Jako że byłem w Braunschweigu - czas na obiecane reminiscencje.
Pierwszy dzień był bardzo błogosławiony - zwiedzanie urokliwej starówki Braunschweigu, kościołów luterańskich, zapoznanie się z historią Bugenhagena było czymś bardzo wartościowym. Tenże ewangelizator Pomorza sam przetłumaczył Biblię na nieder deutsch (dialekt bardziej zrozumiały dla prostego ludu). Tak bardzo pragnął, by Biblia była czytana przez wszystkich. Pierwszy strasznie refleksyjny, dający ostro do myślenia impuls. Dodatkowo wartościowe wykłady dotyczące homiletyki dramaturgicznej. Dobry dzień.
Drugi dzień - długi dzień. Rano praca nad tekstem biblijnym (stworzyłem tekst, który się tu pojawi), po południu zwiedzanie. Biblioteka Augusta plus kościół Marii. No i wieczorna uroczysta kolacja z gospodarzami (pierwszy raz w życiu jadłem szparagi), w trakcie której czytałem swój tekst (ten, który się pojawi). Intensywnie, ale wartościowo.
Sobota - 3. dzień pobytu w Brunszwiku. Klasycznie już przedpołudnie spędzone z homiletyką dramaturgiczną i budowaniem struktury kazania. Potem katedra w Koenigslutter i klasztor w Helmstaedt. I pierwszy wolny wieczór od momentu przyjazdu, spędzony na bardzo wartościowych rozmowach na różne tematy.
Niedziela to dzień powrotu do domu. Moment, w którym mogłem rozprostować swoje kości w niewygodnym konsystorskim łóżku, był niesamowicie przyjemny. Mimo wszystko wolę nasze łóżka niż te brunszwickie ;)
Ogólnie - wyjazd był niesamowicie udany. Bardzo wartościowy. Wiele się dowiedziałem, coś fajnego stworzyłem, coś ładnego zobaczyłem. Aż szkoda było wyjeżdżać. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Aby jeszcze na chwilę pobyć w brunszwickim nastroju, za niedługo zamieszczę tu tekst (a raczej move) związany z homiletyką dramaturgiczną i fragmentem z ew. Marka 1,32-37.