wtorek, 26 lutego 2013

irracjonalny

Jak inaczej wytłumaczyć fakt tego, że kiepski mecz 11. facetów w odległej Katalonii potrafi zepsuć mi nastrój jak nic innego?

Jak pojąć to, że każdą klęskę przeżywam niemniej boleśnie niż sercowe rozczarowanie?

Cóż. To kolejny dowód na moją irracjonalność. Zamiast siedzieć w Biblii, grzebać w komentarzach, zapoznawać się z poglądami teologów wolę obserwować haratanie w gałę ludzi, którzy dostają za to kupę kasy, są znani na całym świecie, a mnie nie przynosi to większych korzyści.

Najprościej byłoby to rzucić. Skupić się na rzeczach ważnych, takich, które bezpośrednio mnie dotyczą, za które jestem osobiście odpowiedzialny, może czas wreszcie dorosnąć?



Tyle że wszystko co w życiu piękne i ważne - miłość, wiara, emocje - jest praktycznie irracjonalne. I mam wrażenie, że właśnie ta irracjonalność nadaje życiu wyjątkowy, niepowtarzalny smak, to te irracjonalne wspomnienia pamięta się całe życie.

Do tej pory najpiękniejsze chwile w życiu przeżyłem właśnie dzięki irracjonalności. I dochodzę do wniosku, że nie będę tego zmieniał. Tym samym i wam życzę irracjonalności.