Dedykowane B.
Doświadczam dzisiaj zarówno pozytywnych swoich emocji jak i negatywnych uczuć innych osób. I trochę mi głupio, że mam się tak wspaniale, a innym wali się życie bądź niesamowicie ich frustruje. Skłania mnie to do refleksji: czy to Boże błogosławieństwo czy może cisza przed burzą?
Na chwilę obecną trzymam się Bożego błogosławieństwa. Z każdym dniem dostrzegam niesamowitą moc modlitwy. Gdy Boga zaprasza się do konkretnych spraw w swoim życiu, On zaczyna przejmować kontrolę nad nimi. I wie, co dla człowieka najlepsze. Poza tym, gdy poświęca się czas modlitwie o konkretne relacje, to Bóg zaczyna ingerować. Dosłownie. Naiwne, tak? Naprawdę w to wierzę?
Tak. Bo widzę Jego ingerencję w moim życiu. I pozostanę takim naiwnym. Będę się starał, by przynosić Mu konkretne relacje, konkretne sprawy. Bo wiem, że On tego chce. On niesamowicie się cieszy, gdy to robię. Wiem, że mnie przytula, gdy proszę Go o przebaczenie. Gdy mówię Mu, że jestem beznadziejny i potrzebuję Jego pomocy. Wiem, że cieszy się, gdy przychodzę do Niego ze swoimi problemami. Bo gdy jestem słaby, wtedy jestem mocny. Wtedy On zaczyna działać. Właśnie w tym, wydawałoby się z ludzkiego i racjonalnego punktu widzenia, naiwnym podejściu.
Dla Jego działania warto być naiwnym w oczach tego świata. I żebym został dobrze zrozumiany - nie doszukujcie się tu pychy. Nie uważam się za lepszego. Po prostu wierzę, że czasem warto być naiwnym wobec Boga - bądź nazywając to inaczej - ufnym wobec Boga. Bo wtedy On działa. Przynajmniej ja czegoś takiego doświadczyłem i chcę wciąż doświadczać.
I nadal będę, w mojej częstej beznadziejności, przychodził do Niego. Bo wiem, że On chce, żebym do Niego przychodził. Wam też to polecam. Mimo, że to trochę naiwne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz