A gdybyśmy nigdy się nie spotkali
Minęli na życia tle?
I gdyby nas nic nie łączyło wcale
A wspólny los wahał się?
Kto postanawia,
Że jedyny raz na Ziemi
Na jedną chwilę, ty i ja
Odnajdujemy się
I zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat?
A gdybyśmy nie pokochali nigdy
Zgubili, spóźnili się?
Byliby z nas ludzie zupełnie inni.
A czy szczęśliwi, kto wie?
Ale uznano,
Że jedyny raz na Ziemi
Na jedną chwilę, ty i ja
Mamy odnaleźć się
I zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat
Czasami myślę o prawdopodobnym świecie,
Gdzie jednak się mijają ślady naszych stóp.
Co wtedy dzieje się z duszami naszych dzieci,
Nim czyjaś inna miłość je zaprosi tu?
Kto postanawia,
Że jedyny raz na Ziemi
Na jedną chwilę, ty i ja
Odnajdujemy się
I zwykłe to zdarzenie może odmienić cały świat?
Pewne rzeczy w naszym życiu dzieją się w sposób niesamowity. Nie jesteśmy w stanie ich przewidzieć, przychodzą nieoczekiwanie, odwracają cały nasz świat do góry nogami. Lęk, przełamanie, odwaga, krótka rozmowa pozostająca w pamięci, odwzajemnienie kontaktu, długie wieczory i noce spędzone na rozmowach, wreszcie decyzja by iść przez życie razem.
Mówi się, że noc jest najczarniejsza tuż przed świtem. Często okres szczęścia poprzedzony jest czasem głębokiej desperacji i frustracji. Oczekiwanie na Boże działanie potrafi zniechęcić, a człowiek, w swym zagubieniu działający całkowicie bez głowy, nieudolnie działa po swojemu - według swojego widzimisię. Rani przy tym innych i samego siebie. W moim przypadku okres nocy trwał wyjątkowo długo, desperacja stała się jednym z przymiotników dobrze mnie określających.
Czy jednak żałuję tego okresu? Chyba nie. Potrzebowałem pogrążyć się wyjątkowo głęboko, by stamtąd doświadczyć cichego, łagodnego powiewu Bożej obecności. Ale nie było to coś normalnego. Teofania (Boże objawienie się) nigdy nie jest czymś zwyczajnym, każda - nawet ta w postaci łagodnego powiewu - pełna jest niesamowitości.
W moim przypadku kluczową rolę odegrał czas i... być może dojrzałość. Piszę "być może" - bo doskonale wiem, jak bardzo potrafię być jeszcze niedojrzały. Niemniej jednak widzę po sobie, że inaczej reaguję emocjonalnie niż to miało miejsce w przeszłości. Kluczową rolę odegrała odwaga, zwycięska walka ze sobą. Ale nie moja odwaga. Odwaga osoby, która zawojowała mój świat. Osoby, którą posłużył się Bóg, by za sprawą modlitw, rozmów, kontaktu wnieść uśmiech na moją twarz.
Historia iście filmowa. Pełna niezwykłości. Konfrontująca z zaskakującym Bożym działaniem (w to przynajmniej wierzę). Uświadamiająca, iż Bóg rzeczywiście ma myśli o pokoju, a nie o niedoli względem mnie. Chce natchnąć nadzieją, że nie jestem skazany na życie w pojedynkę. Chce pokazać, że stworzył i pobłogosławił istotę, która pasuje do mnie pod względem charakteru, zainteresowań, pobożności, również stawia Boga na pierwszym miejscu w swym życiu.
Rok temu nie sądziłem, że tak wszystko się zmieni. Stopniowo godziłem się z tym, iż wielu rzeczy mnie spotykających zwyczajnie nie rozumiem i pozostaje wbrew wszystkiemu zaufać Bogu. Robiłem swoje, przestałem koncentrować się tylko i wyłącznie na sobie, większy nacisk położyłem na to, by w różnorodny sposób głosić innym tę Ewangelię, która mnie porusza i daje nadzieję do życia. Potrzebowałem czasu, by stopniowo, powolutku, wychodzić z ukrycia i hermetycznego świata w stronę innych. I mimo że wciąż mam problem z nawiązywaniem nowych relacji, otwartością - myślę, że i tak pewien progres udało mi się zrobić. A potem... do akcji wkroczył Bóg. Nie oznacza to, iż stałem się marionetką w Jego rękach. Bo sam odwzajemniłem kontakt, sam czułem motyle w brzuchu, sam gnałem jak głupi kilkadziesiąt kilometrów by po prostu pogadać + robiłem jeszcze kilka szalonych rzeczy, których się zazwyczaj nie robi. Dlaczego? Trudno to wytłumaczyć ;) czułem, że chcę. Czułem, że warto. Dziś wierzę (a może wiem?), że istotnie, było warto. I z każdym dniem odkrywam to z większą siłą.
Bóg stał się siłą napędową, która dała mi moc, by być sobą. Zresztą - przy tej Osobie nie warto było aktorzyć. I chyba to jest w tym wszystkim najcenniejsze - zostałem zaakceptowany takim, jakim jestem, z całą gamą zarówno zalet jak i wad. Po raz kolejny zrozumiałem, że zostałem obdarzony przez Boga talentami, którymi mogę uszczęśliwiać innych. Mogę wywoływać uśmiech, ten bezcenny, niepowtarzalny uśmiech na Jej twarzy. Mogę dodawać otuchy modląc się, czytając Pismo, służąc radą, rozluźniając atmosferę tekstem z kabaretu.
Lecz być może popełniam teraz błąd - za bardzo skupiam się na sobie.
Ale to chyba dlatego, że trudno mi słowami wyrazić emocje towarzyszące refleksjom dotyczącym tego, co ja od Niej otrzymuję. Bo o takim spokoju, pochodzącym od Boga, a uobecniającym się w Jej postawie wobec mnie nie śmiałem nawet marzyć. O takie szczęście podarowane przez Boga, a uobecniające się w Jej otwartości, serdeczności, uśmiechu nawet się nie modliłem, bo nie sądziłem, że istnieje. Modlitwy bliskich mi osób, moje modlitwy zostały wysłuchane w taki sposób, że nie wiem, jak mam Bogu dziękować.
I mimo, że nie zawsze jest różowo, mimo, iż zdarzają się gorsze momenty - wiem, że razem jesteśmy silniejsi. I co przede wszystkim - wspiera nas wszechmogący Bóg, który pozwala ufać wbrew wszystkiemu, że damy radę. On jest inspiracją do pracy nad sobą, On daje moc do przezwyciężania swych słabości, egoizmu, uzdalnia do kompromisu, do rezygnowania z siebie na rzecz szczęścia tej drugiej osoby. Wierzę, że budujemy na odpowiednim fundamencie, wierzę, że potrójny sznur nie tak łatwo się zerwie. Wierzę, iż Bóg ma swój dobry plan ku swej chwale i naszemu dobru.
Wierzę, że to jest to. I się nie boję, bo w Nim mogę się ukryć, u Jego stóp składam wszystko to, co mnie przygniata, wierzę, iż jak powołał nas dla siebie, tak też będzie Zachowawcą i Dokończycielem tego, co dla nas zaplanował. Dziękuję Mu dziś za Jego wielką dobroć, na którą zupełnie nie zasłużyłem. Jestem Mu niesamowicie wdzięczny za cudowną Osobę, którą mi podarował - to Ona jest moją lepszą drugą połówką :)
Oby tak dalej! Jak układa Ci się prywatnie to i na studiach Ci się będzie układać, to samo będzie później w pracy. Wiem, bo miałem tak samo :)
OdpowiedzUsuń