czwartek, 4 listopada 2010

negatywne emocje

Te towarzyszą mi ostatnio wyjątkowo często. Odkąd wróciłem do Warszawy, coraz częściej zdarzają się sytuacje frustrujące oraz wpieniające. Wczorajsze zajęcia z hebrajskiego oraz dziejów biblijnego Izraela były tego dobrym potwierdzeniem.

W dniu dzisiejszym po raz kolejny rozczarował mnie niemiecki. Chyba będę musiał sam coś dodatkowo sobie robić. Dołożywszy do tego pogodę, bezsensowny spacer na Uniwersytet Muzyczny tylko po to, by dowiedzieć się, że wf nie będzie, zgagę - no normalnie żyć nie umierać...

Wiem, trochę narzekam. Ale raz na jakiś czas trzeba. A na deser moja myszka okazała się być w bucie mojego współlokatora. Czasem człowiek jest wobec tego bezsilny. No cóż. Keep holding on, jak śpiewała niegdyś Avril. Chyba tak zrobię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz