piątek, 12 października 2012

this is the real world - Liestrong


Był kimś w rodzaju mojego sportowego idola. Przeczytałem kilka razy od deski do deski jego dwie książki, w których opisywał swoją walkę z rakiem, powrót do sportu a potem swoje wielkie sukcesy. "Towarzyszyłem mu" w problemach małżeńskich, szanowałem to, że z lekką pogardą wypowiadał się o swojej wierzącej żonie. Ceniłem go za precyzyjne opisy od kuchni Tour de France. Sprawił, że tenże wyścig stał się czymś ważnym w moim życiu, co roku starałem się uważnie śledzić rywalizację w Alpach i Pirenejach. Dzięki niemu znam Alpe d'Huez, Galibier, Tourmalet. Poprzez niego miałem okazję spędzić sporo czasu oglądając Eurosport i słuchając wybitnych komentatorów - Tomasza Jarońskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego. Armstrong sprawił, że tak niesamowicie nudny sport jak kolarstwo potrafiło mnie zainteresować.

 (zdj. guardian.co.uk)

A teraz co?

Jego legenda upada. Proces dopingu - wieloletniego... - staje się faktem, nie tylko zarzutami zazdrosnych ludzi, frustratów, którzy zostali na nim przyłapani i tego samego życzą Armstrongowi. Wygląda na to, że była to wielka machina, która oszukała cały kolarski świat, bo przecież raczej do roku 2005 tylko nieliczni wierzyli w winę Amerykanina. Większość stała za nim murem i podziwiała wielki, niesamowity powrót do sportu i wielkie zwycięstwa. Dziś wydaje się, że była to wielka mistyfikacja.

A ja czuję się oszukany. Z dumą nosiłem żółtą opaskę "Livestrong" - fundacji Lance'a walczącej z rakiem. Teraz mam ochotę ją wyrzucić. Ten facet chyba po prostu marketingowo wykorzystał fakt, że był chory. A może wcale chory nie był? Może to też jedno wielkie kłamstwo? Skoro człowiek perfidnie kłamie, przez wiele lat oszukuje cały świat - skąd pewność, że wcześniej mówił prawdę? Po raz kolejny przekonuję się, że czas dorosnąć i żyć w prawdziwym świecie - świecie kłamstw, manipulacji, oszustwa, pogardy dla szczerości, uczciwości. Gdzie bohaterowie są antybohaterami, gdzie zwycięzcy stają się przegranymi, gdzie liczy się tylko i wyłącznie kasa.

Wolę nie myśleć, co by było gdyby na dopingu był np. Leo Messi (a niektórzy rzucają oskarżenia dotyczące kuracji hormonem wzrostu w wieku 13 lat), Kobe Bryant (koszykarze NBA odmawiają kontroli antydopingowych na IO), Usain Bolt albo np. Adam Małysz... Czy jest jeszcze coś takiego jak normalny sport? SPORT? Czy już może tylko wyścig za admiracją widzów, którzy być może za niedługo zgodzą się na doping, byleby tylko widowisko było bardziej efektowne? Kto wie, czy sternicy w poszukiwaniu większych zysków sami nie zmuszą sportowców do dopingu?

A gdzie w tym wszystkim prawda, uczciwość, szacunek dla wiernych kibiców? Czyżby słowa "tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli" w tym przypadku oznaczały zwycięstwo za wszelką cenę? 

"Where do we go, nobody knows"... - dokąd zmierzasz, sporcie? Dokąd zmierzasz, świecie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz