Znowu będzie refleksyjnie. Ale cóż, taka ostatnio pora ;) Wpis dedykowany mieszkańcom Świerkowej 1 i Stromej 4 ;)
Nie doceniam chyba tych wszystkich wspaniałych chwil, jakie mogę przeżywać w swoim życiu, szczególnie tych spędzonych na południu, przez weekend. Przyjmuję je jako coś oczywistego, naturalnego, takiego zwykłego. A zapominam, że są to magiczne chwile, takie perełki w tej naszej codzienności. Cały czas chciałbym czegoś więcej, co chwilę coś mi nie pasuje. A tak naprawdę jest wspaniale, ciężko oczekiwać czegoś lepszego.
Bo gdy oglądam te czarno-białe zdjęcia, słucham historii rodzinnych, obserwuję jej rodzinę, coraz lepiej ich poznaję i spędzam z nimi więcej czasu - chciałbym, by moi najbliżsi byli takim samym zachęceniem dla niej, jakim jej rodzina jest dla mnie. (nie ukrywam z radością, że to zachęcenie w mojej rodzinie jest obecne ;))
Wydaje się to naturalne. Być może oczywiste. Ale jednak nie jest. Nie chcę, by te magiczne chwile umykały mi między palcami. Pragnę je docenić. Bo są wyjątkowe, piękne i niepowtarzalne.
niedziela, 27 marca 2011
środa, 23 marca 2011
Closer
I see you walking every day
with a smile beneath frown, but I won't look away,
Yeah, what does it mean? What's there to see?
If I look closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer.
Where are you going? And what are you thinking at all?
Your eyes show nothing more than a dazed oblivion,
What does it mean? What will I see?
When I look closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer, ah, yeah.
You don't see me, watching every day;
My smile could warm your frown, and I'd never look away.
There's more to me,
Than what you see.
When you look closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, Closer,
Ah, yeah, yeah, yeah
Closer, closer,
Closer, no, no, no...
Fade Out
Po prostu bądźmy bliżej. Dla tego drugiego człowieka.
with a smile beneath frown, but I won't look away,
Yeah, what does it mean? What's there to see?
If I look closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer.
Where are you going? And what are you thinking at all?
Your eyes show nothing more than a dazed oblivion,
What does it mean? What will I see?
When I look closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer, ah, yeah.
You don't see me, watching every day;
My smile could warm your frown, and I'd never look away.
There's more to me,
Than what you see.
When you look closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, closer,
Closer, Closer,
Ah, yeah, yeah, yeah
Closer, closer,
Closer, no, no, no...
Fade Out
Po prostu bądźmy bliżej. Dla tego drugiego człowieka.
poniedziałek, 21 marca 2011
spring
Pierwszy dzień wiosny postanowiłem spędzić (a raczej zostałem zmuszony - ok, Karo, wiem, robiłem to dobrowolnie) stojąc w kolejce do ambasady chińskiej. I uwierzcie mi, można się wielu ciekawych rzeczy o Chińczykach i o Państwie Środka dowiedzieć... W każdym razie, całe szczęście, że załatwiłem. Ale niewiele brakowało, bym musiał obejść się smakiem - ambasadę zamykają o 15.30. Ja do okienka podszedłem o 15.26. Stojąc wcześniej 2 godziny w kolejce ;)
Wczoraj byłem na spacerze w Łazienkach. W sumie, by przywitać wiosnę. Wraz ze sporą grupą warszawiaków miałem okazję skorzystać z niezłej pogody i powędrować po zacisznych i ślicznych zakamarkach Łazienek Królewskich. A to spojrzenie wiewiórki, gdy chciałem obok niej przejść - bezcenne ;)
Siedząc na ławeczce przed monumentem Chopina do pełni szczęścia brakowało mi tylko jednego. Spacery po Warszawie są piękne, szczególnie w niedzielne popołudnia, ale mimo wszystko niedosyt związany z brakiem tej drugiej osoby pozostaje. I żadne zdjęcia, wiewiórki, Pałace na Wodzie, alejki, ciepło słońca nie pomoże. Kompletnie będzie tylko z nią.
Kiedyś do tego dojdzie. Wiem to. Oby szybciej niż później.
