sobota, 16 czerwca 2012

Było jak zawsze. Czyli daremnie.

Chyba nie ma potrzeby dłużej utrzymywać na blogu relacji z meczu życia tego, co właśnie mieliśmy okazję zobaczyć. Miało być pięknie, cudownie i wspaniale. Wyszło jak zawsze. Balon, który urósł do rozmiarów naszego Narodowego pękł. A razem z nim rozlała się jego cała, kompostowa zawartość.

Krytycy rzucą się teraz na Smudę, zawodników. Hejterzy Euro będą się śmiać i mówić "i co wam po tym Euro, skoro nasi i tak dali ciała?". W kraju zapanuje gorycz, żałoba, rozpacz (a może nie będzie tak źle?)

Jest mi przykro. Powiem więcej - tak jak byłem dumny z walecznej postawy naszych graczy w pierwszych dwóch meczach, tak teraz jestem zażenowany. Powiedzmy sobie wprost - w drugiej połowie na boisku biegali przypadkowi ludzie ubrani w koszulki naszej reprezentacji. 4 niewykorzystane sytuacje w pierwszych 20 minutach się zemściły. Aż chce się płakać.

Wyszło jak zawsze, Polacy nie umieją grać na wielkich imprezach. Miało być pięknie, było daremnie. Czy to kwestia psychiki, zmęczenia - nie wiem. Chyba to nieistotne. Po prostu przestałem wierzyć, że reprezentacja Polski w piłce nożnej może kiedykolwiek coś osiągnąć. Bo skoro nie umie wyjść z najsłabszej grupy na Euro, grając u siebie, przy wsparciu kibiców, to kiedy ma jej się to udać? W drugiej połowie nie było widać walki. Przez dobre 20 minut dotykali piłkę tylko po to, by ją stracić. To było żałosne, żenujące, porażająco bolesne i kontrastujące z tym, co widzieliśmy z Grecją i Rosją.

Nie pytam "dlaczego?". Nie chcę znać odpowiedzi. Chciałbym jeszcze raz wrócić do 17. minuty meczu z Grecją, do tego szczęścia po bramce Lewandowskiego. Do chwili, kiedy wierzyłem, że to Euro będzie przełomowe. Kiedy było pięknie. A teraz? Zostały tylko wspomnienia, które już nic nie zmienią.

Zamiast ślubu, pięknych chwil, miłość twojego życia powiedziała, że cię nie kocha, nic do ciebie nie czuje i woli innego. A ty zostałeś sam jak kołek na ślubnym kobiercu - myślę, że słowa mojego znajomego dobrze oddają to, co dziś przeżyliśmy i jak ja się teraz czuję. Na pocieszenie - jutro jest nowy dzień. Euro trwa dalej, Hiszpania będzie walczyć o końcowy tryumf. Pojawi się wiele motywów, które będą zachęcały do tego, by jednak się uśmiechnąć.

To przecież nie jest koniec świata. Prawda, Tatuś? ;)

2 komentarze:

  1. 8 czerwca napisałem: "Dzisiaj przegraliśmy EURO. Dzisiaj nie zdobyliśmy jednego punktu, ale straciliśmy trzy punkty. Miałem nadzieje, jarałem się jak dziecko i nic z tego nie wyszło... :( zal..."
    Miałem nadzieję, że dzisiaj będę musiał przeprosić, ale niestety znów miałem rację...

    Masz niestety Piotrze rację we wszystkim co napisałeś... :/
    Nawet nie mam jak się z tobą spierać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście na grę polaków można spojrzeć z dwóch perspektyw. Pierwsza: "typowa" porażka reprezentacji na ważnej imprezie. Druga: Dobry punkt wyjścia na kolejne mecze, eliminacje, mistrzostwa.

    Jasne, o awansie decydują punkty, a nie "całkiem niezła, dobra" gra w wybranych połowach niektórych meczów grupowych. Ale nie oszukujmy się, Euro to nie puchar dolin na boisku szkolnym.

    Inne reprezentacje mają swoje sławy, wybitnych graczy. My też! Ciesze się, że Euro w Polsce i Ukrainie to pierwsze, za mojego życia, mistrzostwa, podczas których mogłem się poemocjonować grą NASZYCH piłkarzy, pooglądać kilka dobrych NASZYCH akcji. I to we wszystkich trzech meczach, a nie tylko w tym o honor. Wiem, żal i tak pozostaje.

    Oczywiście ostatnie miejsce w grupie jest porażką. Ale prawdziwą porażką, moim zdaniem, będzie rozwalenie tego, co udało się zbudować i praca "od nowa". Może i zmiany są potrzebne (szczególnie w PZPN). Może rezygnacja trenera jest naturalną konsekwencją kończącego się kontraktu, może honoru, może pokazaniem, że jest się odpowiedzialnym za przegraną. Ale, do licha!, czy ta kadra nie może dalej grać ze sobą, coraz lepiej się rozumieć, dopracowywać taktykę?

    Nasza polska mentalność nie wykazuje się konsekwencją, powolnym pracowaniem na sukces, mozolną pracą. Lubimy zrywy, rozbuchane nadzieje. Ale nie bierzmy od razu gwoździ i nie zabijajmy deskami szyby i drzwi kiosku, który jest przecież na miarę naszych sił zbudowany. Chyba, że chcemy budować w oparciu o utopijne wizje Polaków-Mistrzów Świata.

    Nie siejmy defetyzmu:) bo jest fajnie. Takim apelem zakończę.

    OdpowiedzUsuń