czwartek, 10 lutego 2011

uśmiech

Wpis dedykowany młodzieżówce z Wisły

Tytułowy uśmiech ostatnio nawet częściej gości na mojej twarzy.

Ale w sumie nie o tym chcę napisać. Wybrałem się dzisiaj na siatkę do Wisły. I już dawno gra nie sprawiała mi tyle radości i satysfakcji, co dzisiaj. Co tam, że poziom nie był za wysoki, co tam, że za bardzo mi nie szło. Ważne było to, że mogłem pobiegać, poskakać, powystawiać, zmęczyć się i odnowić znajomości, które kiedyś, dawno temu, zostały nawiązane z tamtejszą młodzieżówką. Przyjemnie było się do tych ludzi uśmiechać (nawet po nieudanej wystawie bądź zepsutym ataku - i mówić, że nic się nie stało), pośmiać się, po prostu pobyć. Przełamałem parę barier nieśmiałości, dowartościowałem się. Było warto. Jeżeli będzie okazja, z przyjemnością ponownie wpadnę, żeby z nimi pograć.

Fajno. :)

P.S. Heineken.