P.S. Babcia klozetowa w Łazienkach lubi U2 ;)
P.S. Zmieniam wizualną stronę bloga. W końcu mamy wiosnę! :)
Wczoraj byłem na spacerze w Łazienkach. W sumie, by przywitać wiosnę. Wraz ze sporą grupą warszawiaków miałem okazję skorzystać z niezłej pogody i powędrować po zacisznych i ślicznych zakamarkach Łazienek Królewskich. A to spojrzenie wiewiórki, gdy chciałem obok niej przejść - bezcenne ;)
Siedząc na ławeczce przed monumentem Chopina do pełni szczęścia brakowało mi tylko jednego. Spacery po Warszawie są piękne, szczególnie w niedzielne popołudnia, ale mimo wszystko niedosyt związany z brakiem tej drugiej osoby pozostaje. I żadne zdjęcia, wiewiórki, Pałace na Wodzie, alejki, ciepło słońca nie pomoże. Kompletnie będzie tylko z nią.
Kiedyś do tego dojdzie. Wiem to. Oby szybciej niż później.
P.S. Babcia klozetowa w Łazienkach lubi U2 ;)
P.S. Zmieniam wizualną stronę bloga. W końcu mamy wiosnę! :)
wtorek, 15 marca 2011
"Codziennie wieczorem modlimy się o was"
To zdanie jako pierwsze przychodzi mi na myśl, kiedy pomyślę o cioci Hani Wiejowej. I nadal jestem w szoku, że nie ma już jej między nami.
Większość moich wspomnień, kontaktów z ciocią to przede wszystkim okres mojego dzieciństwa, bycia nastolatkiem. Zapamiętam ją jako bohaterkę wiary, pełną energii kobietę, która swoim życiem wskazywała na Boga. Gdy opisywały ją jej wnuki (szczególnie na zjazdach rodzinnych), miałem przed oczami kochającą, ciepłą, acz konsekwentną (gdy ochrzaniała Pawła za to, że zwrot "Panie Boże, dziękujemy za śniadanie. Amen" to nie jest modlitwa stołowa ;)) babcię. Pomimo zaawansowanego wieku, różnych dolegliwości wciąż była aktywna, uczestniczyła w konferencjach dla kobiet, starała się być na bieżąco, jeżeli chodzi o rodzinne sprawy. Również jej śpiew, który przez całe życie był dla niej ważny, zapadł mi w pamięć. A szczególnie pieśń "Błogo mi, w Panu mam wieczny dział". Dziś te słowa wypełniły się w całości.
Anegdoty rodzinne - związane z moim dziadkiem, babcią, opowiadane przez ciocię wywoływały śmiech całej rodziny. Jej świadectwo wiary było często motywacją dla nas, dzieci z rodu Sztwiertniów.
Szczególnie mocno utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy widziałem się z ciocią po raz ostatni. Nie pamiętam, w jakim miesiącu to było, w sumie to mało istotne. Przyjechała razem z wujkiem do Jawornika na jakieś spotkanie i wstąpiła do nas. Gdy kończyliśmy rozmowę, ciocia (jak zwykle na koniec spotkania, wizyty) zaproponowała modlitwę. Pamiętam wdzięczność, jaką poczułem, gdy przyniosła w modlitwie moje studia, moją służbę i powołanie, które czuję. Mój wybór życiowy był dla niej ważny, czuła, że potrzebuję modlitw i załączyła mnie tamtego dnia do naszej wspólnej, kończącej ich wizytę, modlitwy. Wtedy widziałem ją po raz ostatni.
Zapamiętam ją jako bohaterkę wiary. Osobę, dla której modlitwa była czymś ważnym, a nawet najważniejszym. I coraz bardziej uświadamiam sobie, jak daleko nam, młodym ludziom, wnukom, do naszych dziadków, cioć, wujków - modlicieli, bohaterów wiary oraz świadectwa, wzorów dla swoich pociech. Chciałbym choć w małym stopniu przykładać taką wagę do modlitwy, być tak wytrwałym jak mój zmarły dziadek, babcie, i również zmarła wczoraj ciocia Hania.
1.Gdy pokój niebieski Bóg w duszę mi tchnie,
Choć burzy zagraża mi mi szał,
To jednak we wierze pieśń chwały Mu ślę:
„Błogo mi, w Panu mam wieczny dział!”
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
2. Gdy trwogą śmiertelną przejmuje mię wróg
I grozi mi wciąż jego strzał,
To wiem, że złośnika Zbawiciel już zmógł,
Że zupełne zwycięstwo mi dał.
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
3. Ciężary mych grzechów Pan rzucił już w dal,
Gdy za mnie przekleństwem się stał, O, chwal
Go, ma duszo, na wieki Go chwal,
Bo w żywocie zgotował ci dział.
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
4. Już żyję w Chrystusie, On gwiazdą jest mą,
W ciemności nie będę się bał;
Ni męki, ni burze zaszkodzić mi śmią,
W Nim pokoju wiecznego mam dział.
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
Większość moich wspomnień, kontaktów z ciocią to przede wszystkim okres mojego dzieciństwa, bycia nastolatkiem. Zapamiętam ją jako bohaterkę wiary, pełną energii kobietę, która swoim życiem wskazywała na Boga. Gdy opisywały ją jej wnuki (szczególnie na zjazdach rodzinnych), miałem przed oczami kochającą, ciepłą, acz konsekwentną (gdy ochrzaniała Pawła za to, że zwrot "Panie Boże, dziękujemy za śniadanie. Amen" to nie jest modlitwa stołowa ;)) babcię. Pomimo zaawansowanego wieku, różnych dolegliwości wciąż była aktywna, uczestniczyła w konferencjach dla kobiet, starała się być na bieżąco, jeżeli chodzi o rodzinne sprawy. Również jej śpiew, który przez całe życie był dla niej ważny, zapadł mi w pamięć. A szczególnie pieśń "Błogo mi, w Panu mam wieczny dział". Dziś te słowa wypełniły się w całości.
Anegdoty rodzinne - związane z moim dziadkiem, babcią, opowiadane przez ciocię wywoływały śmiech całej rodziny. Jej świadectwo wiary było często motywacją dla nas, dzieci z rodu Sztwiertniów.
Szczególnie mocno utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy widziałem się z ciocią po raz ostatni. Nie pamiętam, w jakim miesiącu to było, w sumie to mało istotne. Przyjechała razem z wujkiem do Jawornika na jakieś spotkanie i wstąpiła do nas. Gdy kończyliśmy rozmowę, ciocia (jak zwykle na koniec spotkania, wizyty) zaproponowała modlitwę. Pamiętam wdzięczność, jaką poczułem, gdy przyniosła w modlitwie moje studia, moją służbę i powołanie, które czuję. Mój wybór życiowy był dla niej ważny, czuła, że potrzebuję modlitw i załączyła mnie tamtego dnia do naszej wspólnej, kończącej ich wizytę, modlitwy. Wtedy widziałem ją po raz ostatni.
Zapamiętam ją jako bohaterkę wiary. Osobę, dla której modlitwa była czymś ważnym, a nawet najważniejszym. I coraz bardziej uświadamiam sobie, jak daleko nam, młodym ludziom, wnukom, do naszych dziadków, cioć, wujków - modlicieli, bohaterów wiary oraz świadectwa, wzorów dla swoich pociech. Chciałbym choć w małym stopniu przykładać taką wagę do modlitwy, być tak wytrwałym jak mój zmarły dziadek, babcie, i również zmarła wczoraj ciocia Hania.
1.Gdy pokój niebieski Bóg w duszę mi tchnie,
Choć burzy zagraża mi mi szał,
To jednak we wierze pieśń chwały Mu ślę:
„Błogo mi, w Panu mam wieczny dział!”
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
2. Gdy trwogą śmiertelną przejmuje mię wróg
I grozi mi wciąż jego strzał,
To wiem, że złośnika Zbawiciel już zmógł,
Że zupełne zwycięstwo mi dał.
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
3. Ciężary mych grzechów Pan rzucił już w dal,
Gdy za mnie przekleństwem się stał, O, chwal
Go, ma duszo, na wieki Go chwal,
Bo w żywocie zgotował ci dział.
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
4. Już żyję w Chrystusie, On gwiazdą jest mą,
W ciemności nie będę się bał;
Ni męki, ni burze zaszkodzić mi śmią,
W Nim pokoju wiecznego mam dział.
Błogo mi, W Panu mam wieczny dział!
poniedziałek, 14 marca 2011
cios za ciosem
Gdy człowiek traci grunt pod nogami, to najczęściej dodatkowo coś wielkiego spada mu na głowę.
