Obudziło mnie dzisiaj piękne słońce. Nie minęło 5 godzin, a już chmury całkowicie je zakryły (nawet nie miało okazji spokojnie zajść...) Cały optymizm (o ile takowy dzisiaj miałem) poszedł się paść. Wszystko chyba przez jutrzejszego kolosa z logiki. Co z tego, że w poprzednich latach zwykle te zapowiedziane kolosy się nie odbywały? Przecież kiedyś ta tendencja może się odwrócić. Nie mam żadnej mobilizacji. Ten weekend mnie jakoś dobija.
Dobra, dość pisania. Muszę coś z tej logiki poczytać. Ale czy to coś da? Ech. Czuję się jak twórcy młodopolscy pod koniec XIX wieku... Niemniej jednak, ten mój stan sprawia, że pójdę do kościoła na nabożeństwo z określonym nastawieniem - będę szukał jakiegoś pokrzepienia i wsparcia. Obym tego pokrzepienia i wsparcia doświadczył.
P.S. "Zakupy, podobnie jak pieniądze, szczęścia nie dają. I tak zostaną po nas nagie kości".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz