niedziela, 29 stycznia 2012

Oto jesteś, Stadionie!

Byłem dzisiaj na otwarciu Stadionu Narodowego (oprócz opinii wrzucę jeszcze zdjęcia).

N - niesamowite wrażenie robi cały stadion wewnątrz w momencie wejścia na trybuny. Co prawda nie mam doświadczenia w byciu na tego typu obiektach (byłem jedynie na Olympiastadion w Berlinie), ale na usta cisnęły się słowa podziwu, albo wręcz nie cisnęły się żadne słowa, bo człowiek był oniemiały ;)

A - a bałem się, że ludzi będzie tyle, że nas nie wpuszczą... co prawda, od rana do naszego przyjścia przewinęło się jakieś 50 tysięcy ludzi, ale w momencie, kiedy z trybun obserwowałem cały stadion, wydawało mi się, że ludzi jest jakoś mało. Owszem, na płycie było ich trochę, ale na trybunach było raczej pusto. A w trakcie Euro na stadionie nie będzie ani jednego wolnego miejsca...

R - rację mieli ci, którzy mówili, że nie mamy się czego wstydzić, jeżeli chodzi o wnętrze stadionu, wrażenie, jakie sprawia nasz Narodowy. Może i był drogi, może i budowano go długo, może z zewnątrz wygląda co najwyżej średnio (o tym w następnym punkcie), ale wnętrze rekompensuje wszystko. Widok z trybun jest po prostu świetny. Brakuje jeszcze tylko murawy.

O - ohydnie wyglądają te biało-czerwone prostokąty zdobiące fasadę Stadionu. Ok, o ile z daleka prezentuje się Narodowy imponująco, o tyle z bliska... cóż. Wypadałoby powtórzyć za prof. Środą: "ten koszmarny stadion, unoszący się nad miastem jak podarte gacie kibica" - a tak, ten kawałek drutu pomalowany na biało i czerwono wygląda po prostu daremnie. Masakra jakaś. Stadion, który ma być naszą wizytówką, z bliska wygląda jak niedorobiony... bywa. Happens. A raczej shit happens.

D - d jak dach. Podobno nie zamyka się na mrozie. Hm. Dzisiaj był nieużywany, ale i tak jego konstrukcja robi wrażenie. A te 4 olbrzymie ekrany pod nim, każdy w inną stronę świata... no miodzio. Rewelacyjnie widać to, co dzieje się na scenie. A działo się, działo...

O - okropnie było zimno. Okropniście. Już dawno tak nie wymarzłem. Ale w sumie było warto :)

W - w zasadzie nie interesowały mnie występy kapel, które działy się na scenie, ale wypadałoby parę słów im poświęcić - akurat trafiliśmy na Comę i T.Love. Piotr Rogucki, dosyć ciekawie ucharakteryzowany, rozkręcił towarzystwo pod sceną oraz na trybunach i wraz ze swoim zespołem przekazał zgromadzonym sporą dawkę energii. Przyznam, że Comy nie znam i za nią nie przepadam, ale tym występem miło mnie zaskoczyli, widać było, że dobrze czują się w to mroźne popołudnie, że dają z siebie wszystko. Muniek natomiast... cóż. Różnie bywa z graniem na stadionach, różnie bywa ze sprzętem. Miałem wrażenie, że chyba odsłuch zawiódł wokalistę T.Love, bo w kawałkach, które dane mi było usłyszeć trochę był obok. A raczej wrzeszczał niż śpiewał. A może to taki trend stadionowy? Oby tylko Chris Martin we wrześniu na Narodowym nie poszedł w jego ślady...

Y - Yellow (tak przeze mnie ukochany, lecz póki co odłożony na półkę) na tym stadionie zabrzmi zapewne kosmicznie. Przekonamy się na koncercie Coldplay 19 września. Oj, będzie się działo! 

1:5000

"Bóg nie pomaga nam tylko przez jeden dzień, by potem zostawić nas na lodzie w środku jakiegoś doświadczenia. On pragnie prowadzić nas do celu."

Jan Kalwin