Dzisiejszy dzień był interesujący. Pierwszy, w którym miałem wszystkie zajęcia ;) Po niemieckim wstęp do Nowego Testamentu, który był bardzo krzepiący. Chyba po raz pierwszy wykładowca powiedział nam o prawdziwym wymiarze teologii. Nie o nauce, nie o wiedzy, ale o żywym Bogu, którego się poznaje w miarę poznawania Słowa oraz jego egzegezy. Posłuchać z rana takiego wykładu - w zasadzie bezcenne. Naprawdę wartościowe.
Normalnym jest, że teologowie poznają tzw. języki biblijne. Wczoraj był hebrajski, a dzisiaj greka. Cóż. Nie podchodzę może do niej tak entuzjastycznie jak do hebrajskiego, ale może się do niej przekonam. Przynajmniej będę miał co robić w pociągu, jak będę wracał - poćwiczę sobie pisownię tychże języków;)
Wstęp do Starego Testamentu to w ogóle inna bajka. Będą jaja. Materiał jest strasznie obszerny. Ale wychodzę z założenia, że w końcu dotyczy to Biblii, więc wiedza na jej temat będzie bardzo przydatna i ciekawa. Z pewnością będzie może momentami ciężko, ale jestem walecznie i odważnie do tego nastawiony (na razie;)). Gdy uda mi się przenieść spojrzenie naszego wykładowcy z NT i do wiedzy dołożę chęć odkrywania Boga, rozumienia w pełni Jego słowa, przekazu - może mi to wiele dać. Będę mógł odkryć Go jeszcze lepiej. Albo, jak dzisiaj usłyszeliśmy - to On będzie mnie, nas, lepiej poznawał. Oby :)
czwartek, 14 października 2010
angielska i niemiecka języki trudna język
Jestem po pierwszych zajęciach z niemieckiego. I w związku z tym, jaki poziom spotkałem, postanowiłem to tu opisać. Jestem w grupie średnio zaawansowanej (bardziej zaawansowana ma zajęcia w poniedziałek o 11, a ja mam wtedy logikę), ale w opinii naszej wykładowczyni grupy bardzo się nie różnią, ta lepsza robi tylko trudniejszy podręcznik, ale jest podobna do mojej. Cóż. Dzisiaj, gdy do niej podszedłem po zajęciach, powiedziała, że zbyt wiele się nie nauczę, że chodzi o to, bym się nie cofnął w rozwoju. No ale ok, o ile brak podstawowej znajomości niemieckiego jeszcze jestem w stanie zrozumieć (w końcu nie każdy miał ten niemiecki w szkole... ale zdarzają się ludzie, którzy zdawali maturę z niemca i twierdzą, że nic nie umieją. I w praktyce mają rację.), to angielski...
Nie mam tej wątpliwej przyjemności, żeby uczęszczać na najpopularniejszy język na świecie. Jako że w liceum realizowałem poziom B2+, postanowiłem zrezygnować z poziomu B1, o A2 już nie wspominając. Wydawać by się mogło, że angielski powinien być studentom bardzo dobrze znany. (skoro w naszej jawornickiej podstawówce miałem angielski już od 3 klasy podstawówki, to co dopiero w wielkim świecie) Cóż. Wygląda na to, że jednak system edukacji nie funkcjonuje najlepiej lub studenci nie przykładali wagi do nauki języków. Na czym opieram swoją opinię? Moi koledzy z roku pokazywali mi zadania, jakie mieli zrobić na swoich zajęciach. I tak grupa A2 - uzupełnianie form "I am, you are, he/she/it is". Szczena mi opadła. Natomiast grupa B1, poziom intermediate - czyli jak sama nazwa wskazuje średnio zaawansowany wygląda tak, że wykładowczyni czyta na głos tekst, a potem tłumaczy go słowo w słowo. Może się to jeszcze rozkręci, ale mimo wszystko trochę mnie to zszokowało.
Myślę, że to tłumaczy, dlaczego zrezygnowałem z nauki angielskiego. Kontakt z językiem tak czy siak będę miał. Niemiecki przyda mi się w późniejszej edukacji teologicznej. A to, że będę musiał więcej rzeczy robić samemu (ewentualnie prosić o pomoc bratową), to już zupełnie inna historia...
Nie mam tej wątpliwej przyjemności, żeby uczęszczać na najpopularniejszy język na świecie. Jako że w liceum realizowałem poziom B2+, postanowiłem zrezygnować z poziomu B1, o A2 już nie wspominając. Wydawać by się mogło, że angielski powinien być studentom bardzo dobrze znany. (skoro w naszej jawornickiej podstawówce miałem angielski już od 3 klasy podstawówki, to co dopiero w wielkim świecie) Cóż. Wygląda na to, że jednak system edukacji nie funkcjonuje najlepiej lub studenci nie przykładali wagi do nauki języków. Na czym opieram swoją opinię? Moi koledzy z roku pokazywali mi zadania, jakie mieli zrobić na swoich zajęciach. I tak grupa A2 - uzupełnianie form "I am, you are, he/she/it is". Szczena mi opadła. Natomiast grupa B1, poziom intermediate - czyli jak sama nazwa wskazuje średnio zaawansowany wygląda tak, że wykładowczyni czyta na głos tekst, a potem tłumaczy go słowo w słowo. Może się to jeszcze rozkręci, ale mimo wszystko trochę mnie to zszokowało.
Myślę, że to tłumaczy, dlaczego zrezygnowałem z nauki angielskiego. Kontakt z językiem tak czy siak będę miał. Niemiecki przyda mi się w późniejszej edukacji teologicznej. A to, że będę musiał więcej rzeczy robić samemu (ewentualnie prosić o pomoc bratową), to już zupełnie inna historia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)