sobota, 21 stycznia 2012

Emi/Fifuś/M (em)


Czyli po prostu Emilka :)

Cykl o najmniejszych członkach rodziny miałem zacząć już tydzień temu, dokładnie w dzień urodzin mojej bratanicy (czyli 14 stycznia), ale dużo się działo, tak więc nieco spóźniony biorę się za pisanie.

Swego czasu na tym blogu pojawiła się wzmianka o pewnej szczególnej piosence - "Emily" Michaela W. Smitha. Dziś ponownie chciałbym ją przywołać. Tym razem w całości. I stwierdzić, Emiś, że jesteś takim małym aniołkiem czekającym na skrzydła i słowa tej piosenki doskonale do ciebie pasują (mimo że czasem - a ostatnio może przede wszystkim - niezły jest z ciebie rojberek i trudno cię upilnować ;))


Bardzo dużo myśli, motywów, spraw przychodzi mi do głowy, kiedy myślę, jak opisać moją bratanicę. Zacznę może od pierwszych skojarzeń, jakie mam z Fifusiem.

Ma naprawdę NIE-SA-MO-WI-TY uśmiech (który podkreślają i czynią jeszcze bardziej czarującym jej cudne ząbki ;)), który objawia praktycznie przy każdej okazji - i tu uwaga, fenomen. (I żeby nie było, to nie tylko moja obserwacja, ale również mojego brata, bratowej, mojej mamy i teściowej mojego brata!) Em szczerzy się wyjątkowo szeroko do mnie. I podobno jej zachowanie przypomina podryw. (Hm. Czyżby wyczuwała, że wujek obecnie jest wolny? :P) Nie mnie to oceniać :P W każdym razie - Emiś umie zadbać o to, bym poczuł się wyjątkowo ;)

Bardzo lubi sięgać po różne przedmioty. "Bardzo lubi" jest swego rodzaju eufemizmem. Szczególnie takie, które wydają jakieś hałasy.

Wsuwa zupki, dania-dla-jednolatków w zawrotnym tempie. Zastanawiam się, po kim to ma. Na pewno nie po mnie :P

Lubi popisywać się głośnością swojego altowego (tak przynajmniej stwierdził ekspert - Przemek. Nie będę się z nim spierał.) głosiku. I uwierzcie mi, umiejętności ma naprawdę pokaźne. W tym na pewno podała się na swojego wujka! :D (żeby nie było tak narcystycznie - obie jej babcie mają talent muzyczny. Zarówno tatuś, jak i mamusia bardzo lubią śpiewać. A do tego zestawu dodać trzeba jeszcze ciocię, która też świetnie śpiewa. No cóż. Em - jesteś skazana na śpiew.)

Jest niemal bezbolesna w pilnowaniu - póki co, miałem okazję 2 razy ją pilnować, raz nawet ZUPEŁNIE SAM! (to, że wtedy smacznie spała, jej rodziców nie było tylko przez 2 godziny, a ja w międzyczasie oglądałem Superpuchar Europy w Monaco nie miało żadnego znaczenia!) i za każdym razem nie sprawiała problemów ;)

Strasznie szybko zasuwa raczkując po płytkach. Człowiek odwróci się na chwilę, a ona już jest na drugim końcu kuchni ;)

Uczy się chodzić - co sprawia, że trochę jeszcze się zatacza, wykonując swoje kroki, ale nie zmienia to faktu, że jak naliczył jej dumny tatuś (mój brat Przemek), jest w stanie samodzielnie, bez bęcnięcia na podłogę, wykonać ok. 30 kroków.


(taki był Fifuś jak się urodził)

Nie ukrywam, że kiedy dowiedzieliśmy się, że moja bratowa jest w ciąży, byliśmy podekscytowani. Dla mnie szczególnie istotna była płeć tego kogoś, kto miał się urodzić. Dlaczego? Hm. (może się to wydawać dziwne, ale dla mnie jest to ważna sprawa:P) Przemek i ja to ostatni męscy potomkowie naszego rodu. No i jakby nie było, na naszych barkach spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie męskiej linii. Prawda? Prawda. I miałem cichą nadzieję, że już pierwsze dziecię mojego brata będzie chłopcem. Jak widać, stało się inaczej, a odpowiedzialność stopniowo wzrasta... :P Żeby było jasne - mam nadzieję (i tak też usłyszałem od Przemków), że Emilka nie będzie ich jedynym dzieckiem. Bo wtedy... wolałbym, żeby przyszłość naszego rodu nie zależała tylko ode mnie. (cały ten wywód można potraktować trochę z przymrużeniem oka ;) ale ja podchodzę do niego też trochę poważnie)

I żeby było jasne - bardzo kocham moją bratanicę, w żadnym stopniu nie przeszkadza mi to, że jest dziewczynką (NO WAY!), jest słodziutka, urocza, kochana. I prawdę mówiąc, na chwilę obecną nie wyobrażam sobie, że mógł to być chłopiec. (choć już dosyć wcześnie było wiadomo, że Emilka będzie Emilką)

Może powoli zaczyna się we mnie odzywać (tłumiony przeze mnie zresztą) instynkt ojcowski, ale przebywanie w gronie dzieci mojego rodzeństwa wpływa na mnie inspirująco. Nie mówię, że zawsze czuję się między nimi wspaniale, ale ma to wartościowy wpływ inspirujący. Każde z nich jest wyjątkowe. I tę ich wyjątkowość chcę w tym cyklu oddawać. Emi z pewnością jest niesamowicie wyjątkowa i czarująca :)


Do was też się uśmiecha :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz