poniedziałek, 20 grudnia 2010

wielkość poświęcenia

Ludziska, dziękuję!

Pati - za grę podczas dwu dni, za piękny gitarowy Everything I do ;)
Krzysiek, Darek - za 3 - godzinne nagrywanie w zimnej kaplicy, przeszkadzajki i otwartość
Przemek - za magiczne klawiszowe klimaty do 4 piosenek :)
Marcin - za cierpliwość, nagrywanie po 3 wersje tej samej piosenki, składanie i dogrywanie poszczególnych fragmentów ;)
Bóg - za pomysł, talenty, błogosławieństwo, siły i motywację :)

Dzięki, jesteście po prostu niesamowici. Jestem wam bardzo wdzięczny :)

czwartek, 16 grudnia 2010

Adwentówka

Mały student kaczorek bloguje z domu. I tak przez najbliższe 3 tygodnie :D 

Wczorajszego wieczora padło wiele słów. Przyznam, że zwykle nie lubiłem dzielenia się opłatkiem. Jednak chyba po tegorocznej adwentówce zmienię zdanie. Był to naprawdę wyjątkowy czas.

Pomimo zmęczenia, skończenia sprzątania o 2 w nocy (nie narzekam, w zeszłym roku wszystko trwało ponad godzinę dłużej), 4 godzin snu i podróży pociągiem jestem szczęśliwy. Uczestniczenie w studenckiej adwentówce było czymś wartościowym i bardzo miłym. Samo przygotowywanie, obsługiwanie gości i sprzątanie dało mi dużo satysfakcji. Również pozytywne opinie na temat naszej autoprezentacji (I roku) są dla mnie bardzo cenne. Mówi się, że taki dzień jest tylko raz w roku. Taki wyjątkowy, pełen ciepła i otwartości na drugiego człowieka. I często mówi się, że szkoda, że tylko raz w roku. A ja wychodzę z założenia, że od czegoś trzeba zacząć. Może za jakiś będą 2 dni w roku, potem 3? Hm. To takie moje ciche marzenie.

Teraz czas przygotowań do Świąt oraz okres świąteczny. Cóż. Trochę pracy przede mną. Mam nadzieje, że efekty przerosną moje oczekiwania ;)

P.S. W ramach zbliżania się do świąt: http://www.youtube.com/watch?v=qJdskcHYgDQ&feature=related

środa, 15 grudnia 2010

tsa...

Usłyszałem dzisiaj mnóstwo komplementów. Byłem w szoku. Szkoda tylko, że niektóre z nich sprawiły, iż coś pękło. I chyba już się tego nie poskłada. Czy to dobrze? Hm. Wiem, że potrzebuję więcej pokory. Ale mam wrażenie, że nie tylko ja.

Z bardziej pozytywnych rzeczy - ruszyliśmy z przygotowaniami do Adwentówki. I jest chyba całkiem nieźle. Nowe kontakty, relacje, rozmowy - wiele to daje. Nowe doświadczenia są bardzo wartościowe. A sama dzisiejsza Adwentówka? Oby się udała.

A największy pozytyw - JUTRO DO DOMU!!!!!! Wreszcie! Wreszcie do najbliższych, ukochanych osób oraz do wartościowych znajomych. Tylko i wyłącznie do nich :)

niedziela, 12 grudnia 2010

sobota, 11 grudnia 2010

Freedom. Jan 3,30

Właśnie skończyłem oglądać Bravehearta. Dziwnym trafem obejrzałem go dopiero po raz pierwszy. Takie coś pozostawia w sercu i umyśle ślad. I kolejna porcja nocnych pytań:

Dlaczego William pozostaje do końca wierny, twardy i heroiczny? Dlaczego zamiast "mercy" wykrzykuje "freedom"? Cóż. Po prostu jest wierny idei, wierzy w pełni w wolność, jest ona głęboko zakorzeniona w jego sercu oraz umyśle. Woli umrzeć, lecz pozostać w swojej świadomości wolnym, niż podporządkować się wrogowi, by w ten sposób ocalić życie. Naiwne, romantyczne i niedzisiejsze, prawda? A może jednak nie?

Filmy osadzone w nurcie historyczno-heroicznym (jednostka ratująca naród, państwo/ginąca w imię wyższych ideałów) należą do moich ulubionych. I za każdym razem dają mi do myślenia. Może jest to też ciche marzenie o bycie jednostką odmieniającą losy świata. Heh. Mały kaczorek studiujący w wielkim mieście na chwilę się rozmarzył.

A czy nie jest tak, że każdy z nas jest jednostką wpływającą na losy świata? Mnie wydaje się, że tak jest. Mamy wpływ na nie tylko nasze życie, ale i ludzi będących wokół nas. Mamy niesamowite pole do działania. Możemy stawać się takimi heroicznymi bohaterami codzienności, naszego otoczenia. W jaki sposób?

"On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym". 2000 lat temu na ziemi przebywał Ktoś, kto wiedział, w jaki sposób zmieniać świat i swoje otoczenie. Poprzez miłość. Wiem, że mnie, małemu kaczorkowi w wielkim mieście strasznie brakuje do postawy mojego Sotera. Wiem, że sam niewiele mogę. Że bardzo często zawodzę. Ale wiem też, że On potrafi w nas wlewać tę miłość, którą na każdym kroku okazywał, będąc tu na ziemi. Tylko (lub aż) musimy stawać się mniejszymi, a On musi wzrastać. A może poprzez to staniemy się cichymi bohaterami naszych społeczności ;)

Życzę tego wam i sobie. Jan 3,30. :)

piątek, 10 grudnia 2010

Kaczor myśli zamiast spać

Pora odpowiednia, by pójść w ślady współlokatora i położyć się spać. Lecz kaczor ma zbyt dużo myśli, by w spokoju zasnąć i przestać przeszkadzać zacnemu współlokatorowi. Zbyt dużo refleksji dzisiejszego dnia go spotkało. Oto kilka z nich:

Czemu wykładowcy na jego uczelni (przecież w sumie z religijną otoczką) składają kiepskie, świeckie życzenia "Wesołych świąt"? Czemu tylko jeden z nich życzy "błogosławionego czasu Świąt Bożego Narodzenia"? Czyżby było to niepoprawne politycznie?

Czemu ludziom brakuje konsekwencji w poglądach i wyznawanych zasadach? Czy będąc ortodoksami muszą być jednocześnie liberalni aż do bólu?

Jak ogarnąć materiał z hebrajskiego i greki? Czy miesiąc wystarczy? Czy znajdę motywację? Czy przemogę niechęć do sposobu przedstawiania pierwszego z tych języków?

Czy czas świąt będzie wartościowy? Czy odpowiednio się do niego przygotuję? Kiedy zrobić próby na uwielbiające? Jak ogarnąć szał przygotowywania czegoś miłego dla najbliższych? Skąd wziąć kreatywność?

Ostatnio kaczor zadaje dużo pytań. Bardzo to lubi. Jakoś mu wtedy łatwiej. Przyznając się do swojej niewiedzy gotów jest, by poznać coś nowego. Wchodzić na wyższy poziom samoświadomości. Docierać do wnętrza siebie i pozwolić Bogu w tym wnętrzu ingerować. O tak. Kaczor polubił filozofowanie. To go nakręca. I czuję się wartościowo, ambitnie.

"Niech śpiewa wszelki twór..." - Święta coraz bliżej. Kaczor (autor bloga, Piotrek, ja) powoli rozpoczyna świętowanie. Christmastime is here.

P.S. Mam jakieś dziwne przeczucie, że tegoroczny czas Radości z Przyjścia Jezusa Na Świat będzie niesamowity. Wartościowy i pokrzepiający. Oby. :)

środa, 8 grudnia 2010

odjazd

Dzisiejszy hebrajski był chyba apogeum tego wszystkiego, co dotychczas mieliśmy okazję usłyszeć, zobaczyć i doświadczyć ze strony naszego wykładowcy. (choć tydzień temu mówiłem to samo. I boję się, że na następnych zajęciach skończy się podobnie) No nic, zobaczymy. Ale fakt tego druzgocącego popołudnia wciąż we mnie tkwi. Dlatego nie jestem w stanie napisać nic więcej. Do tego pora odpowiednia do tego, żeby iść spać. Jutro dzień pełen nowych wyzwań. Ale do powrotu do domu coraz bliżej.

Dzisiejszy wieczór sponsoruje piosenka "Photograph" zespołu Nickelback.

P.S. Otrzymałem przezwisko "kaczor". Dlaczego? O to pytajcie Henia. To znaczy Bogusia.

niedziela, 5 grudnia 2010

Bare bones

Obudziło mnie dzisiaj piękne słońce. Nie minęło 5 godzin, a już chmury całkowicie je zakryły (nawet nie miało okazji spokojnie zajść...) Cały optymizm (o ile takowy dzisiaj miałem) poszedł się paść. Wszystko chyba przez jutrzejszego kolosa z logiki. Co z tego, że w poprzednich latach zwykle te zapowiedziane kolosy się nie odbywały? Przecież kiedyś ta tendencja może się odwrócić. Nie mam żadnej mobilizacji. Ten weekend mnie jakoś dobija.

Dobra, dość pisania. Muszę coś z tej logiki poczytać. Ale czy to coś da? Ech. Czuję się jak twórcy młodopolscy pod koniec XIX wieku... Niemniej jednak, ten mój stan sprawia, że pójdę do kościoła na nabożeństwo z określonym nastawieniem - będę szukał jakiegoś pokrzepienia i wsparcia. Obym tego pokrzepienia i wsparcia doświadczył.

P.S. "Zakupy, podobnie jak pieniądze, szczęścia nie dają. I tak zostaną po nas nagie kości".

piątek, 3 grudnia 2010

łoł

Są takie chwile w życiu, gdy niewiele da się powiedzieć. Bo tak mocno zostało się poruszonym i tak wiele rzeczy zapadło w pamięć. A sprawił to wykład na temat pracy hospicyjnej. Daje do myślenia. Dlatego pogrążam się w zbieraniu myśli.

czwartek, 2 grudnia 2010

wartościowa naiwność

Dedykowane B.

Doświadczam dzisiaj zarówno pozytywnych swoich emocji jak i negatywnych uczuć innych osób. I trochę mi głupio, że mam się tak wspaniale, a innym wali się życie bądź niesamowicie ich frustruje. Skłania mnie to do refleksji: czy to Boże błogosławieństwo czy może cisza przed burzą?

Na chwilę obecną trzymam się Bożego błogosławieństwa. Z każdym dniem dostrzegam niesamowitą moc modlitwy. Gdy Boga zaprasza się do konkretnych spraw w swoim życiu, On zaczyna przejmować kontrolę nad nimi. I wie, co dla człowieka najlepsze. Poza tym, gdy poświęca się czas modlitwie o konkretne relacje, to Bóg zaczyna ingerować. Dosłownie. Naiwne, tak? Naprawdę w to wierzę?

Tak. Bo widzę Jego ingerencję w moim życiu. I pozostanę takim naiwnym. Będę się starał, by przynosić Mu konkretne relacje, konkretne sprawy. Bo wiem, że On tego chce. On niesamowicie się cieszy, gdy to robię. Wiem, że mnie przytula, gdy proszę Go o przebaczenie. Gdy mówię Mu, że jestem beznadziejny i potrzebuję Jego pomocy. Wiem, że cieszy się, gdy przychodzę do Niego ze swoimi problemami. Bo gdy jestem słaby, wtedy jestem mocny. Wtedy On zaczyna działać. Właśnie w tym, wydawałoby się z ludzkiego i racjonalnego punktu widzenia, naiwnym podejściu.

Dla Jego działania warto być naiwnym w oczach tego świata. I żebym został dobrze zrozumiany - nie doszukujcie się tu pychy. Nie uważam się za lepszego. Po prostu wierzę, że czasem warto być naiwnym wobec Boga - bądź nazywając to inaczej - ufnym wobec Boga. Bo wtedy On działa. Przynajmniej ja czegoś takiego doświadczyłem i chcę wciąż doświadczać.

I nadal będę, w mojej częstej beznadziejności, przychodził do Niego. Bo wiem, że On chce, żebym do Niego przychodził. Wam też to polecam. Mimo, że to trochę naiwne.