czwartek, 27 grudnia 2012

tylko On, święty, koi w walce

Nazwa postu nawiązuje do tytułów piosenek TGD z ich najnowszej płyty "Uratowani". Bo właśnie dzisiaj krótko (bo czasu ostatnio mam niewiele) o tym.

Na wstępie zaznaczę - pod względem pobożnościowego typu do TGD mi daleko. Ale jeżeli mam mówić o muzyce i treści, jakie przekazują... cóż, czapki z głów.

Ze mną jest tak, że zazwyczaj nie zachwycam się tym, czym inni (a jeżeli tak, to potrzebuję więcej czasu żeby się do tego przekonać). W akademiku nowa płyta Trzeciej Godziny Dnia szybko stała się hitem, ludzie wokół jej słuchali, zachwycali się nią, niektórzy byli nawet na ich koncercie w Poznaniu... ja, jak to ja, oczywiście musiałem iść pod prąd i stwierdziłem, że nie zamierzam specjalnie jakoś się tą płytą interesować, znając życie dostanę ją pod choinkę i wtedy będzie okazja się z nią zapoznać (szczególnie że podczas koncertu w Fabryce Trzciny zainteresowała mnie tylko jedna piosenka z nowego materiału).

Nadszedł czas otwierania prezentów - i zgodnie z moimi oczekiwaniami jednym z nich byli "Uratowani". Szybko popędziłem ją odpalić, wieczorem udało mi się ją raz przesłuchać.

I ku memu zdziwieniu już po pierwszym przesłuchaniu aż 3 kawałki wywołały u mnie ciary. "Tylko On", "Jahwe" no i głęboko (niczym miecz) przeszywający do szpiku "Święty". Im dłużej słucham "Ukojenia" i "Zmiłuj się Panie" to do grona 3 dołączają kolejne 2. Co jak na pierwsze słuchania jest naprawdę świetnym wynikiem (czasem nawet Coldplay ma problem wywołać u mnie taki efekt. Ale tylko czasem :P).

Ostatnio TGD ma bardzo płodny okres. I w sumie fajnie. Lubię słuchać muzyki niosącej chrześcijańską treść, do tego dobrze zrobionej i chwytającej za serce. Czekam na to, aż kolejne kawałki z tej płyty do mnie jeszcze bardziej dotrą

P.S. Nie byłbym sobą, gdybym nie pozwolił sobie na mały przytyk. Otóż miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami na temat tej płyty i często pojawiała się opinia, że "Modlitwa" (Piotr Płecha śpiewając modli się) jest kapitalna. Co ciekawe, w zdecydowanej większości były to osoby, które są zdecydowanymi przeciwnikami śpiewanej kolekty w trakcie nabożeństwa (a bo to brzmi po rzymsku, a to nienaturalne, bo przecież modlitwa jest mówiona a nie śpiewana). A tu taki zachwyt nad (przynajmniej dla mnie) nieco inną melodycznie formą kolekty. Ciężko mówić o jakiejś genialnej improwizacji, te same muzycznie frazy, nieco zmienione zawołania do Boga... ja tu konsekwencji w krytykowaniu kolekty i zachwytem nad tą modlitwą nie widzę :P A, argumenty że księża nie umieją śpiewać wrzucam do kosza, bo znam takich, którzy kapitalnie potrafią śpiewać zarówno kolektę, liturgię jak i błogosławieństwo ;)