Gdy wybrzmiały ostatnie takty pieśni "Własnością Twą o Boże", mogłem wreszcie trochę się wyluzować. Bo wcześniej byłem bardzo spięty. No ale nie często zdarza się prowadzenie pierwszego nabożeństwa w życiu ;)
Doświadczenie bardzo wartościowe, zachęcające. Z którego wyciągnąłem kilka uwag na przyszłość:
- uwaga na togę - jeżeli jest za długa, może zabić. Lub narobić wstydu, kiedy za każdym razem przy wstawaniu sobie na nią stajesz...
- uwaga na śpiewnik, Biblię i pozostałe atrybuty - trzymając je w jednej ręce i skupiając się na ich utrzymaniu można zapomnieć o tym, że warto podciągnąć sobie togę, wtedy łatwiej się idzie...
- uwaga na mikrofony - źle ustawione utrudniają odbiór wiernych. Zbuntowane po kazaniu, odmawiające posłuszeństwa mogą nieco skołować...
- UWAGA NA STOPIEŃ PRZY AMBONIE - CHWILA NIEUWAGI MOŻE KOSZTOWAĆ ŻYCIE... (dla wyjaśnienia - o mało co się nie zabiłem schodząc po kazaniu - zapomniałem o podwyższeniu ambony)
Ciekawe jest to, że wymieniłem na razie wszystkie techniczne elementy nabożeństwa. I wydawać by się mogło, że w tym wszystkim zapomniałem o najważniejszym - o tym, że była to moja służba dla Boga.
Być może chwila większej refleksji przyjdzie przy kolejnym nabożeństwie. Tu wszystko działo się szybko, byłem trochę spanikowany. I nie pamiętam, co czułem w trakcie liturgii, czytania kazania... wiem tylko tyle, że modliłem się dosyć błagalnie - Panie, pomóż i pobłogosław. Modlitwa została wysłuchana ;)
I po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że to ma sens. Uśmiechy ludzi wychodzących z kościoła, żegnających się życzeniami Bożego prowadzenia były czymś naprawdę zachęcającym. Dodając fakt bardzo ciepłego i życzliwego przyjęcia przez rodzinę Undasów - cały wyjazd do Zgierza na pierwsze zastępstwo był olbrzymim Bożym błogosławieństwem.
Kiedy tak siedzę sobie w moim pokoju, obserwując ściany w kolorze "Pola słoneczników" (a jeszcze tydzień temu były niebieskie...), uświadamiam sobie, jak wiele się ostatnio zmieniło... i w sumie dobrze.
A pojutrze przyjadą Amerykanie... i się zacznie. Wreszcie! JEC 2011 is coming! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz