niedziela, 15 grudnia 2013

Bohaterski wpływ

Gdy 14 grudnia 1953 roku w okolicach leszniańskiego kamieniołomu rozlegał się płacz małego chłopca, nikt nie przypuszczał że to małe istnienie tak mocno wpłynie na los wielu ludzi.

Podejrzewam, że Józef i Helena, rodzice chłopca nie sądzili, jak wiele dumy, radości przysporzy im ich syn. Oczywiście, oprócz tych pozytywnych uczuć pojawiały się zapewne i złość, gniew – każde dziecko lubi się czasem zbuntować, zrobić coś po swojemu. Niemniej jednak spokojny, dzielny malec uczęszczający co niedziela do kościoła pokonując wraz ze swymi rodzicami kilkanaście kilometrów mógł być chlubą, mógł być dumą, był oczkiem w głowie. A gdy wbrew ówczesnemu politycznemu systemowi postanowił realizować Boże powołanie, opierając się na bogobojnym wychowaniu, mimo obaw i wątpliwości – jeszcze mocniej nasi dziadkowie dziękowali w modlitwach i prosili o siły oraz wsparcie.

Jestem przekonany, widzę to bardzo często, że niezwykle mocno wpłynął na życie pewnej młodej dziewczyny z Goleszowa. Nie przejmując się (nie, wróć, zapalenie korzonków nie wzięło się znikąd) początkowymi niepowodzeniami walczył o jej serce. Wierzę, iż była to walka zwycięska. A i owa młoda dziewczyna, która od 36 lat stoi u jego boku traktuje go jak wielkie Boże błogosławieństwo. I mimo wielu przeciwności, mimo momentów trudnych, doświadczających – nie żałuje obranej drogi, podjętych decyzji.

Wiem, że Tatuś bardzo mocno wpłynął na życie swoich dzieci. Nie tylko jest odpowiedzialny za ich istnienie – chwała mu za to, że na tym się nie skończyło. Bycie księdzem i jednocześnie ojcem jest niezwykle wymagające. Życie zawodowe ojca wpływa w wielkim stopniu na życie żony i dzieci. Moje rodzeństwo zmieniało szkoły dwukrotnie, trzykrotnie miasto zamieszkania, ja tylko raz. Różnie mogło to wpływać na nasze relacje z rodzicami, mogliśmy czuć się zawiedzeni, źli, rozczarowani że porzucamy kolegów, znajomych – mam jednak wrażenie, iż wsparcie ze strony rodziców, zapewnienia, iż pojawią się nowi przyjaciele, nowe, wartościowe środowisko – to pomagało radzić sobie z tymi zmianami. Wiem, że gdyby rodzice tak w nas nie inwestowali – dziś być może nikt z nas publicznie nie zabrał by głosu, nic byśmy nie zaśpiewali… Wiem, że gdyby nie ich wychowanie, wskazywanie na Jezusa w codzienności – nasz duchowy życiorys mógł być o wiele bardziej pokręcony. Wiem, że gdyby nie przykład Tatusia – nie obrałbym tej drogi, na której się obecnie znajduję. Gdyby nie jego zaangażowanie, oddanie w służbie, gdyby nie jego codzienny przykład życia z Bogiem, wiecznego optymizmu i zaufania – dziś prawdopodobnie borykałbym się z ciężkim dylematem „co robić w życiu”. Jestem – i myślę, że nie tylko ja jestem za to Bogu wdzięczny – że możemy być waszymi dziećmi, że On obdarzył nas tak wspaniałymi rodzicami.

Wierzę, iż poziom oddziaływania nie kończy się tylko na najbliższych. Wierzę, iż są w Działdowie, Ustroniu, Cieszynie, Goleszowie, Wiśle, Jaworniku domy, ludzie, którzy również odczuli Boże działanie poprzez swego duszpasterza. Wierzę, że nie tylko poprzez służbę kaznodziejską, ale poprzez odwiedziny, rozmowy duszpasterskie, lekcje religii, zwykłe spotkania w sklepie – wpływałeś na tych, których spotykałeś. Wierzę – bo takiego cię odbieram, takiego chcę cię naśladować – że widzą w tobie przede wszystkim Bożego człowieka, który jest normalny. Który się nie wywyższa, ale jest pokorny, świadom swoich wad i zalet, świadom swojej grzeszności – ale i świadom tego, iż Bóg akceptuje i przyjmuje każdego grzesznika. I ty chcesz tę wieść nieść przez całą długość trwania swego życia – w bardzo różnorodny sposób, nie ograniczasz się tylko do niedzieli. Pracujesz 24 godziny na dobę – albo inaczej – służysz nieustannie. Mam nadzieję, iż Pan to widzi, wspiera, a ludzie… starają się to szanować. Choć ty najlepiej wiesz, jak wiele stresu kosztuje cię ta służba, jak wiele niepokoju potrafi wnieść do naszego domu. Podziwiam was że trwacie. Podziwiam was, że ciągle składacie świadectwo. Im dłużej was obserwuję, tym mocniej widzę, jak to trudne, jak wielki ciężar leży na waszych barkach.

Przepraszam was, rodzice, przepraszam cię Tatuś za to, że tak często nie cenię tego, co dla mnie robisz. Przepraszam że nie doceniam twoich wypraw do Bielska na dworzec po mnie, że denerwuję się, gdy nie łapiesz od razu jakiś kwestii komputerowych. Przepraszam że na mojej twarzy tak rzadko gości uśmiech – mimo że nie mam na co narzekać, bo o wszystko się zatroszczyłeś, niczego mi nie brakuje.
Dziękuję za to, kim jesteś dla mnie. Dziękuję, że jesteś moim bohaterem. Dziękujemy, że jesteś naszym bohaterem.