środa, 16 lutego 2011

czarna środa

Macie czasem wrażenie, że gdy już wstajecie z łóżka, czujecie, że z tym dniem jest coś nie tak? Nie chodzi mi tutaj o wstawanie lewą nogą itd, ale ja dzisiaj coś takiego przeżyłem. Po prostu czułem, że tego dnia wiele rzeczy mi nie wyjdzie, że szykuje się raczej pesymizm niż optymizm, smutek niż radość itd.

Miałem problem, żeby zwlec się na zajęcia. Na psychologii nie umiałem się skupić, na hebrajskim kolejna porcja kosmosu, ryż okazał się niedogotowany, wyszło na jaw, że z mojej Corsy wycieka olej i czeka mnie wymiana części, na wstępie do NT było może śmiesznie, ale bez rewelacji. Kolacja smakowała jakoś dziwnie, Barca rozegrała swój najgorszy mecz w sezonie, a atmosfera walentynek, zakochania gdzieś pochowała się do książek. A. No i dochodzi kompletny brak motywacji do siedzenia nad rzeczami na przyszły tydzień, poczucie otępienia i zwątpienia.

Z drugiej strony, liczę, że taka złośliwa kumulacja już się nie powtórzy. Ale kto to tam wie... Czas chyba na Litanię.

To nie był ten dzień, oj nie...