To, że winna po części jest moja głupota, jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Ale efektu domina dziejącego się zarówno przed, jak i po moim błędzie nie umiem ogarnąć. Tak ciężko tu chyba jeszcze nie było.
Co dalej? Nie wiem. Czuję się paskudnie. Sam, w ślepym zaułku.
To, że winna po części jest moja głupota, jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Ale efektu domina dziejącego się zarówno przed, jak i po moim błędzie nie umiem ogarnąć. Tak ciężko tu chyba jeszcze nie było.
Co dalej? Nie wiem. Czuję się paskudnie. Sam, w ślepym zaułku.
wtorek, 8 marca 2011
pożegnanie
Dziś oficjalnie żegnam się z chipsami, fastfoodami i napojami gazowanymi. Jest to pożegnanie bolesne, ale w imię wyższych celów. (inaczej mówiąc - gdybym tego nie odstawił, mój żołądek, a przy okazji cały układ pokarmowy, mógłby wypowiedzieć mi wojnę) Oby było warto, bo Chakalaka, Pepsi i inne mają swój niepowtarzalny smak.
Czy kiedyś będzie mi dane do tego wrócić? Nie wiem. Po cichu liczę, że kiedyś tak ;)
Czasem pożegnaniom towarzyszy również jakiś początek. Niejako z konieczności przerzucam się w głównej mierze na niegazowaną wodę mineralną i odrobinę mniej tłuste potrawy. Czy polubimy się z "gołą" wodą? (bo nawet smakowych mam unikać...) I dla wody i dla mnie byłoby lepiej, gdybyśmy stali się sobie bliscy. Choć czuję, że początki będą ciężkie.
Ale damy radę ;)
Czy kiedyś będzie mi dane do tego wrócić? Nie wiem. Po cichu liczę, że kiedyś tak ;)
Czasem pożegnaniom towarzyszy również jakiś początek. Niejako z konieczności przerzucam się w głównej mierze na niegazowaną wodę mineralną i odrobinę mniej tłuste potrawy. Czy polubimy się z "gołą" wodą? (bo nawet smakowych mam unikać...) I dla wody i dla mnie byłoby lepiej, gdybyśmy stali się sobie bliscy. Choć czuję, że początki będą ciężkie.
Ale damy radę ;)
środa, 2 marca 2011
cyrk na kółkach
Uwaga. Ten wpis zawiera elementy nihilizmu, bezsensu i irracjonalnego myślenia.
Jutro kolos. Coś umiem. Czegoś nie umiem. Jak będzie? Nie wiem.
Wyjścia są dwa - zaliczę lub nie zaliczę. Żeby zaliczyć, musiałbym jeszcze trochę nad tym materiałem przysiąść. Ale tak potwornie mi się nie chce, ogarnia mnie tak głęboka frustracja, że najchętniej podręcznik do greckiego wylądowałby na ulicy, a przez mój pokój przetoczyłby się huragan. Nie umiem pewnych rzeczy zrozumieć. Greckiego też. A szczególnie słówek znajdujących się w lekcji IX, X i XI.
Chyba tym wszystkim rzucę. (greckim, znaczy się)
Słowo na środę: cyrk na kółkach. Szczególnie jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie i komunikację.
Jutro kolos. Coś umiem. Czegoś nie umiem. Jak będzie? Nie wiem.
Wyjścia są dwa - zaliczę lub nie zaliczę. Żeby zaliczyć, musiałbym jeszcze trochę nad tym materiałem przysiąść. Ale tak potwornie mi się nie chce, ogarnia mnie tak głęboka frustracja, że najchętniej podręcznik do greckiego wylądowałby na ulicy, a przez mój pokój przetoczyłby się huragan. Nie umiem pewnych rzeczy zrozumieć. Greckiego też. A szczególnie słówek znajdujących się w lekcji IX, X i XI.
Chyba tym wszystkim rzucę. (greckim, znaczy się)
Słowo na środę: cyrk na kółkach. Szczególnie jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie i komunikację.
wtorek, 1 marca 2011
przybytku po lewej ostatniego naprzeciwko
Z nieukrywaną radością odkryłem, iż do grona bloggerów dołączył przybytek naprzeciwko mojego pokoju. Dlatego też, tenże wpis jest im dedykowany ;)
Z Robinem i Hódem Lasku Kabackiego jest tak, że umieją rozśmieszyć najmniejszym nawet duperelem. I dobrze, że postanowili blogować, bo będzie to wartościowa, żartobliwa odskocznia od egzystencjonalno-filozoficzno-teologicznych rozważań małego kaczora-studenta w wielkim mieście, najczęściej osadzonych w przygnębiająco-melancholijnych barwach.
