzisiaj nieco przygaszone, nie stoją tak, jak w poprzednich meczach ;) czy to znak tego, jak zagra?

Jedno zagranie główką.

20:43: Czyta coś o szacunku i tolerancji dla różnorodności.

20:41: Nie fałszuje. Hm.

Macieju Iwański - Hiszpanie nie śpiewali hymnu. Hymn hiszpański nie ma słów...

20:37: Szczerzy się. To zły znak.

20:30: Chwała Bogu za Stefana Szczepłka. Bo już myślałem, że zapomniano, że CR nie jest najskuteczniejszym piłkarzem w tym sezonie. Taki jeden smerf z Argentyny, co podobno jest na dopingu, strzelił odrobinkę więcej bramek niż Cristiano. Ale żeby nie było - za tyle bramek w sezonie - szacun, Portugalczyku.

20:25: Być może jest to jeden z najważniejszych wieczorów w życiu Cristiano Ronaldo. Czy da radę? Czy wytrzyma presję?

No nie, kuchnia, bez jaj. Naprawdę się staram, jestem w miarę obiektywny, patrzę na Cristiano nieco łaskawszym okiem. Ale jak Szaranowicz rzuca teksty "Ideał doskonałości" o CR, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko siąść w fotelu i gorzko zapłakać.

20:15: Czy fakt, iż nie umiem zrozumieć fascynacji Xabim Alonso, bierze się tylko z tego, że gra on w Realu? A może jednak wcale nie rozgrywa on wspaniałego turnieju, po prostu z Francją strzelił dwa gole?

20:10: Jak dotychczas, najwięcej emocji wywołuje obecność Alvaro Negredo w pierwszej jedenastce Hiszpanów. 
(zdjęcie: sport.pl)

20:05: Mocnymi stronami Cristiano są: szybkość, motoryka, gra głową, drybling, silny strzał z dystansu. Słabą jest jego mentalność, w której nie ma śladu pokory. Jest za to wielka ambicja, mentalność zwycięzcy i porażająca pewność siebie. Aha, zapomniałem jeszcze o gargantuicznym kompleksie Leo Messiego. 

20:02: Niestety, zgodnie z moimi oczekiwaniami przewidywaniami, mecz będzie komentował Maciej Iwański. Wolałbym prawdę mówiąc Szpaka lub Jacka Laskowskiego.

20:00: Podgrzewamy atmosferę. 

 

19:55: Jak zapewne czytelnicy bloga wiedzą, rzuciłem Cristiano wyzwanie. Jeżeli dzisiaj rozmontuje Hiszpanów, ogłoszę go publicznie najlepszym piłkarzem świata i przestanę na jakiś czas go hejtować. Co sprawia, że trochę boję się dzisiejszego meczu. Nie lubię wchodzić pod stół i odszczekiwać teorii, z którymi się utożsamiam i które uważam za prawdziwe ;) 

19:50: Dzisiejszą relację dedykuję mojemu Szwagrowi. Iks, nie przejmuj się dzisiejszą porażką w Fifie. Mam nadzieję, że wynik się nie powtórzy ;) 

19:45: Głupio wyszłoby, gdyby tylko Cristiano podjął się w trakcie dzisiejszego meczu jakiegoś wyzwania. Tak więc postanowiłem skrzętnie opisać jego dzisiejszą grę - komentując każde jego dojście do piłki, każde podanie, strzał, gol, asystę itd. Będzie to ciężkie zadanie, bo zdaję sobie sprawę, że najdroższy piłkarz świata zapewne postanowi być bardzo aktywnym, ale spróbuję. Chcę obiektywnym (seriously!) okiem spojrzeć na Cristiano Ronaldo w półfinale Euro. Bo to on może dać dziś swej drużynie awans do finału w Kijowie.

czwartek, 21 czerwca 2012

list do Cristiano

Drogi (w końcu jesteś tym najdroższym piłkarzem...) Cristiano,

postanowiłem do Ciebie napisać. Trzeba wreszcie ustosunkować się do Twoich wyczynów i postawy. Nie będę się rozpisywał, bo nie jestem Twoim fanem, po prostu krótko opiszę swój stosunek do Ciebie i mam nadzieję, że wyjaśnię sytuację i kwas, jaki jest pomiędzy mną a Tobą.

Nie kwestionuję Twoich zdolności, nie odbieram Ci talentu, doskonałych warunków fizycznych. Robią na mnie wrażenie Twoje rajdy z piłką, Twoje przyspieszenie, bomby z dystansu, świetny wyskok. Twoje imponujące strzeleckie statystyki też nie przechodzą bez echa. Dodam, że fajnie dobierasz fryzury i modelki, które towarzyszą Ci na imprezach towarzyskich. Podoba mi się również Twoja ambicja i wola walki pomimo tego, że cały stadion Cię wygwizduje.

Ale nigdy nie będę umiał zrozumieć Twojej bufonady, przesadnej pewności siebie, kiepskich tekstów o zazdrości ludzkiej, która zgrzyta zębami na Twoją urodę, bogactwo i talent, słabych ripost których używasz do porównania siebie i Messiego. Nie umiem zrozumieć, że Real dał za Ciebie 96 milionów. Po prostu nie umiem zrozumieć, dlaczego tak wielkimi kwotami operuje się w sprawach, które w porównaniu z życiem milionów ludzkich istnień nie mają większego znaczenia...

Brakuje mi w Tobie pokory (to, że mnie może jej również brakuje, jest okolicznością łagodzącą - w końcu swój pozna swego). Żałuję, że często udajesz, że jesteś faulowany, wykłócasz się w sytuacjach, kiedy zupełnie nie masz racji. Uważam, że nie jesteś najlepszym piłkarzem na świecie. Ale niewątpliwie jesteś najlepiej wypromowanym i najlepiej sprzedającym się produktem XXI wieku. Tylko czy o to chodzi?

Moim zdaniem wciąż zawodzisz na wielkich imprezach. I nie chodzi mi tylko o karne, których nie strzelasz notorycznie w ważnych momentach. Nie chodzi mi o Twój boiskowy egoizm. Nie chodzi mi o gwiazdorzenie. Ligę Mistrzów wygrałeś tylko raz. Messi dwa, z czego w obu finałach był kluczową postacią. Ty gasłeś w blasku reflektorów. Śrubowałeś rekordy w zdobywaniu bramek w jednym sezonie, teraz wszyscy zachwycają się 74 bramkami w obecnym. Zapominają, że Messi ma ich 82... Wydaje mi się, że w tym sezonie Messi i tak gra lepiej od Ciebie - ciągnął przez cały sezon samotnie Barcę na swoich barkach, w czasie gdy Ty miałeś do pomocy świetnie grających Benzemę, Di Marię i Higuaina.  

W reprezentacji również zawodziłeś. Aż do teraz. Ale czy liczy się to, że obrona Holendrów była dziurawa? Że Czesi w drugiej połowie po prostu wymiękli i egzekucja była tylko kwestią czasu? No cóż. To jest Twój czas. Teraz jesteś na topie. Ale stawiam Ci wyzwanie. Moje prywatne. Przyznam, że jesteś najlepszy na świecie, jeżeli rozmontujesz Hiszpanów w ewentualnym półfinale Euro. Jeżeli w pojedynkę ich rozjedziesz. Co, za trudne? Dla Ciebie? Messi potrafił waszą Królewską ekipę rozjechać sam nie w jednym pojedynku. Co najmniej w dwóch. Teraz czas na Ciebie.
Mojej miłości nigdy nie zdobędziesz. Szacunek masz. Teraz masz szansę na głębokie uznanie i okazję, żeby zamknąć mi moje hejterskie usta (nie na zawsze, ale na spory okres czasu). Wszystko zależy od Ciebie i Twojego następnego meczu. Bo jesteś tak dobry, jak Twój ostatni mecz. 


Pozdrawiam,
mały student, hejter


P.S. Właśnie widziałem, kogo pozdrawiałeś z furią w oczach po strzeleniu gola Czechom. Musisz mieć chłopie naprawdę niewyobrażalne kompleksy... Kolejna wizerunkowa i PR-owa wtopa.

wtorek, 19 czerwca 2012

Leap cz. 4 - historycznie

Co zapamiętam z historii Kościoła (powszechnego i w Polsce):

- nasz Kościół (powszechny) ma bardzo długą i burzliwą historię...
- jak wszędzie były momenty lepsze i gorsze
- im bardziej Kościół angażował się w politykę, tym gorzej na tym wychodził
- mimo iż mówi się, że Rzeczpospolita była krajem bez stosów, sytuacja ewangelików nie była za ciekawa - gdy dochodziło do tumultów i zniszczeń luterskich i kalwińskich kościołów władza reagowała stosunkowo późno i opieszale. Gdy zniszczono w Toruniu jezuicką szkołę w 1724, momentalnie (wręcz bez procesu) skazano na śmierć burmistrza miasta, głównych winowajców, a ewangelikom groziło olbrzymie niebezpieczeństwo
- konstytucja 3. maja wcale nie była taka wspaniała - katolicyzm stawał się religią państwową, a innowiercy mieli ograniczone swobody obywatelskie
- Melanchtoński synergizm jest czymś, co byłbym w stanie zaakceptować :)
- pietyzmu nie można jednoznacznie ocenić. Zarówno całkowicie negatywne podejście jak i entuzjastyczne odbieranie tego ruchu jest olbrzymim i bardzo krzywdzącym uproszczeniem. Sprawa jest moim zdaniem dosyć złożona
- często mówi się, że gdyby nie sytuacja polityczna, Reformacja nie odniosłaby sukcesu. Ale kto jak kto, badacze katoliccy nie powinni pouczać nas, luteran. W końcu to ich Kościół dążył do tego, by stać ponad państwem...
- nigdzie nie przelano tyle niewinnej krwi ile podczas wojen religijnych. By szerzyć taką lub inną odmianę chrześcijaństwa - nauki o miłości bliźniego, szacunku i pomocy innym. Z pewnością Jezus był z takich siłowych rozwiązań "zadowolony"...
- że chyba niektórzy hierarchowie kościelni nie znali historii. Bo popełniali te same (albo jeszcze gorsze) błędy co ich poprzednicy
- w historii widać, jak łatwo jest kogoś pochopnie ocenić. Jeżeli za tym idą bardzo radykalne działania, nie będące wynikiem przemyśleń - zwykle kończy się to źle...
- gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi albo o władzę albo o pieniądze. Ewentualnie o politykę
- jak słusznie zauważyli SiT - Jan Paweł II w okresie swojego pontyfikatu ogłosił świętymi 464 osoby, podczas gdy wszyscy jego poprzednicy (263 papieży) ogłosili świętymi 296 osób

Ale żeby nie było tak negatywnie - mam wrażenie, że gdyby Kościół nie należał do Pana Boga, gdyby to nie było Jego dzieło, to szybko by upadł. To, że trwa, jest dla mnie dowodem Jego działalności i opieki :)


Coldplay grało o "Famous Old Painters". Nie są to co prawda biskupi lub księża, ale ma to swój historyczny klimat ;)

sobota, 16 czerwca 2012

Było jak zawsze. Czyli daremnie.

Chyba nie ma potrzeby dłużej utrzymywać na blogu relacji z meczu życia tego, co właśnie mieliśmy okazję zobaczyć. Miało być pięknie, cudownie i wspaniale. Wyszło jak zawsze. Balon, który urósł do rozmiarów naszego Narodowego pękł. A razem z nim rozlała się jego cała, kompostowa zawartość.

