Futbolowe święto.
Święty czas.
Moment, kiedy wszystko zamiera.
(i weź tu się człowieku ucz do sesji...)
Odkąd pamiętam, czas Mistrzostw Świata bądź Europy był dla mnie czymś niesamowitym, wyjątkowym i niezapomnianym.
W 1998 roku mając 7 lat śledziłem uważnie mecze na francuskim gruncie (do dziś pamiętam słowa mojej babci, która mówiła że w meczu Francja - RPA będzie kibicowała Francuzom, bo ma znajomego we Francji.) i przeżyłem pierwszą bolesną porażkę, kiedy to w finale moja Brazylia dostała łomot od gospodarzy.
2000 - Euro w Belgii i Holandii. To były piękne mistrzostwa... ech. Wspaniały, młody, bramkostrzelny Nuno Gomes - mój idol z dzieciństwa - grał nieziemsko. Ale Portugalia przegrała z obrzydliwymi Francuzami. A kiedy w drugim półfinale drugi mój idol - Patrick Kluivert - nie potrafił wykorzystać wraz z Holendrami 2 karnych w regulaminowym czasie gry i przegrał w konkursie rzutów karnych, myślałem, że gorzej być nie może. Było. Gdy Wiltord w finale wyrównał w 93. minucie, myślałem, że padnę. A jak David "nie umiem strzelać karnych" Trezeguet zdobył złotego gola - nie pozostało nic innego tylko płacz.
2002 - Polacy tak dostali w tyłek, że aż wstyd. Ale za to Francuzi pojechali szybciutko do domu, a jedyny i prawdziwy Ronaldo dał Brazylii mistrzostwo.
2004 - Znowu Nuno Gomes, znowu Portugalia krok od celu. Tym razem na jej drodze stanęli niesamowicie skuteczni Grecy...
2006 - Zidane pokazał swoje piękne, cudowne, najwspanialsze, niesamowicie męskie oblicze. Pokazał wszystkim, że jest najlepszym, największym, najbardziej grającym fair piłkarzem na świecie (wybaczcie ironię - nie ma piłkarza, którego bym tak nie znosił :P). A Włosi pokonali wrednych Francuzów i zostali mistrzami świata ;)
2008 - Espana! Na marginesie - tę imprezę transmitował głównie Polsat. I dlatego była średniawa.
2010 - Espana po raz drugi! Te mistrzostwa miały coś w sobie wyjątkowego. Myślę, że były naprawdę ciekawe i stały na wysokim poziomie.
A co z 2012? Ciężko powiedzieć. Moim jedynym marzeniem jest, by Polacy wyszli z grupy i sprawili swoją grą miłą niespodziankę całej Polsce. Mam nadzieję, że jutro o tej porze będziemy świętować zwycięstwo nad Grecją. Że nie będziemy musieli śpiewać "nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało". I że będą to piękne mistrzostwa. Jutro będę blogował na żywo
Oby się chłopaki nie spalili z nerwów. Ale myślę, że jak cały Narodowy ryknie "Mazurka Dąbrowskiego", to Grekom się pełno w portkach zrobi. No i oby zapowiedzi naszych, że zostawią serce na boisku, się sprawdziły. Niech wezmą przykład z naszych siatkarzy, którzy ostatnio znakomicie radzą sobie z presją. Jutro zwycięstwo jest możliwe. A jak wygramy jutro... to kto wie. :)
A dla podsycenia nastroju - filmik o pięknie futbolu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz