poniedziałek, 3 października 2011

powrót (rok akademicki 2011/2012)

Mały student wrócił do wielkiego miasta. Przy tej okazji trudno nie wspominać, jak to wyglądało rok temu...

Jechałem jako mały, bojaźliwy kaczorek do przeogromnego, przerastającego miasta. Dziś wracam jako, powiedzmy, kaczor (choć zapewne nieraz poczuję się jeszcze kaczorkiem) na znane już śmieci, do znanych już znajomych, do znanego i pokochanego miasta.
Jechałem będąc w związku. Wracam jako singiel.
Jechałem z krótkimi włosami. Wracam z długimi (zwykle o takim duperelu bym nie pisał, ale zaskakująco duża ilość osób to stwierdziła).
Jechałem jako student pierwszego roku. Wracam już jako drugoroczniak ;)
Jechałem prawie posikany ze strachu, niesamowicie smutny i czułem się homesick. Wracam po roku, bez większych obaw, raczej z podekscytowaniem, planami, kiełkującą chęcią rozwoju. Co nie zmienia faktu, że z bólem opuszczałem dom. W końcu w domu najlepiej.

Przechodząc dzisiaj po akademickim korytarzu, zauważyłem sporo nowych twarzy. I jakoś ciężko mi się na razie przyzwyczaić, że nie jestem już pierwszakiem i że wracam do swojego pokoju (co prawda z innym współlokatorem i współłazienkowiczem, ale nie sądzę, by była to zmiana na gorsze - i nie twierdzę, że poprzednicy byli beznadziejni! ;) thx Bartek i Karol za zeszły rok :)). Z żalem stwierdzam, że będzie mi brakowało Ostatniego Przybytku Po Lewej.

Jednak najważniejsze jest chyba to, że odczuwam pokój. I nadzieję. Subiektywnie powiem (tak to interpretuję), że Pan Bóg się odezwał. Zadziałał. Poruszył. Złamał. I mam nadzieję, że będzie konsekwentnie podnosił.

Zostałem dzisiaj zbombardowany wersetami, które tym razem (i liczę, że tak już pozostanie) podniosły mnie na duchu. Nie kwestionowałem ich prawdziwości, nie podważałem ich interpretacji. Bo poczułem, że są one dzisiaj właśnie dla mnie. A to, że piosenki, które w zasadzie przypadkiem puściłem sobie podczas rozpakowywania manatków, pasują jak ulał do mojej sytuacji i położenia - uznaję to za Jego działanie.

Przede mną jeszcze daleka droga. W wielu wymiarach i płaszczyznach. Ale przynajmniej wróciłem na ścieżkę, która jest mniej uczęszczana ;)

Tęsknię za wami, moi rodzice, babcie, braciszku i bratowo, siostro i szwagrze. Ale chyba wreszcie ruszyłem do przodu. Oby się to utrzymało.

P.S. On zna nasze imiona. Całe szczęście :)

2 komentarze:

  1. Szkoda tylko, że korytarzowe kamery nie działają w trybie online (aczkolwiek podobno dla wybranych tak właśnie działają). Chętnie od czasu do czasu rzuciłbym okiem na stare śmiecie :) Powodzenia i nie dajcie się złamać ciemnej stronie mocy (parter) ;p

    May the Force be with you! Always.

    Mistrz Jedi.

    OdpowiedzUsuń
  2. ucieszyłam się tym, co tu zobaczyłam.
    dasz radę, już dajesz :)

    OdpowiedzUsuń