Krytycy rzucą się teraz na Smudę, zawodników. Hejterzy Euro będą się śmiać i mówić "i co wam po tym Euro, skoro nasi i tak dali ciała?". W kraju zapanuje gorycz, żałoba, rozpacz (a może nie będzie tak źle?)

Jest mi przykro. Powiem więcej - tak jak byłem dumny z walecznej postawy naszych graczy w pierwszych dwóch meczach, tak teraz jestem zażenowany. Powiedzmy sobie wprost - w drugiej połowie na boisku biegali przypadkowi ludzie ubrani w koszulki naszej reprezentacji. 4 niewykorzystane sytuacje w pierwszych 20 minutach się zemściły. Aż chce się płakać.

Wyszło jak zawsze, Polacy nie umieją grać na wielkich imprezach. Miało być pięknie, było daremnie. Czy to kwestia psychiki, zmęczenia - nie wiem. Chyba to nieistotne. Po prostu przestałem wierzyć, że reprezentacja Polski w piłce nożnej może kiedykolwiek coś osiągnąć. Bo skoro nie umie wyjść z najsłabszej grupy na Euro, grając u siebie, przy wsparciu kibiców, to kiedy ma jej się to udać? W drugiej połowie nie było widać walki. Przez dobre 20 minut dotykali piłkę tylko po to, by ją stracić. To było żałosne, żenujące, porażająco bolesne i kontrastujące z tym, co widzieliśmy z Grecją i Rosją.

Nie pytam "dlaczego?". Nie chcę znać odpowiedzi. Chciałbym jeszcze raz wrócić do 17. minuty meczu z Grecją, do tego szczęścia po bramce Lewandowskiego. Do chwili, kiedy wierzyłem, że to Euro będzie przełomowe. Kiedy było pięknie. A teraz? Zostały tylko wspomnienia, które już nic nie zmienią.

Zamiast ślubu, pięknych chwil, miłość twojego życia powiedziała, że cię nie kocha, nic do ciebie nie czuje i woli innego. A ty zostałeś sam jak kołek na ślubnym kobiercu - myślę, że słowa mojego znajomego dobrze oddają to, co dziś przeżyliśmy i jak ja się teraz czuję. Na pocieszenie - jutro jest nowy dzień. Euro trwa dalej, Hiszpania będzie walczyć o końcowy tryumf. Pojawi się wiele motywów, które będą zachęcały do tego, by jednak się uśmiechnąć.

To przecież nie jest koniec świata. Prawda, Tatuś? ;)

czwartek, 14 czerwca 2012

o futbolowych sympatiach

Kolejna notka dotycząca Euro (z oczywistych powodów będzie ich tu w najbliższym czasie zdecydowana większość) - tym razem dotycząca moich faworytów, najbardziej znienawidzonych drużyn. Stwierdziłem, że muszę się wytłumaczyć, dlaczego niektórym kibicuję, a innym życzę jak najboleśniejszej porażki.

Tak więc, grupy A (Polska, Grecja, Rosja, Czechy) chyba nie muszę tłumaczyć, prawda? Oczywista oczywistość. ;)

(zdjęcie z sport.pl)

Jeżeli chodzi o tzw. "grupę śmierci" z nudów - B (Holandia, Dania, Niemcy, Portugalia) mam tu zdecydowanego faworyta do odpadnięcia - jest nim drużyna z kraju odkrywców i żeglarzy - Portugalia. Dlaczego? Ktoś, kto zna mnie jeszcze z czasów mojej młodości, mógłby postukać się w czoło i powiedzieć "Ty, który tak mocno hołubiłeś Nuno Gomesa, masz koszulkę Portugalii w szafie, na Euro 2000 i 2004 zawsze im kibicowałeś, życzyłeś im jak najlepiej, teraz tak ich nie znosisz?" - otóż tak. Jak zapewne wiadomo (lub nie) Nuno Gomes już w reprezentacji nie gra. Za to jej liderem jest najdroższy piłkarz świata, który w każdym meczu udowadnia póki co z mniejszym niż większym powodzeniem że chce być również i najlepszym wśród futbolistów.

(zdjęcie z zczuba.pl)

Póki co, nieprawdziwy Ronaldo aspiruje do miana najsłabszej gwiazdy na Euro (konkuruje o to miano z Robbenem). A nie lubię go z powodu jego bufonady, beznadziejnych tekstów w stosunku do Messiego (nie przypominam sobie, żeby Messi kiedyś tak ironizował pod adresem Cristiano - jeżeli tak - proszę o przysłanie linków). Dodatkowo Cristiano bardzo mocno krytykuje swoich kolegów z reprezentacji, a sam póki co daje ciała na całej linii... No i gra w Realu :P
Co do Niemców - mam mieszane uczucia. Są mocni, są chyba największymi faworytami do wygrania Euro, mają piękny hymn pod względem harmonicznym... ale jakoś nie umiem w pełni im kibicować. Nie chodzi tu już o historyczne animozje, po prostu Niemcy to Niemcy. Nic do nich nie mam, ale jakoś tak nie tak.

W grupie C (Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Irlandia) faworyt jest tylko jeden: Espana! To drużyna, której od jakiegoś czasu (kiedy do głosu doszli w niej piłkarze Barcelony) bardzo mocno kibicuję. I mam nadzieję, że po raz kolejny sięgną po złoto na wielkiej, międzynarodowej imprezie. Dlatego, kochani Irlandczycy i nijacy Chorwaci, przykro mi, ale musicie przegrać ;)

(zdjęcie z gazeta.pl)

I dochodzimy do grupy D - z którą mam największy problem. Francuzów nie lubię za Zidane'a (wiem, już nie gra - ale mimo wszystko...), Anglicy są wyjątkowo bezbarwni w tym roku, Szwedzi mają Ibrahimovicia który dorównuje Ronaldo w boiskowej bucie... a Ukraińcy? Niby współgospodarze. Ale czemu mają wypaść lepiej niż Polacy? :P Mimo wszystko - chyba jednak najbliżej mi do Ukraińców. Gdy gospodarze grają dobrze, zyskuje na tym cały turniej :)

(zdjęcie z sport.pl)

Nie miałbym nic przeciwko, by turniej wygrali Hiszpanie, a Polacy odpadli dopiero w półfinale. No bo wyobraźcie sobie, ćwierćfinał w Gdańsku z Niemcami i nasze pierwsze zwycięstwo w historii z naszymi zachodnimi sąsiadami... Takie momenty pamiętałoby się przez całe życie ;)



niedziela, 10 czerwca 2012

w filadelfijskim zborzu*

Nie mam ochoty się pakować, tym bardziej uczyć, a do kolejnego meczu jeszcze chwilka - mogę więc krótko podzielić się wrażeniami z dzisiejszego nabożeństwa w Bielsku Białej.

Pierwszy raz byłem w kościele zielonoświątkowym na nabożeństwie (z zespołem CME prowadziliśmy tam uwielbienie aby podziękować za udostępnienie sali na próby - żeby się nikt nie oburzył że nie byłem na ewangelickim nabożeństwie ;)). Moim celem nie jest bynajmniej krytyka, złośliwość, cynizm i sarkazm, bądź też po prostu prymitywne pojechanie po tym co przeżyłem. Nie dążę również do stworzenia cukierkowego obrazu tego, czego byłem uczestnikiem. Postaram się w miarę jasno i mało prowokująco zebrać myśli i żeby było szybciej - będą to plusy i minusy.

+ fajne było to, że ludzie stali, wspólnie z nami głośno śpiewali
+ wymiar wspólnotowy - to naprawdę miłe, kiedy widzisz ludzi, którzy nie mają oporów żeby się po prostu ze sobą serdecznie przywitać i uśmiechnąć się w kościele
+ nie czułem się sztywno, nie bałem się że powiem coś za głośno albo coś zostanie odebrane za niestosowne zachowanie (a w naszych kościołach trzeba szeptać, lepiej się nie rozglądać, ogólnie - lepiej "nie przeszkadzać" w ogólnym tego słowa znaczeniu)
+ fajnie, że pomimo różnic możemy się wspólnie modlić do tego samego Boga i możemy szanować siebie nawzajem ;) (choć czasem można sobie pozwolić na docinki... :P)

- modlitewny szum i modlitwy językami. To jest chyba jedna z podstawowych rzeczy, jakiej zaakceptować nie umiem i chyba nie będę w stanie. Jeżeli modli się ktoś poproszony o modlitwę, dlaczego cała reszta zagłusza go swoimi cichszymi lub głośniejszymi modlitwami? Współczuję tym, którzy prowadzą główną modlitwę - jak mogą się na niej skupić, skoro sala brzęczy? Co do języków - jest napisane, że jeżeli nikt tego nie tłumaczy, to reszta się nie buduje. Ja osobiście mam bardzo sceptyczny stosunek (typowo luterański) do modlitwy językami. I nie wiem, co o niej myśleć. 
- akcentowanie tego, że nie chrzci się dzieci. Tak, wiem, od wielu, wielu lat toczy się o to spór. Wiem, że są różne punkty widzenia, jedni i drudzy powołują się na Biblię, Ducha Świętego, tradycję i so on. Ale ja uważam, że to Bóg jest stroną czynną w tym procesie, nie my. To On nas przyjmuje w chrzcie, a nie my Jego. A co jest z tym związane...
- ... (takie odniosłem wrażenie, było ono może mylne, ale na pewno przejawiło się w jednej z brzęczących modlitw) zbytnie przyznawanie sobie decyzyjności w procesie zbawienia. "Dziękuję, że znalazłem Twoją łaskę" - od razu odezwał się we mnie głos (luterski :P), że to przecież Boża łaska nas znalazła, a nie na odwrót. To Bóg nas znajduje, to On nas nawraca (a nie że my się nawracamy), to my przyjmujemy dar Bożej łaski i wiary. To Bóg jest podmiotem tego procesu, nie my. To On czyni krok i nie ma w tym ŻADNEJ naszej zasługi. 
- powtarzanie po każdym zdaniu "Amen, Hallelujah" jest męczące. Przynajmniej dla mnie, nieprzyzwyczajonego do tego stylu. 
- jestem zdecydowanym przeciwnikiem świadectw w trakcie nabożeństw/ewangelizacji (i to od dłuższego czasu). Dlaczego? Miałem już parę razy okazję coś takiego powiedzieć - i często zarzucano mi potem hipokryzję, wywyższanie się, pychę. Ja uważam, że powinniśmy w cichości robić swoje i czynami składać świadectwo naszego życia.
- brakowało mi introitu, Gloria Patri, Gloria in excelsis, Kyrie, tekstów ST/NT/E na daną niedzielę. Brakowało hasła na niedzielę. Brakowało końcowego błogosławieństwa Aarona. Brakowało życzenia pokoju, brakowało chwili na osobistą refleksję w ciszy, miałem wrażenie że ciągle się coś dzieje. Nie ma momentu na ciche zebranie myśli, na zatrzymanie się, wszystko pędziło. BRAKOWAŁO mi KOMUNII (wyszczególniam dlatego, że dla mnie są 2 centralne punkty nabo - zwiastowanie i Wieczerza Pańska). Czuję się związany z poszczególnymi częściami luterańskiego nabożeństwa. I jakoś trudno mi przeboleć ich brak ;)

Zdaję sobie sprawę, że moje opinie są być może dla wielu prowokacyjne, mylne, ostre, krzywdzące. Cóż. Żyjemy w wolnym kraju i mam prawo do tych opinii. W sporej mierze pochodzą one z luterańskiej dogmatyki (choć też nie do końca mogę się ze wszystkimi rzeczami zawartymi w Księgach Symbolicznych zgodzić, ale mniejsza o to), tak wierzę, tak czuję i uważam, że to jest w porządku ;) oczywiście - inni mają prawo do swoich osądów. Nie chcę tu z nikim walczyć, po prostu wyrażam swoje zdanie, no offense. 

Ogólnie - było to wartościowe doświadczenie. Poznałem kolejny kościół, kolejny kod liturgiczny (bo jakby nie było - nabożeństwo jest samo w sobie liturgią = służbą Bogu). Było fajnie. Ale jednak zielona atmosfera nie odpowiada raczej mojemu typowi pobożności. Jest zbyt... swobodna, że tak to ujmę ;), wolę większy porządek liturgiczny, pewne elementy nabo są mi niezbędne, chciałbym wiedzieć, do czego zmierzam, jak się to wszystko układa. Nie oznacza to jednak, że uważam ją za beznadziejną. Parę elementów przejąłbym (np. poczucie, że jestem w domu Ojca i mogę się w pełni swobodnie zachowywać (i nie zaprzeczam tu moim poprzednim opiniom o zbyt swobodnej atmosferze) - dla mnie atmosfera w naszych kościołach potrafi być trochę krępująca, kod kulturowy i społeczne oczekiwania są dla mnie nieco onieśmielające) od naszych młodszych braci w wierze, dodałbym dużą część luterańską i byłoby cudnie :P W każdym razie - po raz kolejny przekonałem się, że lepiej odnajduję się w kulturze luterańskiej niż zielonoświątkowej (mimo że są tacy, którzy twierdzą inaczej).

Ale dobrze, że zbór Filadelfia żyje, oddaje Bogu cześć i robi to w taki sposób, jaki uważa za odpowiedni. Należymy w końcu do kościoła powszechnego/chrześcijańskiego/katolickiego (notabene, wszyscy jesteśmy katolikami - "katolikos" z greckiego oznacza "powszechny" ;)), wierzymy w tego samego Boga. Niech ich Pan błogosławi :)



* to jest akurat nazwa wprowadzona przez Jaśka (zielonoświątkowca), który mówi "u nas w zborzu/zbożu" ;)

P.S. Torres jest bez formy, Hiszpania zagrała wyjątkowo frustrujący mecz. Muszą w kolejnych meczach coś zmienić, przyśpieszyć grę i nie wchodzić z piłką ze wszelką cenę do bramki... 

piątek, 8 czerwca 2012

okruchowo

Pobitewny kurz opadł, medialna wrzawa ucichła (czego człowiek nie włączył, tam Euro), a w powietrzu takie dziwne uczucie, że dopiero co mistrzostwa się zaczęły, a już się skończyły.

Wierzyłem, bardzo mocno zresztą. Emocjonowałem się. Przeżywałem. Nie umiałem usiedzieć. Darłem się wniebogłosy po golu Lewandowskiego (moja radość przebiła tę z chwil tryumfów Barcelony), niesamowicie łajałem Greków za ich idiotyczne aktorzenie, cichłem po golu gości, przeklinałem po sytuacji ze Szczęsnym (zabarwienie negatywne) i zaraz po świetnej interwencji Tytonia (zabarwienie pozytywne). Krytykowałem Smudę za brak zmian, ubolewałem nad brakiem sił naszych Orłów. Czułem się rozczarowany, zrezygnowany i uszło ze mnie powietrze. Na szczęście Corsę udało się w końcu odpalić (pytanie, jak będzie jutro).

Wiem, że brałem udział w czymś epokowym. Jestem dumny z bycia Polakiem i kibicem naszej reprezentacji (rozegrali najlepszy mecz na wielkim turnieju w XXI wieku). Jak widać, nie można mieć wszystkiego. Żal jest, bo gdybyśmy złoili Grecję, wystarczyłoby pokonać Czechów i mielibyśmy awans w kieszeni. A tak?

We wtorek boję się solidnego lania. Rosjanie są w gazie, grają naprawdę ładną piłkę. Parę słabych punktów się znajdzie - ale czy jesteśmy na tyle mocni by je wykorzystać? Wątpię. Potrzebny będzie cud.
O pojedynku z Czechami ciężko cokolwiek mówić, bo nie wiadomo, czy będzie o czymkolwiek decydował. Najlepiej byłoby wziąć przykład z Rosjan ;)

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś nam uciekło między palcami, że koło nosa przemknęła nam wielka szansa. Euro, które tak fantastycznie rozpoczęliśmy w 17. minucie, straciliśmy już w minucie 50. (nie mówiąc już o dramacie z 69.). Żal. Ból. A mimo to - jakiś rodzaj dumy. Że nie dali ciała. Że nie spanikowali. Bo przecież pierwsza połowa była kapitalna, taka nie-nasza. Dziękuję ci, Robercie, że dałeś mi kilkanaście sekund orgazmicznego szaleństwa (w przenośni oczywiście). Jestem zawiedziony, ale dumny z bycia Polakiem, dzięki wam, Orły!

Co dalej? Oczywiście będę kibicował i wierzył w sukces naszych, ale z nieco mniejszym entuzjazmem i większym dystansem. Od niedzieli Euro zaczynają Hiszpanie - pod względem moich preferencji drużyna nr 2. Mimo, iż jest zmęczona, mało ostatnio widowiskowa, brakuje w niej kilku ważnych graczy, Torres nie jest w formie, a pozostali napastnicy nie grzeszą skutecznością, liczę, że będą w stanie grać swoje i wygrywać. 

Czas na chwilę wrócić do rzeczywistości (bo przecież nie będę się łudził, że przy tylu meczach da się normalnie funkcjonować :P). Jutro szykuje się równie interesująco jak dziś :) Pora więc spać przy taktach ujmującej, relaksującej i wyciszającej po tak olbrzymich emocjach, muzyki Petera Cincottiego

Mecz otwarcia: POLSKA - Grecja na żywo

Cóż - podsumowując - mamy punkt. Tylko punkt. Choć gdyby nie interwencja Tytonia - tego punktu by nie było. Wiemy, że nie mamy zmienników ani siły na całe 90 minut. I wiemy, że za dużych szans w pozostałych meczach nie mamy. Szkoda. Olbrzymia szkoda. Polska piłka się zmienia. Ale wciąż potrafimy zagrać na wysokim poziomie jedynie 45 minut. A to zdecydowanie, zdecydowanie za mało, żeby odnieść sukces na wielkiej, międzynarodowej imprezie.

Nie wiem czemu wszyscy wożą się po Szczęsnym. Nie mógł zrobić nic więcej, a Salpingidis zostawił nogę i dał się zahaczyć. Natomiast Tytoń - wielki szacunek. To się nazywa wejście smoka.

Podobno mogło być gorzej. Ale przecież mieliśmy wszystko w swoich rękach. A Smuda nie robiąc żadnej zmiany udowodnił, że ma gdzieś piłkarzy z drugiej 11. Jak można, widząc, że niektórzy oddychają rękawami, nic nie zmieniać? Dlaczego nie posłać w bój młodych, świeżych i dynamicznych bocznych pomocników?

Mieliśmy przeciwnika rozłożonego na łopatkach, grającego w 10. Mieliśmy chyba z 5 świetnych okazji. Z czego na pewno Perquis miał sytuację 100%. Pierwsza połowa kapitalna, Grecja praktycznie nie istniała. W drugiej niestety sytuacja się odwróciła. Mój wrodzony pesymizm mówi mi, że tym samym raczej nie wyjdziemy z grupy, bo Ruscy ani Czesi nie pozwolą nam na tyle w swoim polu karnym.

90 - koniec. Naszym ewidentnie zabrakło sił.

83 - wiele można naszym zarzucić, ale nie to, że nie walczą. Ledwo biegają... zmian nie ma - no ale przecież to wydaje się oczywiste: nie mamy porządnych zmienników.

80 - Nasi już chyba nie mają siły...

73 - co za rollercoaster. Emocje są nie do opisania. Droga z piekła do nieba i z powrotem jest bardzo, bardzo krótka. Ale niepokojące jest to, że Grecy grają coraz pewniej, szybciej i groźniej.

70 - Tytoń - jesteś za-je-bis-ty!

69 - i to by było chyba na tyle.

62 - który próbuje kontratakować. Samaras nie był daleki od celu.

60 - i zaczyna się niebieski autobus...

53 - wreszcie ten pajac Karagounis dostaje kartkę.

50 - O boj... po prostu wredny niefart. Głupio. Głuuupio.

Ale los musi się odmienić!

48 - cisną dalej. Prawidłowo :)

46 - no to jedziemy. Dalej, Orły!

PRZERWA - To się nie dzieje się. Kapitalnie, wspaniale, przepięknie! Strzelić jeszcze jedną (co najmniej) i będzie legen... wait for it...

45 - Pierwsze primo - kartka pochopna. No ale przecież sędziowie pomagają tym drużynom, którym kibicuję. Najpierw Barcelonie, a teraz Polsce ;)

Drugie primo - Polacy są w lepszej sytuacji gospodarczej, mogli więc dać w łapę sędziemu :D (just kidding)

36 - Perquis mógł zostać bohaterem. Ajjezusmaria!

28 - może być groźnie. Stały fragment.

Uff. Nic z tego.

17 - LEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEWANDOOOOOOOOOOOOOOOOWSKI!!!!!!!! GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOLLLLL!

15 - ciśniemy. Ciśniemy. CIŚNIEMY! Szkoda tych okazji, ale naprawdę jest nieźle.

11. minuta - Karagounis "z pietyzmem" ustawia piłkę. No proszę. Nasz protestancki element w komentarzu :P

10. minuta - Grecy są normalnie z kryształu... padają przy każdym kontakcie.

5. minuta - Grecy już grają na czas.

17:59 - delektuję się chwilą, że już już, a jeszcze nie ;) Polacy - DO BOJUUUUUUU!!!!! PO ZWYCIĘSTWO, PO SŁAWĘ, PO CHWAŁĘ!

17:57 - Do hymnu. Mazurku, ponieś nasze Orły!

17:55 - WYCHODZĄ! 

17:51 - Rany, rany, rany. Zaczyna się! Za niedługo nie będę umiał usiedzieć...

Przy okazji - pozdrawiam tych, którzy wybrali dzisiaj spotkanie młodzieżowe zamiast meczu ;)

17:40 - mam nieodparte wrażenie, że "krótkie oficjalne otwarcie Euro" mogliby sobie po prostu darować i już grać.

17:30 - pierwszy kwiatek dzisiejszej transmisji: Szaranowicz: "To jest realna ocena sytuacji, bo przecież nie mamy uprawiać mungu bungu" (what the hell???). Może mu się z bunga bunga pomyliło... ale przecież Międzynarodowy Dzień Seksu był wczoraj. W każdym razie - jaja już się zaczęły. Brakuje jeszcze tylko "Koko koko".

Btw - pozdrawiam moich znajomych, którzy kibicują w strefie kibica na Placu Defilad w Warszawie :)

17:27 - Gmoch powiedział, że swoje meczowe typy już powiedział. No hola hola, a co z tymi, co nie oglądali studia TVP wcześniej?

17:26 - JEST JACEK GMOCH! JEST JACEK GMOCH!

17:22 - jeżeli mój Szwagier stresuje się bardziej niż wtedy, kiedy moja siostra rodziła, to o czym to świadczy? :P Póki co - trudno mi uwierzyć, że tak gigantyczna i pankontynentalna impreza odbywa się właśnie u nas. UEFA EURO 2012 w Polsce powoli czas zacząć. Niesamowita sprawa, po prostu niesamowita.

17:07 - jest również osławiony prezes Lato. "Panie Redaktorze, ja dzisiaj nie gram" - czy trzeba jeszcze coś komentować?

17:00 - godzina. 60 minut. 3600 sekund. I się zacznie. Polacy już się rozgrzewają.

16:45 - jak widać, kibice obu drużyn potrafią w zgodzie przygotowywać się do meczu ;)
(fot. z gazeta.pl)

16:30 - półtorej godziny. Czas na mój typ. Serce mówi, że wygramy. Rozum mówi, że będzie remis po nudnym meczu. A pesymizm podpowiada, że dostaniemy w zadek.

16:02 - już niecałe 2 godziny. Emocje coraz bardziej rosną. A skoro emocje - to porcja Dariusza Szpakowskiego. Panie Darku, życzę panu dzisiaj, by stracił pan głos z radości ;)


15:50 - oberwanie chmury nad Warszawą. W związku z tym, że dach jest zasunięty, przynajmniej nie będzie meczu na wodzie. Za to może być mecz w tropikach... Żeby trochę rozładować atmosferę - skecz Macieja Stuhra o polskich komentatorach ;) (bo skoro tak ważny mecz - będzie komentował niesamowity Szpaku)


15:05 - chwilę temu otwarto bramy na Stadionie, pierwsi kibice już zajmują swoje miejsca (szczęściarze...). Widać na ich twarzach radość, podekscytowanie i nadzieję, że nasi wygrają. Przyjechał również góral z Nowego Targu żeby znaleźć sobie dziewczynę z Warszawy. No można i tak.

14:56 - pojawił się pierwszy problem dzisiejszego dnia: moja Corsunia nie odpaliła (wygląda na to, iż zbuntował się akumulator). Co w perspektywie jutra jest bardzo niepokojącym objawem. Oby prostownik się spisał i ją podładował...

14:00 - ten weekend ogólnie jest niesamowicie bogaty w emocje sportowe: na Eurosporcie Rafael Nadal powoli kończy 1. set w półfinale Roland Garros (a po nim na korcie Djokovic vs. Federer; w niedzielę finał), o 17.30 Polacy grają w Lidze Światowej z Kanadą (a w niedzielę z Brazylią), w Łodzi trwa World GP siatkarek. Gdyby komuś było mało - w nocy Miami Heat ograło Boston Celtics w ich Rose Garden i w nocy z soboty na niedzielę decydujące, 7. starcie w finale Konferencji Wschodniej. Łoł. Naprawdę tego sporo. My tu gadu gadu, a do meczu już tylko 4 godziny. Emocje rosną. W celu ich ostudzenia (ta, jasne, chyba podniesienia) - filmik z ostatnich mistrzostw Europy:


Boję się jednej rzeczy - że zapowiadana na dzisiaj burza może odciąć dopływ prądu...

13:30 - po dwóch bramkach Lewandowskiego (24. i 82. minuta) Polska pokonała Grecję 2:0, dominując w każdym elemencie gry. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby ten scenariusz powtórzył się za już niecałe 5 godzin.

12:10 - pierwszy mecz otwarcia własnie się zaczyna. FIFA 12 i pojedynek ze Szwagrem ;)

11:48 - na Comedy Central leci właśnie 16. odcinek pierwszego sezonu "Jak poznałem waszą matkę". Polecam!

11:22 - obejrzałem właśnie skróty poprzednich meczów otwarcia w historii Euro. Szczególnie zainteresował mnie mecz w Bazylei pomiędzy Szwajcarią a Czechami w 2008 roku. Współ-gospodarze poprzednich mistrzostw nacierali przez większość meczu, Czesi ograniczyli się do kontr. Szwajcarzy ostrzeliwali poprzeczki, a Czechom wystarczył jeden strzał Sverkosa i było po meczu. Oby dziś historia się nie powtórzyła.
Link do meczów otwarcia: Zczuba.pl

10:55 - na wstępie chciałbym pozdrowić kilka osób. Bo trzeba wspomnieć o tych, którzy mają dzisiaj gorzej ode mnie (w moim subiektywnym przekonaniu). Pozdrawiam blogerkę Kaję (blog sportowy "Ciężki jak z waty"), która opuszcza Polskę i wyjeżdża do Tunezji. Tuż przed największą imprezą sportową w historii naszego kraju. Ja bym się chyba pociął... Kaja - oby Al Jazzira umożliwiła ci śledzenie meczów ;)

Kolejne pozdrowienia - dla mojego kuzynostwa i ich dzieci przebywających obecnie na wakacjach we Włoszech ;)

I ostatnie pozdrowienia o tej porze - dla wszystkich Euro-hejterów, walczących feministek, anty-kibiców i kiboli (którzy już musieli pobić Rosjan w jednym barze...). Mimo wszystko wam nie współczuję, tylko cieszę się z wielkiego piłkarskiego święta :)

10:35 - Jasnego, to już dzisiaj! 8. czerwca :) oby ostatnim koszmarem dzisiejszego dnia były moje nocne sny. Do śniadanka oglądam sobie TVN 24, gdzie eksperci z Michałem Polem na czele boją się o zakryty dach na Narodowym - że będzie za ciepło. No cóż. Jak coś - będzie na co zwalić :P

czwartek, 7 czerwca 2012

święty czas

Wreszcie. Po 5 latach od ogłoszenia w Cardiff, że to właśnie Polska i Ukraina zorganizują EURO 2012, nadszedł TEN CZAS.

Futbolowe święto.
Święty czas.
Moment, kiedy wszystko zamiera.
(i weź tu się człowieku ucz do sesji...)

Odkąd pamiętam, czas Mistrzostw Świata bądź Europy był dla mnie czymś niesamowitym, wyjątkowym i niezapomnianym.
W 1998 roku mając 7 lat śledziłem uważnie mecze na francuskim gruncie (do dziś pamiętam słowa mojej babci, która mówiła że w meczu Francja - RPA będzie kibicowała Francuzom, bo ma znajomego we Francji.) i przeżyłem pierwszą bolesną porażkę, kiedy to w finale moja Brazylia dostała łomot od gospodarzy.
2000 - Euro w Belgii i Holandii. To były piękne mistrzostwa... ech. Wspaniały, młody, bramkostrzelny Nuno Gomes - mój idol z dzieciństwa - grał nieziemsko. Ale Portugalia przegrała z obrzydliwymi Francuzami. A kiedy w drugim półfinale drugi mój idol - Patrick Kluivert - nie potrafił wykorzystać wraz z Holendrami 2 karnych w regulaminowym czasie gry i przegrał w konkursie rzutów karnych, myślałem, że gorzej być nie może. Było. Gdy Wiltord w finale wyrównał w 93. minucie, myślałem, że padnę. A jak David "nie umiem strzelać karnych" Trezeguet zdobył złotego gola - nie pozostało nic innego tylko płacz.
2002 - Polacy tak dostali w tyłek, że aż wstyd. Ale za to Francuzi pojechali szybciutko do domu, a jedyny i prawdziwy Ronaldo dał Brazylii mistrzostwo.
2004 - Znowu Nuno Gomes, znowu Portugalia krok od celu. Tym razem na jej drodze stanęli niesamowicie skuteczni Grecy...
2006 - Zidane pokazał swoje piękne, cudowne, najwspanialsze, niesamowicie męskie oblicze. Pokazał wszystkim, że jest najlepszym, największym, najbardziej grającym fair piłkarzem na świecie (wybaczcie ironię - nie ma piłkarza, którego bym tak nie znosił :P). A Włosi pokonali wrednych Francuzów i zostali mistrzami świata ;)
2008 - Espana! Na marginesie - tę imprezę transmitował głównie Polsat. I dlatego była średniawa.
2010 - Espana po raz drugi! Te mistrzostwa miały coś w sobie wyjątkowego. Myślę, że były naprawdę ciekawe i stały na wysokim poziomie.

A co z 2012? Ciężko powiedzieć. Moim jedynym marzeniem jest, by Polacy wyszli z grupy i sprawili swoją grą miłą niespodziankę całej Polsce. Mam nadzieję, że jutro o tej porze będziemy świętować zwycięstwo nad Grecją. Że nie będziemy musieli śpiewać "nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". I że będą to piękne mistrzostwa. Jutro będę blogował na żywo od rana jak wstanę i mam nadzieję, że będzie to historyczna relacja ;)

Oby się chłopaki nie spalili z nerwów. Ale myślę, że jak cały Narodowy ryknie "Mazurka Dąbrowskiego", to Grekom się pełno w portkach zrobi. No i oby zapowiedzi naszych, że zostawią serce na boisku, się sprawdziły. Niech wezmą przykład z naszych siatkarzy, którzy ostatnio znakomicie radzą sobie z presją. Jutro zwycięstwo jest możliwe. A jak wygramy jutro... to kto wie. :)


A dla podsycenia nastroju - filmik o pięknie futbolu. 

piątek, 1 czerwca 2012

boroczek-nieudacznik, Pac-Man, fascynatka, pozbawiony mobilizacji

Krótki wpis o paru osobach, które w mojej skromnej opinii zasłużyły, by się tu pojawić.

Boroczek-nieudacznik (wbrew pozorom - to bardzo pozytywne, pełne sympatii określenie) przeżywa ostatnio spore pasmo porażek. Jego przyjaciel niesamowicie mu dogryza, nabija się z tego, iż boroczek dopiero po 2 latach odkrył niezwykle przykry błąd w indeksie przy jednej ocenie. Dodatkowo dżinsy uważają go za swojego śmiertelnego wroga. Tak wielkiego, że postanawiają popełnić harakiri niż pozwolić na to, by je nosił.

Pac-Man ostatnio wszędzie wspomina o jedzeniu, co sprawia, że mu docinam. I w jego opinii strasznie wyostrzył mi się dowcip. Hm. Czy ja wiem? Ja tak mam od dłuższego czasu... nie można zapomnieć również o tonie rodem z przesłuchań, który towarzyszył mu podczas wizyt w Wilanowie i Łazienkach :P (ton również stawał się przedmiotem kpin) Coś przeoczyłem? No tak. Jego bezcenne spojrzenie i próby przebicia ripostą riposty na ripostę ;)

Fascynatka to osoba, która potrafi o swoich zainteresowaniach opowiadać z pasją. Dodatkowo świetnie zna się na tym, czym się interesuje (podkreślam to, gdyż zdarzają się tacy, którzy niby czymś się pasjonują, ale tak naprawdę nie wiedzą, co lubią...) - a przy tym wcale się ze swoją wiedzą nie obnosi, tylko z chęcią jest w stanie wytłumaczyć, w jakim stylu zbudowany jest ten budynek/kościół/dom/teatr, w jakim stylu jest namalowany ten obraz/wyrzeźbiona rzeźba. I już dawno nie czułem się tak głupi, słysząc taką masę nowych słów (nie jestem w stanie ich nawet powtórzyć :P) Imponujące :)

Pozbawionym motywacji jestem ja. W końcu zbliża się sesja. A tu jeszcze za tydzień zaczyna się Euro. Ojć. Chyba będzie wrzesień. Mam tylko nadzieję, że kiedyś zdam te egzaminy... I pojawi się tytułowy Smile.


:)