Pierwsza połowa daremna. Nie była tragiczna tylko i wyłącznie dzięki Messiemu i Alexisowi.
Druga bramka przyfarcona. Ale podobno szczęście sprzyja lepszym.
Trzecia - majstersztyk w stylu Realu. Tej kontry z pewnością by się nie powstydzili. Zarówno Alves jak i Cesc wykonali jedno dobre zagranie w meczu. Właśnie przy tej bramce.
Ogólnie - szału nie było. Ale być może dlatego, że przyzwyczaiłem się do znakomicie grającej Barcelony. Dzisiaj grała bardzo kiepsko. Ale jeżeli Real, ten najmocniejszy Real, ten wielki faworyt, ten, który łoi wszystkich na lewo i prawo, nie jest w stanie ograć tak grającej Barcy... to sorry, Mou, ale lepiej przenieś się do Anglii, może tam znowu ci się powiedzie.
Być może jestem nieco zawiedziony (o ile po takim meczu można być zawiedzionym ;)), bo przyzwyczaiłem się, że Barcelona w meczach o wielką stawkę po prostu gra wspaniale. Dziś grała średnio, momentami daremnie, ale na szczęście (i całkowicie zasłużenie) wygrała. I tego się trzymajmy.
Na dobranoc:
P.S. "Lukas" jest niesamowity. Strasznie lubię go słuchać :)