Dziś oficjalnie żegnam się z chipsami, fastfoodami i napojami gazowanymi. Jest to pożegnanie bolesne, ale w imię wyższych celów. (inaczej mówiąc - gdybym tego nie odstawił, mój żołądek, a przy okazji cały układ pokarmowy, mógłby wypowiedzieć mi wojnę) Oby było warto, bo Chakalaka, Pepsi i inne mają swój niepowtarzalny smak.
Czy kiedyś będzie mi dane do tego wrócić? Nie wiem. Po cichu liczę, że kiedyś tak ;)
Czasem pożegnaniom towarzyszy również jakiś początek. Niejako z konieczności przerzucam się w głównej mierze na niegazowaną wodę mineralną i odrobinę mniej tłuste potrawy. Czy polubimy się z "gołą" wodą? (bo nawet smakowych mam unikać...) I dla wody i dla mnie byłoby lepiej, gdybyśmy stali się sobie bliscy. Choć czuję, że początki będą ciężkie.
Ale damy radę ;)