TE Dzięgielów 2012 to już historia.
Ale za to wyjątkowo fajna i pozytywna historia. Jechałem tam z mieszanymi uczuciami, z obawami, jakoś tak nie byłem mentalnie przygotowany i gotowy na 9 dni pośród ludzi, w miejscu, gdzie tematyka duchowości będzie na pierwszym miejscu. Czasem po prostu są chwile, momenty, gdy człowiek chciałby uciec i pobyć ze sobą sam na sam.
Jak się jednak okazuje, Pan Bóg doskonale wie, co dla człowieka jest najlepsze. Wyjście między ludzi, okazja żeby śpiewać na Bożą chwałę, czas spędzony z tymi bliższymi - lepiej znanymi (dziękuję wam, CMoki) i tymi nieco mniej (moja grupo - thx) był mi bardzo potrzebny. I im dłużej tydzień trwał, tym lepiej się na nim czułem. Wyłączając zmęczenie, które w ostatnim dniu bardzo mocno dokuczało, był to niezwykle pozytywny czas.
Nie oznacza to, że znam odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Nie skutkuje to tym, że nagle moje życie zmieniło się o 180 stopni. Czuję, że na taką zmianę nie ma szans. A przy okazji - potrzeby. Znaki zapytania nie znikają, może po prostu poszerza się perspektywa patrzenia na te pytajniki.
Czas teraz się zregenerować, bo od soboty zaczynamy znowu szaleństwo, tym razem na Jawornik English Camp 2012. Oby było tak samo jak na TE, albo i lepiej!