Jeżeli chodzi o przybytek Robina i Hóda - nie jest ani po lewej, ani ostatni. Niemniej jednak przybytek ten jest utrzymany w wielkiej czystości, ładnym zapachu i ascetycznym wręcz wystroju. Może warto nazwać go "Pachnący przybytek"? (Btw. pokój naprzeciwko Ostatniego Przybytku Po Lewej również bywa pachnący. Choć chyba tenże przymiotnik trzeba ubrać w cudzysłów...)
Nie ukrywam, że z dużym zainteresowaniem będę śledził wpisy Bolka i Lolka polskiej teologii ;)
Jeżeli chodzi o rzeczywistość kaczora - wczorajszy wieczór spędzony w międzynarodowym towarzystwie okazał się bardzo udany. Rozmowy na temat funkcjonowaniu w akademiku, sytuacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego przed wojną, podziałach polsko-niemieckich, niemieckim systemie studiów teologicznych w połączeniu z bardzo miłym towarzystwem zaowocowały wyjątkowym czasem. (to, że kelner 3 razy rąbnął się w naszych zamówieniach, nabił 2 pozycje za dużo na rachunku i nazywał się Kamil, a na tabliczce miał Michał, jest mało istotne...)
Gdyby nie czwartkowy kolos z greckiego, mógłbym nadal rozkoszować się tym, że cały pokój plus łazienkę mam w najbliższej przyszłości tylko dla siebie. Niby nic takiego, ale po 5 miesiącach docenia się chwilową swobodę i prywatność ;)
P.S. "Da się oddychać!". Adam, ty wredoto... :P
PS2. Specjalnie dla Flipa i Flapa akademika - http://www.mp3zwrzuta.pl/mp3,,138329,,08-andrzej-piaseczny-wolna-twoja-wola.html ;)
Z Robinem i Hódem Lasku Kabackiego jest tak, że umieją rozśmieszyć najmniejszym nawet duperelem. I dobrze, że postanowili blogować, bo będzie to wartościowa, żartobliwa odskocznia od egzystencjonalno-filozoficzno-teologicznych rozważań małego kaczora-studenta w wielkim mieście, najczęściej osadzonych w przygnębiająco-melancholijnych barwach.
Jeżeli chodzi o przybytek Robina i Hóda - nie jest ani po lewej, ani ostatni. Niemniej jednak przybytek ten jest utrzymany w wielkiej czystości, ładnym zapachu i ascetycznym wręcz wystroju. Może warto nazwać go "Pachnący przybytek"? (Btw. pokój naprzeciwko Ostatniego Przybytku Po Lewej również bywa pachnący. Choć chyba tenże przymiotnik trzeba ubrać w cudzysłów...)
Nie ukrywam, że z dużym zainteresowaniem będę śledził wpisy Bolka i Lolka polskiej teologii ;)
Jeżeli chodzi o rzeczywistość kaczora - wczorajszy wieczór spędzony w międzynarodowym towarzystwie okazał się bardzo udany. Rozmowy na temat funkcjonowaniu w akademiku, sytuacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego przed wojną, podziałach polsko-niemieckich, niemieckim systemie studiów teologicznych w połączeniu z bardzo miłym towarzystwem zaowocowały wyjątkowym czasem. (to, że kelner 3 razy rąbnął się w naszych zamówieniach, nabił 2 pozycje za dużo na rachunku i nazywał się Kamil, a na tabliczce miał Michał, jest mało istotne...)
Gdyby nie czwartkowy kolos z greckiego, mógłbym nadal rozkoszować się tym, że cały pokój plus łazienkę mam w najbliższej przyszłości tylko dla siebie. Niby nic takiego, ale po 5 miesiącach docenia się chwilową swobodę i prywatność ;)
P.S. "Da się oddychać!". Adam, ty wredoto... :P
PS2. Specjalnie dla Flipa i Flapa akademika - http://www.mp3zwrzuta.pl/mp3,,138329,,08-andrzej-piaseczny-wolna-twoja-wola.html ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)