piątek, 3 sierpnia 2012

back to reality

Siedzę sobie na kanapie i oglądam Igrzyska Olimpijskie. Zastanówmy się jednak, jak wyglądałby mój dzień, gdyby jakimś cudem obóz JEC 2012 trwał nie 10, a np. 14 dni...

1. Na nogach byłbym już od 7.30.
2. O 8 mielibyśmy poranne spotkanie z kadrą, połączone z rozważaniem i przedstawieniem planów na dzisiejszy dzień.
3. Zjadłbym pyszną, świeżą bułkę na śniadanie.
4. O 9.30 śpiewałbym z obozowiczami różne piosenki, wysłuchałbym kolejnej historii o Eliaszu, ogłosiłbym obozowiczom, o której idą dzisiejszej nocy spać.
5. Od 11 miałbym chwilkę czasu żeby albo odsapnąć przed resztą dnia albo żeby zaplanować rzeczy na kolejne dni.
6. Zjadłbym pyszny obiadek (niemniej jednak mam nadzieję, że pomimo to dziś zjem dobry obiad ;)).
7. Posiedziałbym na warsztatach muzycznych, a potem pobiegałbym z dzieciakami na sporcie.
8. Zjadłbym dobrą kolację.
9. Zagrałbym z dzieciakami w "Prison Dodgeball", ewentualnie posędziowałbym "Capture the Flag".
10. Wysłuchałbym kolejnej części historii misyjnej.
11. Mógłbym pogadać z polskimi opiekunami o dzisiejszym dniu, wymienilibyśmy uwagi i spostrzeżenia.
12. Być może pilnowałbym dziś ciszy nocnej.
13. A na koniec dnia zagrałbym z Amerykanami w "Prawo Dżungli"/obejrzałbym z Baśką i Mają kolejne odcinki HIMYM + modliłbym się, żebyśmy nie musieli już więcej drżeć o zdrowie dzieci lub opiekunów...

Mimo że jestem przyzwyczajony do tego, że to, co dobre, niesamowicie szybko się kończy, to czuję się paskudnie. Zżyłem się z dzieciakami, Amerykanami, polskimi opiekunami. Przyzwyczaiłem się do hałasu, zmęczenia, tego, że ciągle coś się dzieje i co chwilę coś ktoś ode mnie potrzebuje ;) Bardzo lubię uczucie pozytywnego zmęczenia, które często towarzyszyło mi w trakcie obozu. Niestety, prowadzenie obozu ma jeden minus - nie ma się tyle czasu, by nawiązać dobry kontakt ze wszystkimi opiekunami i Amerykanami. Nie mówiąc już o nawiązaniu fajnych relacji ze wszystkimi dzieciakami. Tego mi chyba najbardziej brakuje. Ale i tak jestem Panu Bogu niesamowicie wdzięczny za ten czas, który mogłem przeżyć. Jestem Mu wdzięczny za każdego obozowicza, polskiego opiekuna i amerykańskiego nauczyciela.


P.S. Kolejny wpis z Pustelni.