a tu świeczki nie zapalone... :P
Dawno mnie tu nie było. Ale to z powodu ogromu zajęć. Kierownik obozu, półprzewodnik po Krakowie, student teologii odprawiający nabożeństwo w Tabicie, wreszcie kierowca pomagający przewieźć koło pań z Jawornika do Bielska ;)
Dużo by pisać. Więc w skrócie - obóz rewelacyjny. Niesamowicie busy time, spora odpowiedzialność na głowie, ale również świetna praktyka, która w przyszłości powinna mi się przydać. No i mam nadzieję, że jeszcze uda mi się kiedyś pokierować tym obozem... ;)
Kraków - cóż, Warszawy nie przebił, ale się z nim przeprosiłem i obiecałem, że nie będę już wygłaszał mocno szkalujących opinii na jego temat ;) starówka jak zwykle urocza.
Tabita - 15/70/2 - co łączy te liczby? Ktoś ma pomysł? ;) Niestety, obóz plus nabożeństwo pogorszyło stan mojego gardła. Tak, że mam problem z mówieniem. Aha, no i przypomniałem sobie, że trzeba zapalić świeczki na ołtarzu. (taki detal, taka oczywistość, a umyka człowiekowi...) Dobrze, że jedna pani miała zapałki, bo za Chiny nie umiałem odpalić zapalniczki (no cóż, nie mam żadnej praktyki w jej obsługiwaniu, a jednoczesne przytrzymanie kciukiem dwóch knefli bez odpowiedniego treningu to dla mnie kłoda nie do przeskoczenia :P).
Bielsko - było ciekawie. Pierwszy raz byłem na spotkaniu koła pań. (trzeba się przyzwyczajać - być może w przyszłości będę je prowadził) Z kwestii kulinarnych - kołocz z jabłkami i kiełbasa były wyśmienite ;)
Teraz wreszcie można trochę odsapnąć. I na spokojnie przetrawić wszystko, co stało się w trakcie tych dwóch tygodni...