środa, 10 października 2012

bajzel w głowie przeziębionego

Skserować coś.
Może coś zjeść.
Obejrzę odcinek HIMYM.
Muszę iść wcześniej spać.
Nie, godzina jeszcze młoda.
Posłucham Muse.
Zajdę do kuchni zrobić sobie kolację.
Skoczę do Bogusia.
Muszę wytrzeć nos.
Czy wziąłem już tabletki?
Czy wszyscy wiedzą o aktualizacji ogłoszenia w sprawie akademika?
Muszę zrobić sobie inhalację.
Nie skończyłem tłumaczyć tekstu na literaturę teologiczną w jęz. angielskim!
Otworzę okno.
Nie, to był zły pomysł.
Kichnąłem.
I znowu muszę wycierać nos.
Muszę zrobić sobie kolację. Zaraz. Piszę to już trzeci raz.


Totalny chaos. Każdy na swój sposób przeżywa przeziębienie. Są tacy twardziele, których w ogóle to nie łapie - i tu pozdrawiam mojego współłazienkowicza (i po cichu mu zazdroszczę). Są tacy, którzy przez pewien okres w życiu nie rozstawali się z Ibuprom Zatoki i ciągle chodzili zakatarzeni - ukłon w stronę brata i bratowej ;) Są alergicy, którzy cierpią raz na jakiś czas, ewentualnie stale w obecności elementów, na które mają uczulenie. Pośrodku są również tacy, którzy nadają się na statystycznych Polaków. Ogólnie są zdrowi, ale ze 3 razy w semestrze są chorzy. Osobne zdanie należy się ekstremalnym przypadkom - np. wyznawcom Odyna. Wraz z nimi choruje cały akademik. Tak. Dosłownie. Tyle że on cierpi na druzgocący kaszel, inni na druzgocący hałas przy kasłaniu owego wyznawcy. Są wreszcie tacy, którzy mają dobrą odporność i rzadko zdarza się, że coś ich dopada. Ale jak już coś dopadnie - wydaje się, że to koniec świata.

Do tej ostatniej grupy zaliczam się ja. Kiedy jestem przeziębiony, wie o tym cały świat, muszę to wszędzie podkreślać. Dodatkowo lubię przeżywać to w egzaltacji, lubię być widoczny w swojej dolegliwości. Oczywiście użalam się nad sobą, próbuję wzbudzić współczucie innych. (to tak z przymrużeniem oka ;))

Niemniej jednak nie znoszę przeziębień. Ogólnie nie lubię się źle czuć. Wtedy nie umiem logicznie myśleć, w mojej głowie jest chaos, jestem niesamowicie niepozbierany, a mój humor bardziej niż zwykle jest wisielczy. Wzrok - bez kamizelki kuloodpornej nie podchodź. Jak dochodzi do kumulacji tej nieprzyjemnej sytuacji - zaczynam nie liczyć się z otoczeniem tylko staję się mega-okropnie-wkurzający. Dodatkowo, jest tyle rzeczy, które mógłbym tu napisać, tyle tematów, które dosłownie czekają na rozwinięcie (np. powrót do Warszawy, pierwsze zastępstwo na mazurskiej ziemi, bycie Starszym Bursy)... a ja nie mam na tyle koncentracji, by się skupić i to napisać.

Więc, ogólnie rzecz ujmując, najlepiej by było, gdyby te prochy (LEKARSTWA!) pomogły. Skorzystam na tym nie tylko ja :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz