poniedziałek, 1 listopada 2010

I remember you like yesterday...

Powoli dzień 1. listopada dobiega końca. Utarło się, że jest to dzień poświęcony wspominaniu zmarłych, bliskich, którzy już odeszli. Wszystko to potęguje atmosfera cmentarza, który ostatnio często odwiedzałem. Postanowiłem poświęcić ten wpis dwóm bliskim, którzy odeszli już do Pana i śpiewają w Jego chórze.

3 lata temu do Pana odszedł wujek Ludwik, brat mojej babci. Pamiętam go z wielu sytuacji z dzieciństwa. Nagrywał na kasetach mój śpiew, opowiadał mi o II Wojnie Światowej, graliśmy razem w cymbergaja oraz na stare pieniądze w oczko i wojnę. Plus grill na balkonie... Do dziś pamiętam Jego ciepło, uśmiech, umiejętność naprawienia wielu rzeczy i biały kapelusz.

Niecałe 2 lata temu niebiański chór zasilił mój dziadek Józef. Dziadek nie był typem duszy towarzystwa, rozgadywał się i ożywiał natomiast, gdy temat schodził na cementownię i chór. Ileż to razy wnuki słyszały, że kościół w Jaworniku został wybudowany za pomocą cementu z goleszowskiej cementowni, dziadek wydał cement Antoniemu Piechniczkowi, by ten mógł wybudować dom w Wiśle. Śpiew i bycie prezesem, a potem skarbnikiem chóru było jego największą pasją. Pamiętam momenty, gdy zabierał mnie do pokoju obok i czytał mi przygody Jonka, Jonki i Kleksa.

Teraz pozostały już tylko wspomnienia. Piękne, dziecięce wspomnienia. Jakby to było wczoraj. A teraz? Mogę tylko starać się, by doceniać czas z tymi, którzy też powoli zbliżają się do granicy... Obym umiał to zrozumieć i zastosować. Nie bez przyczyny ks. Twardowski napisał: "śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"...

1 komentarz:

  1. to nie był biały kapelusz tylko szary :) i przypomniałeś mi o komiksie, aż mi się zachciało go przeczytać... fajnie, że wspomniałeś tych kochanych

    OdpowiedzUsuń