Pierwszy dzień wiosny postanowiłem spędzić (a raczej zostałem zmuszony - ok, Karo, wiem, robiłem to dobrowolnie) stojąc w kolejce do ambasady chińskiej. I uwierzcie mi, można się wielu ciekawych rzeczy o Chińczykach i o Państwie Środka dowiedzieć... W każdym razie, całe szczęście, że załatwiłem. Ale niewiele brakowało, bym musiał obejść się smakiem - ambasadę zamykają o 15.30. Ja do okienka podszedłem o 15.26. Stojąc wcześniej 2 godziny w kolejce ;)
Wczoraj byłem na spacerze w Łazienkach. W sumie, by przywitać wiosnę. Wraz ze sporą grupą warszawiaków miałem okazję skorzystać z niezłej pogody i powędrować po zacisznych i ślicznych zakamarkach Łazienek Królewskich. A to spojrzenie wiewiórki, gdy chciałem obok niej przejść - bezcenne ;)
Siedząc na ławeczce przed monumentem Chopina do pełni szczęścia brakowało mi tylko jednego. Spacery po Warszawie są piękne, szczególnie w niedzielne popołudnia, ale mimo wszystko niedosyt związany z brakiem tej drugiej osoby pozostaje. I żadne zdjęcia, wiewiórki, Pałace na Wodzie, alejki, ciepło słońca nie pomoże. Kompletnie będzie tylko z nią.
Kiedyś do tego dojdzie. Wiem to. Oby szybciej niż później.
P.S. Babcia klozetowa w Łazienkach lubi U2 ;)
P.S. Zmieniam wizualną stronę bloga. W końcu mamy wiosnę! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz